Jak przeżyć ten trudny wiek, czyli 7 sposobów na histerię u dziecka.


Dzieci płaczą od urodzenia. To jest ich język i przekazują nim wiele emocji i potrzeb. W zasadzie płacz jest ich i naszą codziennością, dlatego z biegiem czasu mamy już swoje sposoby, by go ukoić. Zapewniamy komfort, zabawiamy, tulimy, karmimy, ratujemy się smoczkiem i jakoś to leci. A tu w pewnym momencie okazuje się, że płacz naszego dziecka to był pikuś! Bo oto nasz słodki bobas to chodząca bomba, która jak już wybuchnie, to nikomu nie jest do śmiechu a wszystkie dotąd znane nam metody pacyfikacji nie działają! Jak reagować na napady histerii naszego dziecka? Czy jest coś, czego nie powinniśmy absolutnie robić?

Dla (jeszcze) niewtajemniczonych słów kilka. Histeria to koszmar każdego rodzica. To nie jest po prostu płacz, który w końcu zmęczy albo ucichnie, gdy emocje opadną. To nie jest stan, na który szybko możemy wpłynąć – smutek, który możemy przegonić wygłupami albo fizyczny ból, na który zadziała plaster. To jest wybuch skumulowanych emocji – złości, żalu i niezgody. To uczucia, których dziecko nie rozumie i nie potrafi, jak osoba dorosła, racjonalnie pomyśleć i się uspokoić. Jeśli widzisz gdzieś krzyczące, zapłakane dziecko, które na dodatek bije opiekuna albo rzuca się na ziemię – to jest właśnie histeria.

To naturalny etap w rozwoju, który mija z wiekiem, gdy dziecko potrafi już kontrolować swoje emocje. Nie jest to ani dowód na krzywdę, którą mu ktoś wyrządza, ani nie świadczy o nieudolności rodziców. Histerie zdarzają się w każdej rodzinie, tylko że niektórzy radzą sobie z nią lepiej od innych. Jak? Oto kilka niezawodnych pomysłów:

#1. Zachowaj spokój.

Za kadym razem, gdy czytam tę radę, to chce mi się śmiać. Po prostu wiem, że w takich momentach wszystko się człowieku gotuje. Jesteśmy bezradni, często nie wiemy nawet, co wywołało taką złość. A najgorsze jest to, że zazwyczaj nie mamy wtedy kontaktu z dzieckiem. Gdy do niego mówimy albo staramy się pocieszyć, przytulić – jest jeszcze gorzej. Niemniej trzeba sobie powtarzać jedno: im rodzic jest spokojniejszy, tym lepiej dla dziecka. Nasza złość tylko pogorszy sprawę, zniecierpliwienie jeszcze bardziej zdenerwuje. Pięknie by było, gdyby nasz spokój i jemu się udzielał, ale to tak niestety nie działa.

#2 Daj dziecku czas i warunki, aby się uspokoiło.

Jedne chcą się przytulić, inne potrzebują samotności – to bardzo indywidualna sprawa. Nie zmuszaj do niczego, oddal się jeśli trzeba, ale bądź w pobliżu. Nie zaczynaj rozmowy – pytanie w takiej chwili o powody złości nic nie dadzą a pewnie jeszcze pogorszą sprawę. Pozwól się dziecku wypłakać. Niech sobie pokrzyczy, potupie, nie podnoś na siłę z podłogi. Reaguj wyłącznie na akty agresji – oddal się i pousuwaj z najbliższej okolicy przedmioty, które mogłyby zacząć fruwać.

U nas moment w odosobnieniu działa najlepiej. Nie dość, że dzieciaki dość szybko dochodzą do siebie, to jeszcze szybka reakcja zapobiega nadmiernemu nakręceniu się i eskalacji problemu. Przykład? Gdy Nina zaczyna się złościć, podbiega i próbuje bić, dostaje pierwsze ostrzeżenie, czyli mówię jej, by tego nie robiła. Czasami tyle wystarczy, ale bardzo często ona brnie dalej. Wtedy biorę ją na ręce, sadzam w jej pokoju na łóżku, przekazuję, że ma mnie zawołać, gdy się uspokoi i wychodzę z pokoju, stając zazwyczaj za rogiem. Jestem blisko, ale nie na tyle, by być jej widownią. Nie mogę z kolei być obok, bo w złości nadal próbowałaby mnie uderzyć. Zazwyczaj już po minucie czy dwóch pytam, czy jest gotowa, żeby porozmawiać. Gdy potwierdza, idę i się przytulamy. Gdy słyszę głośnie “NIE!”, to daję jej więcej czasu.

Ta metoda dobra jest z jeszcze jednego powodu: działamy szybko i zachowujemy spokój. Nie ma negocjacji, prób dogadania się ani wzajemnego nakręcania.

#3 Nie wymagaj od dziecka zachowania osoby dorosłej.

