Wszystko, co musisz wiedzieć o manicure hybrydowym.


Muszę przyznać, że z najnowszymi trendami nigdy mi jakoś nie po drodze. Owszem, gdzieś coś do mnie dociera, ale nie śledzę zagranicznych odkryć i gorących newsów, więc w temacie mody i kosmetyków zwykle jestem o kilka miesięcy do tyłu. A do tego cenię sobie wygodę i praktyczność, więc niełatwo ulegam nowym modom. Z kolei, jak już się do czegoś przekonam, to zazwyczaj jest to miłość na długi czas, nawet jeśli czasami szorstka. Tak było z hybrydami. Przez kilka miesięcy oddawałam się w ręce specjalistki a później szarpnęłam się na własny zestaw i tak już zostało. Dziś odpowiem na Wasze pytania i podzielę się wszystkim, co wiem w tym temacie. Zapraszam!

Dziękuję Wam za odzew na moją prośbę. Manicure hybrydowy, choć wydaje się dość popularny, nadal budzi wątpliwości. Część z Was pewnie coś słyszała, koleżanka namawia a Wy kalkulujecie, czy jest to w ogóle warte nadszarpnięcia domowego budżetu. Zacznę więc po Bożemu, czyli od początku.

1. Dla kogo jest manicure hybrydowy?

Dla każdego. Nieważne, czy jesteś bizneswoman, czy “kurą domową” – każda z nas chce mieć ładne i zadbane paznokcie. I tak jak w przypadku tradycyjnego lakieru, również dzięki hybrydom można “nosić” długie, czerwone szpony, jak i krókie, naturalne paznokcie w kolorze nude albo różowym. Zdarzają się jednak pewne zawody i miejsca pracy, gdzie kolorowe paznokcie są zakazane, np. w szpitalu. Są też takie osoby, które nie lubią osobiście dbać o paznokcie (albo nie mają do nich ręki) i wolą zostawić to fachowcom (co ma w sumie sens – czasami wyjście z domu na godzinę i pogadanie o pierdołąch to najlepsza terapia i odpoczynek).

Istotne znaczenie ma stan paznokci – im zdrowsze, tym lakier lepiej będzie wyglądał i tym dłużej będzie się trzymał. Ważne są też codzienne nawyki – ochrona dłoni przed kontaktem z chemią (np. podczas sprzątania, mycia okien itp.) i regularna pielęgnacja. Słyszałam jakiś czas temu opinię, że są takie paznokcie (jakie? tego nie podano), na których lakier hybrydowy się po prostu nie trzyma. Przekopałam Internet w poszukiwaniu szczegółów i … wygląda na to, że to bzdura! Patrzcie punkt następny.

Cześć z Was być może uważa, że nie ma czasu na pierdoły. Jeśli generalnie nie malujecie paznokci a manicure robicie raz w roku, na Sylwestra, to rzeczywiście coś w tym może być. Jeśli jednak lubicie kolory i regularnie wkurzacie się na odduszenia po śnie albo na odpryski już następnego dnia po nałożeniu lakieru – hybrydy są zdecydowanie dla Was!

2. Ja miałam raz i lakier mi odchodził/odpryskiwał. Dlaczego?

Powodów może być kilka i nie jest to raczej na pewno naturalna tendencja paznokci do odrzucania ciała obcego. Niedostateczne zabiegi przed nałożeniem hybrydy, zbyt krótkie utwardzanie lakieru pod lampą (a nawet zła żarówka), kiepski (albo przeterminowany) lub źle nałożony lakier, “gmeranie” przy pomalowanych paznokciach (np. skracanie) i nawet nieświadome podważanie warstwy. Jak widzicie, jest tego sporo.

Ja osobiście raz miałam przypadek, że lakier zaczął odchodzić następnego dnia. Stało się to dlatego, że chciałam sobie skrócić robotę oraz oszczędzić paznokieć i nie zmatowiłam płytki.

