Pięć warunków udanej sesji noworodkowej.


NINA (26) copy

NINA (6) copy

NINA (10) copy

NINA (22) copy

NINA (20) copy

NINA (2) copy

Odebraliśmy dziś zdjęcia z naszej sesji i nie będę ukrywać – jesteśmy bardzo zadowoleni. Nie tylko z samych zdjęć, ale też z efektu końcowego jako takiego. Efektu, będącego sumą stylu, wyczucia i umiejętności pani fotograf a przede wszystkim jej cierpliwości oraz serdecznego podejścia do małych (i dużych) modeli. Dziś już wiem, co jest warunkiem udanej sesji z udziałem tych najmłodszych, więc poza wybranymi zdjęciami, dzielę się z Wami również kilkoma praktycznymi radami.

1. Wybór fotografa. Research to podstawa, więc poszperajcie w Internecie, zapytajcie znajomych. Zajrzyjcie na stronę fotografa i obejrzyjcie jego dotychczasowe prace. Ja Agnieszkę wybrałam bardzo szybko, bez cienia wątpliwości. Ma w sobie to “coś” a dodatkowo spełnia jeszcze kilka ważnych warunków:

  • Studio. Nie musi być duże. Ważne, że jest w nim ciepło i bez obaw będzie można rozebrać noworodka. Rzeczą podstawową jest też przewijak oraz miejsce, gdzie będzie można usiąść i nakarmić malucha. Agnieszka ma bardzo wygodny, bujany fotel, który chętnie zabrałabym do domu 😉
  • Wyposażenie. Zabrałam kilka drobiazgów z domu a i tak czekała na nas ogromna kolekcja ubranek, akcesoriów, kubełków i koszy. Jak bogata by ta garderoba nie była, ważniejsze jest oczywiście wybieranie dodatków na poszczególne ujęcia – z wyczucie i umiarem.
  • Podejście fotografa. Jeśli już oferuje sesje noworodkowe to powinien umieć obchodzić się z najmłodszymi i pod tym kątem prowadzić sesję.  A my z kolei mamy prawo wymagać od niego trochę więcej, niż podczas “dorosłej” sesji. Kiedy Nina nie spała, robiliśmy zdjęcia rodzinne, które nie były aż tak wymagające. Agnieszka była też najbardziej cierpliwą osobą w studio a to udzielało się nam wszystkim. I tak w spokoju i na rozmowie przeczekaliśmy czkawkę i męczące gazy.
  • Elastyczność. Agnieszka poinformowała nas jeszcze przed spotkaniem, ile mniej więcej trwają sesje noworodkowe. Zaznaczyła jednak (a to z kolei sprawdziło się w praktyce), że czasami praca trwa dłużej. Wszystko zależy od “współpracy” modela. Nie było więc pośpiechu.

2. Przygotowanie. Jeśli możecie wypytać kogoś, kto taką sesję ma już za sobą, to świetnie. Praktyczne rady są nieocenione. Najlepiej jednak, jeśli fotograf sam wyślę Wam listę z najważniejszymi punktami, np. co koniecznie macie ze sobą zabrać albo poprosi, aby maluszka nakarmić przed przybyciem. Słowem – przygotuje Was na coś, co sam robił(a) setki razy i potrafi przewidzieć wszelkie możliwe scenariusze.

3. Czas i pora sesji. Nina była bardzo grzeczna i choć chwilkę to trwało, w końcu usnęła. Niemniej, przekonałam się w praktyce, dlaczego sesje noworodkowe wykonuje się, gdy maluch ma maksymalnie 3 tygodnie. Po pierwsze śpi przez większość czasu snem głębokim i raczej nie zbudzi go ani przebieranie, ani ustawianie. Po drugie, noworodek jest bardzo plastyczny i bez trudu przyjmie słodką pozę. Z Niną już tak prosto nie było. Jeśli Wasz maluch ma już ustalony pewien schemat drzemek i czuwania, a Wy potraficie przewidzieć, kiedy w ciągu dnia najchętniej zasypia, wtedy też umówcie się na sesję. Ma to spore znaczenie, bo pod koniec dnia maluchy bywają marudne i co tu dużo mówić – zmęczone.

4. Torba. Trzeba się spakować niemal jak na wojnę. Pieluszki, ciuszki na zmianę, kocyki, smoczek (jeśli używacie), mleko (jeśli nie karmicie piersią) i wszystko to, co jest w stanie uspokoić Wasze dziecko, nawet w najbardziej kryzysowej  sytuacji. Przyda się też coś dla Was, bo sesja – choć zaplanowana na dwie godzinki – może się przedłużyć. A więc napój, może też coś na ząb. Jeśli towarzyszyć Wam będzie starsze dziecko, powiedzmy kilkulatek jak nasz Antek, warto zabrać jakąś zabawkę, pomyśleć o ciekawej aplikacji.

5. Pomysły. Jako laicy nie zawsze mamy dobre (realne) pomysły. U nas też wymarzona przeze mnie poza nie przeszła, choćby z uwagi na wiek Niny. Niemniej, swoje propozycje warto spisać na kartce i skonsultować. A dobry fotograf powinien być na nie otwarty, nawet jeśli faktycznie zęby zjadł na takich sesjach i wie lepiej.

Na koniec pozostaje mi zachęcić Was do skorzystania z oferty Agnieszki Wozińskiej z Leszna (klik). Jest zdolna, serdeczna i cierpliwa. I nie, to nie jest wpis sponsorowany. Po prostu polecam Wam to, co dobre 🙂

Previous W Halloween każdy widzi swoje potwory.
Next Gdy facet recenzuje porno. Dla mamusiek.

Suggested Posts

Domek w ogrodzie i jego wielka metamorfoza!

wPrawnym okiem – Wszystko, co musisz wiedzieć o zgłoszeniu narodzin dziecka.

Owocowe rewolucje!

Cześć 2016!

Na śniadanie.

On the road again!