Jeśli tym jest dla Ciebie związek, to zejdź na ziemię! I dorośnij.


Kiedyś mówiło się, że telewizja jest naszym oknem na świat. Potem tę rolę przywłaszczył sobie Internet. I przebił poprzednie medium z nawiązką. Dziś jest źródłem nie tylko niezliczonej ilości informacji – tekstów, zdjęć, filmów, ale też zwyczajnych ludzkich doświadczeń i emocji. Żyjąc w bańce własnego świata codziennie jestem bombardowana historiami, od których głowa mi puchnie a dłonie same zaciskają się w pięści.

Jeśli się dobrze rozejrzysz, też poznasz historię mam, które przelewają wosk nad swoim “ociotanym” dzieckiem. Przeczytasz, że jak męża nachodzi w nocy ochota na bzykanko, to nie ma zmiłuj. Trzeba sprostać jego potrzebom, choćbyś po całym dniu zapadła w sen bliski śpiączce. Dowiesz się także, jak świetnie ma się fotodiagnostyka chorób dziecięcych. Przekonasz się, jak życie może wyglądać, jakie wojny można toczyć a w jakich bitwach polegać lub odnosić zwycięstwo. A wszystko to w jednym miejscu – na Facebooku.

Media społecznościowe to również taki globalny Hide Park (lub Speakers’ Corner, jak kto woli), gdzie każdy może napisać, co mu w duszy zagra a w głowie zadźwięczy. Czasami są to opinie ani mądre, ani specjalnie przemyślane. Publikowane nie tylko dla grona przyjaciół, ale ku rozrywce tudzież edukacji szerszej publiki.

Tak więc mnie kompletnie nie dziwią te liczne mądrości ludowe. Irytują mnie zmyślane albo powielane kłamstwa, wnerwia mnie, że nadal częściej naszą uwagę przyciąga głupota niż sprawy poważne. A już naprawdę wkurzają mnie brednie, pisane przez kogoś, komu się coś wydaje. Ot choćby autorstwa takiego samca alfa*:

Kobieto, przestań chodzić po domu w dresach. “Jak mnie kocha, będzie mnie też kochał w brudnym podkoszulku” wsadź pomiędzy bajki. Faceci potrzebują tej otoczki i to nie ma nic wspólnego z powierzchownymi potrzebami. Jeśli robisz się na bóstwo poza domem, a w domu wkładasz byle co, to pokazujesz, że bardziej zależy Ci na oddziaływaniu na innych. A później się dziwicie, że chemii nie ma, że związki się rozpadają…

Nosz cholera jasna! W jakich czasach my żyjemy? Najgorsze, że to nie jest odosobniona opinia. Wyobrażacie sobie, że kiedyś podobne rzeczy będą wypisywali nasi synowie? Dla autora i wszystkich podzielających jego zdanie, mam konkretną odpowiedź. Kieruję ją także do tych wszystkich kobiet, które starają się sprostać nierealnym wymaganiom dużym chłopców:

Te dresy i poplamione podkoszulki to jest ŻYCIE. Nie są nim okładki czasopism, filmy ani idealne zdjęcia na Instagramie. Nie jest nim mama – celebrytka, która brzucha po ciąży pozbyła się w tydzień. Nie są nim nawet Wasze idealnie wyprasowane koszule. Budzimy się bez makijażu, czasami mamy nieogolone nogi i pachy. Pocimy się, brudzimy i raz w miesiącu mamy okres. Jesteśmy i chcemy być kochane przez mężczyzn, którzy biorą życie na klatę i dla których jesteśmy ważne bez albo pomimo “tej otoczki”. Chcemy uwagi i miłości, która poza fizycznym pożądaniem, przejawia się na milion sposobów: poprzez trzymanie naszej dłoni, gdy rodzimy nasze wspólne dzieci, podczas ocierania łez z naszej spuchniętej od płaczu twarzy czy we wspólnym pokonywaniu trudów codzienności. Nie chcemy się wstydzić i chować przed tymi, którzy twierdzą, że nas kochają.

Takie wymagania wynikają właśnie z Waszych powierzchownych potrzeb, ale na nich życie się nie kończy. Stawianie własnych oczekiwań ponad nasze fizyczne i psychiczne możliwości, to nie jest związek. Chemia, o której mowa, jest początkiem wszystkiego, ale to wszystko na niej się nie kończy. Można poznać w swoim życiu wiele kobiet i nadal nie rozumieć istoty wspólnego życia.

Fizyczność w perspektywie dziesiątek lat, to jedynie ułamek i jeśli na niej opiera się damsko-męski układ, to nie ma szans, aby przetrwał próbę czasu. Tak jak życie, które nie składa się wyłącznie z uwodzenia, ale też z wzajemnej troski, zrozumienia, akceptacji niedoskonałości.

My również kochamy Wasze zadbane ciała i świeże zapachy, ale takie obrazy uzupełnione są też przez brudne skarpetki, zachlapane łazienki i małe włoski w zlewie. Rozumiem, że to coś absolutnie normalnego? Podobnie, jak brudne spracowane dłonie i smar na dresie. Ale zaraz! Przecież wygórowana estetyka Was nie dotyczy!

Następnym razem, gdy zauważycie, że Wasze kobiety przestały o sobie dbać, zastanówcie się, co może być powodem. Co się stało, że przestało im samym zależeć na tym, jak wyglądają? Odstawcie wszystko na bok i zadbajcie o nie. Przypomnijcie im, że dla Was są piękne i ważne. A my – kobiety, nie dajmy sobie wmówić, że brak czerwonej szminki i szpilek albo t-shirt z resztkami obiadu waszego dziecka, to zbrodnia na związku.

(zdjęcie: flickr.com; autor: Jessica Wüst. Cytat w oryginale tutaj)

Previous Gdybym dziś kompletowała wyprawkę, ta rzecz byłaby najważniejsza!
Next Kochanie, to nie tak jak myślisz, czyli cała prawda o krwistym jajku.

Suggested Posts

Nie wychowuj mojego dziecka.

“Nie odkładaj macierzyństwa”, czyli kampania z fatalnym przekazem i ukrytym motywem.

Hmm, czy to są dwie kreski?

Odebrane rodzicielstwo – to dzieje się tu i teraz!

“Nie będę płakać nad pieprzonym egoistą”, czyli ilość człowieka w człowieku.

Wielkanoc.