Wszystko zaczęło się od wspaniałej czwórki …


O filmach, książkach i muzyce mogłabym rozpisać się bardzo szeroko. Wymienić te, po których nie mogłam usnąć, dla których zarywałam całe noce i które nie chciały mnie po prostu zostawić w spokoju. Ale to jednak muzyka wywarła na mnie największy wpływ i zawsze towarzyszyła mi w najważniejszych momentach mojego życia …


O The Beatles słyszałam już w podstawówce, ale dopiero z początkiem liceum zetknęłam się z utworem wydanym grubo po rozpadzie zespołu i śmierci Lennona – “Free as a bird”. I to właśnie on spowodował, że następnego dnia pobiegłam po świeżo wydaną antologię, jeszcze na kasetach. A po tym się zaczęło … zbieranie kolekcji płyt, połykanie niemal każdej dostępnej biografii zespołu, nagrywanie filmów (bo ściągać wtedy można było jedynie ubrania i prace klasowe), wyklejanie ścian plakatami a piórnika cytatami. Z czasem z zespołu przerzuciłam się na karierę solową Lennona i jego poczynania artystyczne z Yoko Ono. Nie było prawdopodobnie rzeczy, której bym o nich nie wiedziała (książki pochłaniałam dodatkowo w j. niemieckim i angielskim) a koncerty odtwarzałam do zdarcia taśmy. Całe to szaleństwo trwało mniej więcej do matury. Dziś pozostał sentyment i masa wspomnień.




Studia rozpoczęły kolejną fascynację, tym razem muzyką elektroniczną. Nie ograniczałam się już do jednego wykonawcy a to głównie dzięki mężowi, który co rusz podsuwał mi coś nowego do przesłuchania. Lata studenckie od zawsze będą mi się kojarzyły z takimi twórcami jak: Orbital, Daft Punk (nagrali wiele świetnych rzeczy przed “Get lucky” ;)) , Fatboy Slim, Underworld, czy The Chemical Brothers. Utwory wyjątkowe i przeróżne: od spokojnych, relaksujących, po żywe, dodające energii. 


Pytanie za sto punktów: w jakim filmie z Angeliną Jolie wykorzystano ten utwór? 🙂


Pisząc pracę magisterską (czasami jak burza, czasami w bólach), natknęłam się na utwór “All I Need”. Zachęcona pięknymi dźwiękami, nabyłam w niedługim czasie cały album zespołu Air “Moon Safari” – liryczny, porywający, idealny na długie godziny przed komputerem. 




Choć mi samej ciężko w to uwierzyć, już parę ładnych lat minęło od czasu zakończenia studiów, a ja muzycznie tkwię głównie w przeszłości. Lubię powracać wspomnieniami do minionych lat i pewnych wydarzeń. Tak samo, jak lubię odkrywać znaną muzykę na nowo. I przypominać sobie, dlaczego kiedyś tak bardzo mnie urzekła. 

A ostatnimi czasy podryguję do utworów rześkich, pozytywnych, u których źródeł leży – mam wrażenie – dobra zabawa i żart: “Get lucky”, “Blurred Lines” czy przeróbka już nie tak młodego “Dance with me”. Zresztą, kto mnie zna to wie, że nigdy nie lubiłam słuchać smutasów 🙂 A w razie wielkiej potrzeby zostaje zawsze stary dobry “November rain”. 




Wpis powstał w ramach projektu autorstwa Urszuli Phelep, o którym więcej tutaj. Zapraszam na wcześniejsze wpisy wyzwania: “Skąd się wzięła piwnooka?”, “Bloguję, bo …”, “Piwnooka i jej 20 rzeczy wartych wspomnienia”.

(zdjęcie: www.judi3.ch, filmy: www.youtube.com)




Previous Piwnooka i jej 20 rzeczy wartych wspomnienia.
Next Piwnooka & Co. na co dzień :)

Suggested Posts

HSM, czyli wyjątkowy typ mamy. Może też nią jesteś?

Hello Monday!

2 rok Niny!

Zakupy dla Niny – odsłona pierwsza.

Rady, które zmienią Twoje macierzyństwo. Albo i nie?

Oto Twoi sprzymierzeńcy, nie tylko ale zwłaszcza zimą!