Nie zadawaj pytań w stylu: “Dlaczego się denerwujesz?”, nie każ mu się uspokoić. Powtórzę raz jeszcze: ten mały człowiek nie rozumie emocji i z całą pewnością w tym wzburzeniu już nie pamięta, co go zdenerwowało.

#4 Szukaj Waszej metody do skutku.

Nasze dzieci nie lubią, gdy w takim momencie skupia się na nich nasza uwaga. Nie chcą rozmawiać, nie chcą nawet nikogo słyszeć, nie chcą być głaskane ani przytulane. Nie znaczy to jednak, że u innych dzieci nie zadziała łagodny ton, głaskanie po głowie albo przyciągnięcie ich uwagi ciekawym widokiem, żartem czy pomysłem na zabawę.

#5 Obmyśl plan ewakuacji z miejsc publicznych.

W domu może mamy ustalone i sprawdzone metody, ale co w sklepie czy w parku? Wydawać by się mogło, że z dwójką dzieci jestem już “otrzaskana” w tym temacie, ale niestety … i ja dałam się zaskoczyć Ninie podczas zakupów. Mogłam się spodziewać, że nie przetrawiła do końca mojej odmowy zakupu zabawki i emocje będą szukały ujścia. No ale tak to już jest, że nie zawsze wszystko da się przewidzieć. Zamiast stać nad wrzeszczącym dzieckiem, ze świadomością, że patrzy się na nas pół sklepu, najlepiej działać szybko. Po to, by oszczędzić sobie i dziecku niepotrzebnego stresu. Dlatego w miejscach publicznych najlepiej udać się do ustronnego miejsca, np. przebieralni i tam w spokoju przeczekać wybuch.

#6 Nie bój się odpuszczać.

Nie chodzi o to, aby po 10 minutach wrzasków dać dziecku to, czego chciało. Jak już się mleko rozleje, trzeba być konsekwentnym. Mam na myśli szybką analizę sytuacji. Jeśli widzę, że moja stanowczość może doprowadzić do histerii, to czy obstawanie przy swoim jest warte tego stresu?

Przykład: Zapinając Ninę w foteliku samochodowym pilnuję, aby pasy nie były dopasowane zbyt ciasno. Jeśli po chwili jazdy ona znów narzeka, że jej coś przeszkadza, mam dwa wyjścia: zjechać na bok, wyjść z auta i poprawić pasy lub upierać się, że daleko nie jedziemy i wszystko jest ok. To są właśnie takie małe decyzje, które mogą opanować narastającą złość.

W kryzysowych sytuacjach będzie was kusiło, aby wrzaskuna przekupić. Lodami, zabawką i czym tam jeszcze. I przyznam Wam się, że raz to u nas zadziałało. Ale ale! Nie powiedziałam wprost: “Jak się uspokoisz, to kupię Ci coś fajnego.” Podejrzewam, że i tak nie zostałabym usłyszana. Kiedy już nic nie działało (a byliśmy wtedy poza domem) i byłam bliska szaleństwa, zawołałam: “Idziemy na lody?!”. I mówię Wam, w sekundę histeria się skończyła. Ktoś nawet skomentował, że dałam dziecku lody w nagrodę za takie zachowanie. A ja po prostu puściłam złość w niepamięć i skierowałam uwagę na coś innego.

#7 Poczekaj z rozmową.

Kiedy dziecko już się uspokoi, nie zaczynajmy od razu rozmowy o całym zdarzeniu. Po pierwsze, nadal upłynęło zbyt mało czasu i ono może na nowo się rozkręcić, po drugie i dorośli i dzieci potrzebują chwili na wyciszenie i nabranie dystansu. Po kilku godzinach, w dobrym momencie rozmowa przyniesie o wiele lepsze efekty i mamy duże szanse dowiedzieć się czegoś ważnego.

***

Na koniec powiem Wam jedno: znając “wroga” (a mam nadzieję, że trochę Wam go przybliżyłam), dacie radę z  przysłowiowym palcem w nosie. Nawet jeśli teraz te wybuchy złości i furia w oczach to najgorsza rzecz świata, to uwierzcie … Z tego temperamentnego dwu- czy trzylatka, zrobi się zaraz bystry i non stop nawijający 6-latek! Wtedy, oprócz scen rozpaczy, dojdzie jeszcze grubszy kaliber w postaci tekstów. Na przykład takich jak: “Złamałaś mi serce!” albo inny hit: “Bartek ma lepszych rodziców!” 😀 To jest dopiero wyzwanie!

(zdjęcie: flickr.com; autor: WicketVT)

Previous Pomysł na obiad: Makaron na trzy sposoby bez gotowania!
Next Nie czekaj na CUD. Sama zacznij go czynić, jak ja!

Suggested Posts

Na śniadanie.

Hej mamuśka, czas zamknąć biznes. Mleczny biznes.

Zamach na oddziale.

Mała kuchnia, wielki efekt – Duktig na 40 sposobów.

Intro

Pomysł na obiad: Pizza jak u Włocha!