Nauczyciele hejtu.


Wydawać by się mogło, że temat nienawiści w Internecie przemielony już został w każdy możliwy sposób. Podejmowali go ludzie mądrzy, uczeni, biegli w historii i socjologii, znawcy pokrętnej, ludzkiej psychiki. Pisał o nim niejeden bloger, wielu zaangażowało się w ostatnią akcję #StopMowieNienawiści. Były analizy, były wnioski. Były też recepty i próby ośmieszenia hejterów i pokonania ich, ich własną bronią. A jednak nadal stoimy w martwym punkcie. Niby się sprzeciwiamy a jednak tolerujemy pewne standardy, jak jakieś parszywe choróbsko, które panoszy się i rozprzestrzenia na naszych oczach. Myślę, że zwariowałam, porywając się na tak ciężki temat, ale z drugiej strony myślę też, że mam w nim jeszcze coś ważnego do powiedzenia.

Konrad Kruczkowski ma absolutną rację, pisząc w swoim tekście “Nienawiść nasza powszechna”, że angielskie słowo “hejt” i określenie “hejter” oswaja całe to złe zjawisko. Na pewno bardzo je spłaszcza, czasami ośmiesza i czyni z niego absolutnie normalnym elementem dyskusji w Internecie. Skutkiem tego są wszelkie wypaczenia, bo dziś można przeczytać, że “mąż zhejtował moje nowe spodnie” albo że sam fakt krytyki czegoś lub czyjejś opinii czyni z Ciebie hejtera albo conajmniej trolla.

Trafnie temat skomentował Włodek Markowicz w swoim filmie “Hate”, bo nie dość, że wskazał na zerową skuteczność wszelkich akcji, walczących z mową nienawiści, to dodatkowo wymienił bardzo wyraźne źródła brutalnego języka i prymitywnych postaw ludzkich. Odniósł się również do szeroko pojętych twórców internetowych – nie tylko liderów opinii, ale i kultury oraz postaw. Od tego filmu tak naprawdę wszystko się zaczęło, to znaczy przyjrzałam się dokładniej pewnym twórcom i obszarom w Internecie, ale o tym za chwilę.

Zjawisko hejtu ciekawie skomemtowała również Arlena Witt (nomen omen wspomniana przez obu panów powyżej), bo według niej forma komunikacji a więc fakt, że w Internecie nie widzimy reakcji odbiorcy na naszą opinię, sprzyja nienawiści. To w zasadzie oczywiste, jeśli uświadomimy sobie, że kontakty osobiste generalnie sprawiają ludziom kłopot. Łatwiej o szczerość w mailu niż w rozmowie telefonicznej. Krytyka – ta uzasadniona, zachowana w granicach kultury i dobrego smaku – nie przejdzie nam przez usta, gdy adresat patrzy nam w oczy. Zatem Internet ułatwia komunikację, ale niestety sprzyja też wrogości i przelewaniu własnych frustracji na drugą osobę.

Genezę nienawiści i tego, jak tworzy się podatny grunt dla tejże, przedstawili autorzy bloga The Good Question w swoim tekście “Dojrzałość nasza nieznana”. To nie jest oczywiście tak, że dorastajac w naszym kraju, będąc wychowywanym przez ludzi, którzy popełniają rodzicielskie błędy, trafiając w wadliwy system szkolnictwa i obserwując często wyjątkowo niską kulturę polityczną, zaniżone standardy w mediach oraz nieudolny system zarządzania państwem, zostajemy automatycznie zainfekowani nienawiścią. Miliony przecież wyrastają na ludzi, którzy znają i stosują takie pojęcia jak: szacunek, tolerancja wszelkiej odmienności i kultura dialogu. Jednak ważne jest, aby pamietać, że każdy deficyt może rodzić żal, frustrację, zazdrość i w efekcie agresję. Zatem tak zwana “praca u podstaw” podwójnie zyskuje na ważności.

I na koniec Krzysztof Gonciarz. Być może właśnie jego przekaz, typowy dla kreacji z kanału TheBeeczka, najbardziej trafił do młodego pokolenia. Film “Mowa Nienawiści” wyśmiewa rasizm, homofobię i wszelkie przejawy nietolerancji oraz nienawiści. Wskazuje na prostactwo komentarzy i tok myślenia pospolitego hejtera. Niemniej, argumentowanie, że coś jst głupie, bo jest głupie, niekoniecznie załatwia sprawę. Albo załatwia na moment, bo przecież sam Gonciarz dokłada swoją cegiełkę do niechlubnego trendu w Internecie.

