Rodzina otwartych serc.


Candace i Brett to wspaniali rodzice dwóch cudownych chłopców – Sawyera i Jamisona. Obecnie mieszkają w Nowym Jorku, gdzie Brett podjął pracę w szpitalu, ale wcześniej mieszkali w Teksasie czy Luisianie. Miesiące temu, pośrednio opisałam Wam historię Sawyera, dla którego zdeterminowani rodzice przez okrągły rok latali na drugi koniec Stanów Zjednoczonych, aby odbierać mleko od równie oddanej sprawie dawczyni. Stworzyli wspaniały dom dla swoich chłopaków, w którym jest tak cudownie normalnie – dziecięcy śmiech, wspólne kąpiele, zabawy w ogrodzie, szczekanie psów, urodzinowe niespodzianki i odwiedzanie przyjaciół. Słowem: miłość i troska. Pomimo tej normalności, to rodzina absolutnie wyjątkowa. Powstała po niełatwym czasie starań i pokonywaniu wielu przeszkód, po wielu nieprzespanych nocach i dzięki nieustannej nadziei i wierze w ludzi. Candace i Brett zostali rodzicami dzięki otwartej adopcji, której założenia konsekwentnie realizują i w którą nieprzerwanie wierzą. Bardzo ich za to podziwiam i musiałam opowiedzieć Wam ich historię.

O dziecko starali się około 5 lat. Pomimo niezliczonej ilości wizyt u specjalistów i walki, diagnoza była jednoznaczna, choć pozbawiona konkretnych przyczyn: niepłodność. Candace przyznała po latach, że oczywiście ciężko jej to było zaakceptować, ale jeszcze trudniejsze było pozbycie się uczucia wstydu wobec rodziny i przyjaciół. Szczęśliwie w końcu jej się to udało, stanęła twarzą w twarz brutalnym faktem i pomimo, że oboje z czasem pogodzili się z losem, nigdy nie przestali marzyć o dzieciach. Wtedy też zaczęli zgłębiać opcję adopcji. Wybrali odpowiednią agencję adopcyjną, bo w Stanach Zjednoczonych to właśnie agencje zrzeszają i łączą kandydatów na rodziców adopcyjnych i rodziców biologicznych oraz przeprowadzają cały proces – od kompletowania dokumentacji po regularne wizyty w domu rodziny adopcyjnej. Rozmowa ze znajomą, która została adoptowana jako dziecko, przekonała ich do adopcji otwartej. Zakłada ona utrzymywanie kontaktu z rodzicami biologicznymi dziecka – przesyłanie zdjęć, opowiadanie o jego życiu a nawet odwiedzanie się czy wspólne wakacje. Chcieli uniknąć tego, czym obarczona została ich znajoma a czego nie udało jej się dotąd przepracować – braku początku i korzeni. Nie chcieli, aby ich dziecko dręczyło za to wiecznie powracające pytanie: “Skąd tak naprawdę jestem i dlaczego moje życie się tak właśnie potoczyło?”. Candace i Brett obawiali się, że tak może wyglądać przyszłość ich dziecka, więc tym bardziej nie chcieli tajemnic i życia z rodzinnym tabu.

Otwarta adopcja to zresztą nie tylko stały kontakt dziecka adoptowanego z rodzicami biologicznymi (o ile wyrażają taką wolę). To również zaangażowanie rodziców biologicznych w cały proces adopcyjny, przede wszystkim w wybór przyszłych rodziców ich dziecka. Agencja udostępnia im dokumentację kandydatów, w tym profile, zdjęcia, filmy itp. Rodzice biologiczni mają wpływ na to, do jakiej rodziny trafi ich dziecko a ta świadomość pozwala im psychicznie przetrwać moment oddania dziecka. Adoptowane dziecko i jego adopcyjni rodzice mają z kolei komfort w postaci dostępu do danych medycznych rodziny biologicznej.

Candace i Brett taką właśnie drogą adoptowali swoich synów. W pewnym momencie założyli kanał w serwisie YouTube Our Adoption Option, aby dzielić się swoim doświadczeniem i dawać otuchy innym rodzicom, którzy są w podobnej sytuacji. Pokazują w cudowny sposób, czym jest dla nich otwarta adopcja i że nie musi to być coś wymuszonego, sztucznego. Oni autentycznie przyjaźnią się z rodzicami biologicznymi swoich dzieci – dzwonią do siebie, odwiedzają (mimo sporych odległości) i robią setki, tysiące pamiątkowych fotek. Dzieci wiedzą tyle, ile w danym wieku mogą zrozumieć. Dla nich biologiczni rodzice to wyjątkowe osoby, bliscy członkowie rodziny. W każdym filmie czuć ich szczęście i optymizm. Kiedy informowali swoich widzów, że są gotowi rozpocząć kolejny proces adopcyjny, czuć było ich energię, radość i determinację.