3. A czy hybrydy są bezpieczne dla kobiet w ciąży i mam karmiących piersią?

Wszystko zależy od stanu zdrowia przyszłej mamy i stosowanych produktów, więc trzeba na pewno sprawdzić skład lakieru i upewnić się, że nie zawiera np. toluenu, ftalanu dibutylu (DBP) i aldehydu mrówkowego. Dobry lakier (wcale nie najdroższy) jest raczej bezwonny a jego skład nie przenika do płytki paznokcia. Aceton wiadomo – ma dość nieprzyjemny zapach i może u wrażliwych osób wywołać np. zawroty głowy czy wymioty, dlatego każda z nas powinna stosować go z umiarem, nie wdychać albo – w skrajnych przypadkach – odpuścić sobie hybrydy na jakiś czas. U mam karmiących nie stanowi zagrożenia. Podobnie z lampami – są bezpieczne a światło skupione jest przez krótki czas na dłoniach.

Znalazłam opinie, że lakiery hybrydowe (w tym Semilac) mogą uczulać, co skutkuje odczynami na palcach a nawet twarzy i dekolcie. Nie wiadomo do końca, jaki składnik powoduje taką reakcję, ale część uczuleń wystąpiło po długim czasie stosowania, zazwyczaj po użyciu nowego koloru. Tym ważniejsze jest, aby czytać skład lakierów i uważać na nowości.

3. No dobra, chcę spróbować! Od czego zacząć.

Najlepiej najpierw zapuścić wici u znajomych – popytać doświadczonych i poradzić się w wyborze salonu kosmetycznego. Bo tam udałabym się najpierw. Polecam skorzystać z usług specjalisty choć raz. Wtedy sprawdzimy chociażby, jak czujemy się z hybrydami. Przetestujemy daną markę, poznamy cały proces nakładania lakieru – od przygotowania panzokcia, po natłuszczenie skórek.

Drugim etapem jest stworzenie listy potrzebnych rzeczy. Tu stawiam na minimalizm:

  • lampę UV lub LED (pierwsza jest tańsza, ale każdą warstwę na jednej dłoni trzeba trzymać min. 2 minuty a druga znacznie droższa, ale zwykle mniejsza, poręczna i utwardza w 40 sekund). Ja mam lampę UV, która jest dość spora, ale mam gdzie się z tym całym kramem rozłożyć, więc jak mawiają: “no big deal”,
  • blok polerski,
  • pilnik,
  • drewniane patyczki do cofania skórek (jeśli nie są wycinane) i usuwania lakieru,
  • waciki bezpyłowe (zwykłe zostawiają włoski i mogą na dobre zanieczyścić lakier),
  • folia alumioniowa, ta zwykła kuchenna (nie kupujcie specjalnych płatków folii – one mają po prostu dołączony wacik, co można zrobić samemu),
  • aceton do zmywania hybrydy,
  • odtłuszczasz (alkohol izopropylowy),
  • baza – czyli to, co nakłada się pod kolor,
  • top – czyli to, co nakłada się na kolor,
  • lakier w wybranym kolorze (na początek wystarczy jeden, najbardziej lubiany).
  • primer* – czasami jest on nadal oferowany, choć nie jest (albo nie powinien być) potrzebny. Stosowany był do paznokci żelowych i akrylowych. Nakładany jako pierwszy zapewniał lepszą przyczepność.

Przy takiej liście wspomniany minimalizm brzmi jak żart, ale naprawdę producenci potrafią wciskać w zestawach rzeczy, które dla początkującej osoby są bezużyteczne. Powyżej to niezbędny i wystarczający zestaw a płyny powinny być w jak najmniejszej ilości (np. 100 ml). Swój kupowałam stacjonarnie, w cenie detalicznej. Nie znałam dobrego sklepu w Sieci a zdecydowanie wolałam poradzić się osobiście. Sklepu/hurtowni też zresztą nie warto wybierać w ciemno. Lampa UV, cały “osprzęt” i dwa lakiery (Semilac) wyniosły mnie około 200 zł. Jestem pewna, że można wydać jeszcze mniej (jak i więcej). Za manicure w salonie płaciłam 50 zł.