Remigiusz Maciaszek wspomniał w jednym ze swoich vlogów, że obecnie panuje moda na agresywną mowę w mediach. I jest to coś, z czym się absolutnie zgadzam i w czym upatruję niezwykle pożywny grunt dla wszelkich przejawów hejtu. W ten sposób często walczymy z czymś, co de facto sami w odbiorcach wyzwalamy – świadomie, bądź nie. Ale od początku.

Jeśli jeszcze nie piszcie bloga, nie nagrywacie filmów, nie tworzycie dla szerszej publiczności, wyobraźcie sobie, że właśnie zaczynacie. Prędzej czy później traficie na poradniki o tym, jak odnieść sukces – tworzyć popularne, poczytne teksty, zadbać o ich wizualną stronę i nie tylko przyciągnąć, ale przede wszystkim zatrzymać odbiorcę na dłużej. Zauważycie w pewnym momencie, że kluczowym pojęciem, które łączy te wszystkie płaszczyzny są emocje. Znajdziecie teksty, w których autor radzi, że aby byc skutecznym, trzeba być jakimś. Trzeba wywoływać reakcję, a może to zrobić tylko ktoś wyrazisty. Wszystko inne to bylejakość, która zginie w gąszczu miałkich twórców.

Część z Was postawi na tworzenie pozytywnych treści. Będziecie śmieszyć, czasami wzruszać a czasami zachwycać. Być może nawet edukować.  Z kolei ta część, która utożsamia emocje i wyrazistość z kontrowersją, postawi na mocne tematy, które angażują i budzą zacięte dyskusje, bo tak bardzo nie umiemy zaakceptować, że ktoś może miec inne zdanie. Chwycicie po tematy, które dzielą ludzi od zawsze i które wywołują negatywne emocje. Oczywiście, nie Wy jesteście odpowiedzialni za każdego pojedynczego czytelnika i za wszystkie epitety, przerzucane z lewa na prawo. Jesteście jednak odpowiedzialni za swój tekst i za styl, w jakim przelejecie swoje poglądy na blog czy film.

Przeglądam tę polską blogo- i vlogosferę i widzę autorów, których cechuje cynizm i wieczna ironia. Bo jak powiedział kiedyś Włodek Markowicz, łatwiej schować się za szyderstwem i krytyką, niż pokazać prawdziwe emocje. Problem z tymi autorami polega na tym, że tak bardzo zaszyli się w swoim świecie, tak bardzo okopali się stwierdzeniami o subiektywiźmie i prawie do kreowania własnej przestrzeni w Internecie, że zapomnieli o odpowiedzialności, która dotyczy ich tak samo, jak wszystkich dookoła. Każdy z nich z dumą nazywa się influencerem, przytacza przyklady wpływania na konsumenckie wybory czytelników a mało kto z nich pamięta, że lider opinii to również wzór na każdej innej płaszczyźnie – od światopoglądu, bo zwyczajny styl bycia.

Nie potrafię zrozumieć toku myślenia kogoś, kto uważa, że jego prześmiewcze filmy sprawiają ludziom radość – a tak to określono na jednym z paneli podczas Blog Forum Gdańsk. To nie jest radość, to czerpanie satysfakcji z wyśmiewania kogoś lub czegoś. Zreszta, wyśmiewanie koleżanki po fachu na Snapchacie też jest według niektórych ok – takie standardy wyznaczają influencerzy. Nie mieści mi się w głowie, jak można na najbardziej prestiżową impreze blogerską zapraszać w roli prelegenta kogoś takiego, jak Maciej Dąbrowski, który nawet tam nie wyszedł ze swojej roli i regularnie wplatał w prelekcję wulgarne teksty o księżach-pedofilach i kolegach- gejach. A ja nawet nie wspominam “ojca” gatunku, który swego czasu na chamstwie zbił niezły kapitał. Czy to oznacza, że twórcom internetowym wolno już naprawdę wszystko a środowisko nie zamierza działać w obronie szeroko pojętej kultury?

