Ja Ciebie też, synku!


Ma 4,5 roku, burzę sztywnych włosów, długie rzęsy i duże, niebieskie oczy. W gotowości cały arsenał min i komentarzy, wspomaga się bogatą wyobraźnią i doskonała pamięcią do szczegółów. Doprowadza mnie do szału co najmniej raz dziennie, ale równie często zaskakuje i rozczula. Jest typowym, zwyczajnym przedszkolakiem: podłapuje teksty i zachowania od rówieśników i często tworzy swoje alternatywne wersje zdarzeń. Wkurza się i obraża niekiedy z absurdalnych powodów, ale często też do spraw podchodzi rozsądnie. Nie zawsze da się przekonać, ale przynajmniej wysłucha i pogada :). Rok temu myślałam, że niestety w końcu z tej “fazy” wyrośnie a on do teraz wyznaje mi miłość kilkanaście razy dziennie. Mój łobuz …

– Antek, trzeci raz Cię proszę, żebyś przyszedł do kuchni.

– No juuuuuuż! Muszę się podrapać …

 

Kiedyś w proteście były sceny rozpaczy. Dziś Antek ma swoje metody – dyskutuje, negocjuje a wyjaśnienia doskonale wymyśla na poczekaniu. Ma swoje gorsze dni, kiedy niczym nie można mu dogodzić i przy każdej możliwej okazji testuje naszą cierpliwość. Pogodziłam się już, że po jednym wymagającym okresie przychodzi następny a potem kolejne i kolejne. Z drugiej jednak strony, jeśli najgorszą rzeczą, jaką zdarza mi się od niego usłyszeć, kiedy jest zły i nie chce zaakceptować odmowy, to “Już Cię nie lubię!”, to ja chyba nie do końca wiem, co to problemy. Bo znam niestety przykłady, kiedy dzieciaki puszczają do mam takie wiązanki, że uszy więdną. Wiem, że wyładowują swoje emocje na kolegach z podwórka albo na zabawkach – są nadpobudliwe i głośne. Bicie? Czasami, gdy jest już naprawdę wściekły i czuje bezsilność, podbiega i niby chce uderzyć, ale w ostatniej chwili się hamuje. Albo pokazuje język. Dla mnie to etap, którego ani nie można bagatelizować, ale też nie ma sensu demonizować prób wyrażania złości. Zwłaszcza, że Antek wie, czego i dlaczego w domu i wobec innych nie robimy. Jasne, że i dla nas przyszłość to jedna wielka niewiadoma i kiedyś może być naprawdę różnie, ale póki co idziemy w dobrym kierunku. Każdy z nas popełnia błędy, ale kryzysy kończymy przepraszając i przytulając się nawzajem.

– Zjesz jabłko? Z naszego drzewa.

– Nie lubię.

– A jadłeś w ogóle? … Skąd wiesz, że nie lubisz?

– Nie chcę!

– Ok, a może być inne?

– Tak.

– Ok … :>

 

Nie wiem, po kim on taki uparty. I sprytny … 😉 Kulinarnie ma swoje ulubione smaki a do nowości nadal podchodzi z niechęcią. Z drugiej strony widzę dobry wpływ przedszkola i całej grupy, bo oto nagle się okazuje, że najlepsze placki robi Pani Mirka a surówka z marchewki to pychota.

– Ale ładny naszyjnik …

– A dziękuję.

– Cała jesteś ładna.

 

Te i inne komplementy a także wyznania miłości słyszę codziennie. Nie są podszyte jakimś interesem, myślę, że wyczułabym to dość szybko. One padają spontanicznie – w aucie podczas podróży, przed snem w trakcie czytania. Czasami słucham całej litanii, bo Antek z lubością wymienia kogo i co kocha. Być może minie mu to w wieku nastoletnim, kiedy wiele rzeczy będzie odbierał jako obciach, ale mam wielką nadzieje, że jako dorosły facet będzie równie pewnie i odważnie wyrażał swoje uczucia najbliższym.

– Mamuś, przepraszam. – usłyszałam za plecami podczas zmywania.

– Za co mnie przepraszasz?! – zapytałam zaskoczona i zaczęłam szukać w pamięci ostatniej sytuacji, która wymagałaby przeprosin.

– Chcę coś wyrzucić do śmietnika.

– Acha …

 

Jeszcze rok temu, pomimo naszego przykładu, za żadne skarby nie chciał stosować zwrotów grzecznościowych. Dziś na spacerze bawi się w strażnika miejskiego i wszystkim mijanym mówi “Dzień dobry” (swoją drogą chciałabym poznać takiego strażnika …). Z kolei w domu “przepraszam” pada z każdej nadarzającej się okazji, koniecznie z uwagą, że “przecież jestem w towarzystwie” :))

– Kocham Ninkę. Chyba się z nią ożenię …

 

Z powodu różnicy wieku dzieciaków, nigdy nie miałam jakiś konkretnych oczekiwań co do ich relacji. Być może dlatego nie naciskaliśmy na Antka, żeby zabawiał siostrę i poświęcał jej czas. On i tak to robił, kiedy czuł taką potrzebę – zagadywał, pokazywał nowe zabawki. Nad morzem, przed zwiedzaniem latarni morskiej koniecznie coś chciał Ninie powiedzieć. No i ze śmiertelną powagą wyjaśnił jej, że jest jeszcze za mała i nie może iść na górę … Wszystko rozwija się naturalnie a obecnie widok, jak się ganiają i buszują w kulkach, jest najlepszy na świecie! Zdarzyło nam się raz czy dwa usłyszeć, że Niny nie upominamy, że jesteśmy dla niej milsi … I takie odczucia będzie miał pewnie jeszcze nie raz. Cieszy mnie, że mówi o swoich odczuciach i mówi je nam a nie odreagowuje na niej.

Jestem z niego dumna, bo mam w domu fajnego, ciekawego świata i rozmownego  czterolatka. Nie znosi rysowania i kolorowania, ale potrafi kilka godzin siedzieć nad jeziorem i pilnować wędki. Nie jest wcale geniuszem, któremu pisane są tylko wielkie czyny. Liczenie mamy opanowane tylko do dziesięciu (z kolejnością liczb w zależności od dnia), temat alfabetu wciąż  u nas nieobecny. Podobnie jak wszelkie dodatkowe zajęcia, wyłączając angielski w przedszkolu. Były co prawda próby zajęć tanecznych, choć zapał już chyba minął. Ale przecież nigdzie nam się nie spieszy.

***

Baw się synku do woli, poznawaj świat w swoim tempie i dobrze zapamiętaj uczucie znudzenia, które dziś tak bardzo Cię frustruje. Wszyscy zatęsknimy do tej beztroski szybciej, niż nam się wydaje.

 

 

 

 

 

 

Previous Hello Monday.
Next Nie róbcie tego deseru, gdy spodziewacie się gości. Zeżrą wszystko!

Suggested Posts

Moje perełki Instagrama – #instamamy.

Wykrakałam to!

Szneczki z powidłami i magicznym składnikiem.

O tym, jak rodzi się więź.

Dywan z juty w praktyce.

“Mamo, Tato – więcej wiary!”