4. Jakie marki są najlepsze?

Szczerze mówiąc, to nie wiem! To znaczy mogę polecić Semilac, który plasuje się chyba na średniej półce cenowej (ok. 21-29 za kolor). Używam od początku i poza tym jednym moim ekspretymentem, nigdy mnie nie zawiodły. Mają dobrą konsystencję, łatwo się rozprowadzają a pędzelek nie jest ani za szeroki, ani za wąski. Choć nie mam doświadczenia w efektach specjalnych (np. “syrenka”, ombre) czy przyklejanych/naklejanych ozdobach. Nie mieszam też marek.

Mogłabym wymienić kilka innych nazw, ale nie chcę Was nakierowywać – liczę, że w komentarzach będą szczere i sprawdzone polecenia 🙂 Dlatego tak ważne jest, aby przetestować daną firmę na sobie. Może się zdarzyć, że absurdalnie tani produkt będzie idealny i będzie miał ciekawe odcienie.

Wszystko używane przeze mnie możecie obejrzeć na zdjęciach poniżej.

5. Ile trwa zrobienie takiego manicure i jak długo się utrzymuje?

W salonie trwało to u mnie godzinę – od oczyszczenia płytki, po wysmarowanie dłoni kremem. Mi zajmuje to 1,5 – 2 godzin, w zależności od tego, czy zajmuję się skórkami, skracaniem paznokci, czy tylko usuwaniem lakieru i nakładaniem nowego. Trochę to trwa, ale z drugiej strony, robi się to raz na dwa, trzy tygodnie.

Dobrze zrobiony manicure wymaga odnowienia tylko i wylączenia dlatego, że odrost jest zbyt duży, brzegi paznokci są lekko starte a powierzchnia zmatowiona (czyli nie błyszczy już tak okazale). Ja moich nie oszczędzam a do nowej sesji zasiadam właśnie z tych powodów. No chyba, że zachciewa mi się nowego koloru. Dużo zależy też od tego, jak szybko paznokcie odrastają i ja o nie dbamy na codzień. Dodam jeszcze, że na jasnych paznokciach widać po jakimś czasie minimalne pęknięcia (powstają naturalnie).

Jak już się nabierze wprawy, hybrydy są naprawdę proste. Dodatkowo, w przeciwieństwie do tradycyjnych lakierów, nie wysychają w trakcie nakładania. Jak się coś nie uda, upaćkamy skórki albo dotkniemy mokrą powierzchnią, można poprawić patyczkiem albo wytrzeć wacikiem. Zdarza się, że niektóre kolory marszczą się zaraz po nałożeniu. Zdarzyło mi się to raz, jeszcze w salonie. Nie trzeba zmywać tej warstwy, ale trzeba ją pokryć kolejną.

6. A co ja z tego będę miała?

Czas, bo oczywiście poza nałożeniem, mamy 2-3 tygodni spokoju. Do tego ładnie wyglądające, zadbane paznokcie. I wzmocnione tymi kilkoma utwardzonymi warstwami. Znalazłam opinie, że hybrydy niszczą paznokcie. Takie przekonanie spotyka się z krytyką a zły stan płytki przypisuje się nieopowiednim praktykom, np. przy zdejmowaniu lakieru albo nadmiernemu piłowaniu. Ja się z tym tak do końca nie zgodzę.

Jeśli za każdym razem, prócz odtłuszczenia płytki, musimy ją także zmatowić (poprzez przetarcie blokiem polerskim), to nie ma możliwości, aby to nie wpłynęło negatywnie na grubość i stan paznokcia. Owszem, trzeba to robić delikatnie, ale chcąc nie chcąc ścieramy powierzchnię. Z doświadczenia wiem, że po jakimś czasie jest ona coraz cieńsza a paznokcie (nawet z nałożonym lakierem), zaczynając pękać po bokach. W takiej sytuacji odpuszczam sobie kolejny manicure i nakładam odżywkę. Daję odpocząć paznokciom przez jakies 2 tygodnie. Trzeba też pamiętać, aby nie zrywać odchodzącego lakieru, bo uszkadzamy w ten sposób płytkę.