Ja mam 34 lata, mi oni krzywdy nie zrobią. Oglądając TheBeeczka śmieję się z absurdalnych żartów (choć zauważam dziwne aluzje) a rynsztokowy poziom humoru “Z Dupy” nie jest dla mnie niczym więcej niż kreacją, choć nie mogę znieść tego poziomu agresji i niezdrowej fascynacji tematami męsko-męskimi. Ich popularność nie jest zresztą przypadkowa, nie byłoby jej, gdyby nie było na takie rzeczy popytu. Pamiętajmy jednak, że mówimy tu o dorosłych facetach, którzy z premedytacją przygotowują swoje materiały dla ludzi niedojrzałych. Wkurza mnie niesamowicie, że w przyszłości takie programy mogą oglądać moje dzieci. Obrazy pełne wulgarności i szyderstwa z wszystkiego dookoła. Dziś to ja decyduję, jakie treści są dla nich krzywdzące i trzymam je z daleka, ale kiedyś one same zaczną o sobie decydować. Nie w wieku 20+, ale dużo wcześniej, kiedy najważniejsze będzie to, co poleca kolega z ławki. Skręca mnie na samą myśl, że moje obecne starania a więc wpajany im optymizm, serdeczność, szacunek, radość i pokora, zostaną zmiecione jednym głupim filmem czy wpisem. Zapomną, że dobry żart nie musi być prostacki i nie musi uderzać w niczyje przekonania, że orientacja seksualna jest osobistą sprawą każdego człowieka i na koniec, że odmienność nie jest ani niczym złym, ani niczym śmiesznym. Boję się, że takich idoli sobie wybiorą i na nich będą się wzorować. A swoją złość, malkontenctwo i blędnie rozumiany dowcip skierują wobec innych ludzi. Czytam dziś tytuły wpisów, jak: “3 rzeczy, po których poznasz głupka”, czytam teksty, które kipią od kwiecistych i agresywnych porównań do seksu czy genitaliów i łapię się za głowę. Nie zrozumcie mnie źle, wszystko jest dla ludzi, tyle że dorosłych. Kulturę wypowiedzi i odpowiedzialność za słowa wielu ignoruje, bo przecież są “u siebie”.

Nie znoszę tak popularnego w dzisiejszych czasach wyśmiewania wszystkiego i wszystkich: memy, screeny i beka z mamuś na forach. Dowcip jest tak stary, jak świat. Jest skuteczną formą opisywania otaczającej nasz rzeczywistości. Śmiać się jest zdrowo i ja też to lubię, ale nigdy czyimś kosztem. Jakim cudem jedni mogą to robić z klasą a inni dowalają sobie ciosami poniżej pasa? Dopiero kiedy wydarzy się nieszczęście i młody człowiek odbiera sobie życie, bo – jak już pisałam kiedyś – słowo “pedał” brzmiało jak wyrok, zaczynamy dociekać. Jak? Dlaczego? Kto do tego dopuścił?

To nie jest tak, że my jesteśmy tu, a hejt jest gdzieś tam, na Onecie. Jestem pewna, że wielu tak właśnie myśli. Dziś jest on już niestety wszędzie i nie pojawił się znikąd. Jeśli granice przyzwoitości, dobrego smaku i kultury będziemy w nieskończoność przesuwać, on tylko będzie przybierał na sile. Ja boję się myśleć, jakie postawy będą w przyszłości prezentować dzisiejsze nastolatki, ziejące nienawiścią i sarkazmem. Czy ktoś zastanawia się w ogóle, co stanie się w momencie, gdy ten pospolity “hejter” nie wyładuje swojej złości w Sieci albo zrówna w ziemią wszystkich komentujących i będzie mu mało?

(zdjęcie: flickr.com; autor: Alvaro Tapia)

Previous Ratunku, tu biją!
Next Zaispiruj się jednym z 7 pięknych kalendarzy adwentowych!

Suggested Posts

X-lander xA wózek głęboko-spacerowy

Więcej, bardziej, dłużej, czyli Blog Conference Poznań 2016.

Chrome nails, czyli lustro na paznokciach.

I trymestr – niby po staremu a jednak …

Wykrakałam to!

Pomysł na obiad: naleśniki zapiekane pod beszamelem. Pycha!