Candace nigdy nie ukrywała, że adopcja to cudowna rzecz, bo dała im upragnione dzieci, ale to również emocjonalny slalom: mieszanka strachu, nadziei i zniewalającej radości. Dowodem na to są liczne filmy, które ukazują miesiące, dni i godziny oczekiwania na narodziny chłopców, na decyzję ich mam biologicznych i w końcu na moment zabrania ich ze sobą do domu. Niesamowicie wzruszający jest film z sądu, podczas finalizacji adopcji (w 6 miesięcy po narodzinach!). Zachęcam do obejrzenia historii adopcji Jamisona, gdzie zobaczycie jego biologiczną mamę, jego starszego brata i tę wyjątkową rozprawę w sądzie:

Ponadto Candace nie bała się nigdy przyznać, że nawet już z maleństwem w domu, adopcyjni rodzice często muszą zmierzyć się z kolejnymi wyzwaniami i problemami. Jednym z nich to na przykład ogromne poczucie winy. Niby od początku byli dogłębnie przekonani o słuszności swoich wyborów, a jednak zawsze towarzyszyła im myśl, jakoby wyrywali dziecko z jego rodziny, bo przecież na taką składają się nie tylko rodzice, ale też dziadkowie, wujkowie itp. W tym sensie również im adopcja otwarta bardzo pomogła, bo mogli zapewnić kontakt z dzieckiem nie tylko rodzicom, ale też całej biologicznej rodzinie.

Traumatycznym przeżyciem był dla Candace okres kolki, która męczyła Jamisona. Poprzez ciągły płacz małego i swoją bezsilność, psychicznie była na skraju i bardzo długo wstydziła się mówić o tym pracownikom agencji. Jak sama przyznała, w pewnym momencie zaczęła ten płacz odbierać osobiście, jako odrzucenie jej samej. Zaczęła wątpić w to, czy jest dobrą matką, skoro nie potrafi uspokoić własnego dziecka. W tym sensie można mówić o zjawisku, które sama określiła jako “adoptive colic”. Jest to chyba najtrudniejsza rzecz z całego spektrum wyzwań, z którymi musi zmierzyć się mama adoptowanego dziecka. Do takich należy też budowanie wspólnych relacji, bo tu miłość nie spływa na mamę wraz z pierwszym spojrzeniem na noworodka.

Ogromnie podziwiam ich za siłę, determinację i za otwartość. Dla mnie w wyjątkowy sposób odczarowują instytucję adopcji jako takiej. Oglądam ich filmy i widzę szczęśliwą rodzinę oraz dom pełen miłości. Pomimo tego, ich historia w jakimś sensie mnie też smuci. Może dlatego, że ich szczęście związane jest z tym, że ktoś inny zdecydował się oddać swoje dziecko. Dziś biologiczny tata Sawyera ma dziecko ze swoją nową partnerką, jego mama też zakłada swoją rodzinę. Wiem, że Candace i Brett zapewnią mu cudowne życie a decyzja biologicznych rodziców o adopcji nie była pochopna, ale czy on nie zapyta kiedyś: “Dlaczego ja?”, “Dlaczego nie mogliście postarać się bardziej i mnie zatrzymać?”. Czy takie pytania przyjdą mu w ogóle do głowy, jeśli dorośnie otoczony miłością i akceptacją? Jestem bardzo ciekawa, jak Wy odbieracie tę i inne historie adopcyjne. Bylibyście gotowi na otwartą adopcję*? Jak polubić (a nawet pokochać) biologiczną mamę, która nie znalazła w sobie siły i dostatecznego powodu, aby mimo wszystko zatrzymać i wychować swoje dziecko? A może właśnie w tym tkwi sposób na pokochanie jej mimo wszystko? Nigdy nie odważę się na ocenę którejkolwiek z postaw i decyzji, bo nie mogę postawić się na czyimś miejscu. Nie potrafię sobie wyobrazić, co w takiej sytuacji czuje mama. Tak czy owak, budzi to we mnie skrajne emocje i sporo pytań.

Ps. Po 10 latach od postawionej diagnozy, Candace całkiem niedawno dowiedziała się, że … jest w ciąży. Adopcję trzeciego dziecka odłożyli póki co w czasie 🙂

*Po bezskutecznych poszukiwaniach informacji o adopcji otwartej w Polsce, skontaktowałam się z pracownikiem ośrodka opiekuńczo-adopcyjnego. Powiedziano mi, że taki rodzaj adopcji w naszym kraju nie jest przeprowadzany, a ewentualny kontakt rodziców biologicznych z dzieckiem umożliwiają warunki tzw. adopcji ze wskazaniem.

(zdjęcie: facebook.com/ouradoptionoption)

Previous Hello Monday!
Next Empatia i tolerancja u najmłodszych? Są na to sposoby.

Suggested Posts

10. miesiąc Niny i podróże bliższe i dalsze.

Kryzys.

Mamą być … w Niemczech.

Hello Monday!

Rodzinne wakacje na Majorce – miejscowość, plaża i hotel na medal!

Hello Monday!