Hybrydy nie ograniczają nas w żaden sposób. Fanatstyczne jest to, że kończąc cały manicure można robić wszystko – zmywać, drapać się po głowie, myć okna, przewijać malucha. Na klawiaturze też można pisać – nic nie odpryskuje, nic się nie odciska.

7. Ok, mam wszystko i wiem wszystko – co teraz?

A załatw Ty sobie 2 godziny wolnego (haha! tak wiem, ale postaraj się), rozłóż Ty ten cały kram, zrób sobie herbaty/nalej winka do kieliszka i działaj. Więcej pisać nie będę, bo wiecie jak to jest z instrukcjami – lepiej zobaczyć niż przeczytać. Poniżej bardzo przejrzysty film Karoliny ze Stylizacje.

Czyli w skórcie:

  1. Nadajemy kształt, dopieszczamy skórki, matowimy i odtłuszczamy.
  2. Na całą powierzchnię paznokcia nakładamy cienką warstwę bazy i pod lampę.
  3. Nakładamy pierwszą, cienką warstwę koloru i pamiętamy o brzegu paznokcia i pod lampę.
  4. Nakładamy drugą, cienką warstwę (zazwyczaj potrzebna) i pod lampę.
  5. Nakładamy trzecią (jeśli potrzebna), cienką warstwę i pod lampę.
  6. Nakładamy top, nie przesadzając z ilością i pamiętając o końcówce paznokcia i pod lampę.
  7. Odtłuszczamy wacikiem nasączonym alkoholem propelynowym.
  8. Natłuszczamy skórki i opuszki, kremujemy dłonie.

Gotowe! Można wracać do roboty 😉

8. No dobra a jak to teraz zmyć?!

Z tym jest więcej zachodu niż w przypadku tradycyjnych lakierów, ale coś za coś 😉 Przygotowujemy 20 kwadracików folii aluminiowej i 20 wacików oraz aceton. Najpierw delikatnie (DELIKATNIE) ścieramy pilnikiem wierzchnią warstwę – to pozwoli szybciej zmiękczyć lakier. Następnie do paznokcia przykładamy mokry wacik i mocno owijamy go folią. Czekamy 10-15 minut, ściągamy folię i wacik, patyczkiem delikatnie usuwamy lakier. Po takim czasie powinien łatwo odchodzić od płytki. Unikajmy ścierania warstwy, bo ucierpi na tym płytka.

9. Nadal mam wątpliwości. Jest jakaś alternatywa dla hybryd?

Na rynku jest jeszcze coś takiego, jak lakier żelowy. Ma łączyć w sobie trwałość hybrydy i łatwość nakładania i usuwania, jak w przypadku lakierów tradycyjnych. Tutaj znów wszystko zależy od marki – są lepsze i gorsze. Ich koszt to jakieś 20-30 zł. Część schnie rzeczywiście szybciej, dłużej pozostaje na płytce i nie blaknie. Z kolei część to zwykłe buble, nie różniące się niczym od tradycyjnych lakierów. Ja raczej się nie skuszę na testy 🙂

***

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat i nawet, jeśli ktoś z Was nadal nie jest przekonany, to przynajmniej wie, dlaczego. Jeśli jednak coś pominęłam, piszcie w komentarzach. Dajcie znać, jakie są Wasze doświadczenia z hybrydami i jakie marki możecie polecić.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – okazał się dla Ciebie przydany i ciekawy, będzie mi baaaardzo miło, jeśli dołączysz do mnie! Polub moją stronę na Facebooku, profil na Instagramie i subskrybuj mój kanał You Tube 🙂

 

Previous Hello Monday!
Next Hej mamuśka, czas zamknąć biznes. Mleczny biznes.

Suggested Posts

Bo czym byłaby podróż bez pamiątkowych zdjęć?

HITY maja i czerwca.

Nasz wieczorny rytuał z MomMe … i niespodzianka dla Was!

DIY: Kalendarz Adwentowy.

Na śniadanie.

piwnooka 2014.