“Przyszła do mnie i w końcu powiedziała to na głos: Mamo, chcę być chłopcem.”


Lubisz być przygotowany. Często wybiegasz w przyszłość, tworzysz możliwe scenariusze i rozwiązania ewentualnych problemów. Zwłaszcza jako rodzic zadajesz sobie pytania: “Czy będę dobrym wzorem/oparciem/opiekunem dla własnego dziecka?”, “Jak i czy w ogóle będę je dyscyplinował?” albo “Czy wpoję mu wyznawane wartości, a może nauczę obierać własne drogi myślenia i postępowania?”. Z tego powodu powstał ten wpis – bo ja lubię wiedzieć i nie lubię być zaskakiwana. Nie lubię uczucia, kiedy nie do końca kontroluję myśli i spontanicznie podejmowane decyzje. Okazuje się, że w kontekście dorastania naszych dzieci, poza tematami oczywistymi, są jeszcze takie słabo albo zupełnie nie “liźnięte”. Trudne, wielowymiarowe, być może nawet bez jednej właściwej konkluzji. Z takim spotkałam się niedawno …

Nasz 3,5-latek, miłośnik klocków LEGO, super bohaterów, walk i bitew, czasami lubi nas zaskoczyć. Z przejęciem ogląda “Krainę Lodu”, z uwagą śledzi przygody kolorowych kucyków z tęczowymi grzywami a nawet prosi o zakup lalki Barbie. Wiemy, że zainteresowanie tą różową, cukierkową, ot dziewczęcą częścią świata zabawek jest zupełnie naturalne i pewnie minie w swoim czasie. Każdy, kto ma z tym zjawiskiem problem  a w zachowaniu takim dostrzega coś odmiennego i nienormalnego, prawdopodobnie własne dziecko również wmusza w podziały “zgodne” z jego płcią. Nie ma to być w żadnym razie zarzut. Wszak o podobne postawy nietrudno, a powodem tego są zakorzenione w nas stereotypy – od tych najprostszych w sferze kolorów, przez zabawy, po wykonywane zawody i role społeczne. Ja również nie kupiłabym synowi różowego t-shirta z jednorożcem a przynajmniej taka była moja pierwsza, spontaniczna myśl 😉

A co, jeśli fascynacja i chęć wcielenia się w płeć przeciwną jest nie tylko etapem ale przechodzi w stałe i wciąż pogłębiające się przekonania i preferencje? Okazuje się, że temat tzw. “zaburzeń tożsamości płciowej”, zarezerwowany w głównej mierze dla dojrzewających nastolatków i osób dorosłych, dotyczy również dzieci w wieku przedszkolnym. Z tym, że jest on po prostu bardzo rzadko (jeśli w ogóle) poruszany. O “nonkonformizmie genderowym” (a tak nazywane jest to zjawisko – przyznacie, że brzmi to znacznie lepiej niż wspomniane wyżej “zaburzenia”) sama nie miałabym pojęcia, gdyby nie pewna cudowna i otwarta mama …

Megan od 5 lat udostępnia filmy z życia swojej rodziny w serwisie YouTube. Pokazuje w nich zwykłe codzienne życie i dzieli się swoim doświadczeniem. Jest mamą czwórki dzieciaków, a do tego pracuje jako doula i instruktorka szkoły rodzenia. Nigdy nie ukrywała, że jej obecnie 5-letnia córka Paisley nie mieści się w ramach typowej dziewczynki – w zachowaniu i zainteresowaniach. Dziewczynka, krótko mówiąc, uważa się za chłopca. Miesiąc temu Megan postanowiła podzielić się tą historią, nazywając ją ich wspólną “podróżą”.

Mając 3 lata, Paisley zaczęła odmawiać zakładania sukienek, używania wszelkich spinek, gumek i opasek oraz wiązania swoich ślicznych, kręconych włosów. Rok później, odrzucanie typowo dziewczęcych, zewnętrznych atrybutów rozwinęło się w kierunku zainteresowań i jasno formułowanych pragnień, zgodnych z postrzeganiem samej siebie. O zmianę fryzury prosiła rodziców przez rok, a kiedy nadszedł ten dzień i doczekała się upragnionego irokeza, była szczęśliwa jak nigdy. Przyjaźni się głównie z chłopcami a w szkole, do której uczęszcza od niedawna, dołącza zawsze do grup chłopięcych – czy to w bibliotece, czy na zajęciach wychowania fizycznego. Do swojej odmienności podchodzi bardzo naturalnie a na pytania rówieśników (których na tym etapie pada jeszcze niewiele) odpowiada bardzo prosto, szczerze i bez skrępowania. Zrozumienie i naturalna dziecięca tolerancja są zdecydowanie sporym wsparciem. Otoczenie, jak chociażby nauczyciele w szkole, również wykazują się akceptacją. Natomiast prawdziwą podporą i ostoją są dla niej rodzice, którzy od początku dali córce wolną rękę w decydowaniu o zmianach. Nigdy nie negowali jej przekonań, nie próbowali nawracać na “właściwą” drogę, tak samo jak nie przyspieszali pewnych procesów. Nadal zwracają się do niej jej dziewczęcym imieniem i czekają na dzień, kiedy to ona poprosi o jego zmianę.

Jako mama, Megan wykazuje wspaniałą postawę. Przede wszystkim akceptuje i wspiera swoją córkę, bo najważniejsze jest dla niej jej szczęście. Martwi ją oczywiście przyszłość Paisley, bo wie, że w końcu ludzie zaczną pytać i krytykować. Dopuszcza do siebie myśli, że jej córka będzie musiała zmierzyć się z nietolerancją, nierzadko odrzuceniem i wrogością. Z drugiej strony jest osobą bardzo otwartą i sama nie wie, dokąd ich ta podróż zaprowadzi. Nie traktuje obecnej fazy jako coś ostatecznego. Póki co jako rodzic edukuje się w temacie – szuka informacji i działa w grupie rodzin z podobnymi doświadczeniami. Zwróciła się również do terapeuty, ale nie po to, by córkę leczyć czy ratować, lecz aby uzyskać fachową poradę, jak córkę wspierać i upewniać w przekonaniu, że nie jest sama. Za taką właśnie postawę bardzo ją podziwiam. Mogę sobie jedynie wyobrazić, że sytuacja nie jest i nigdy nie będzie łatwa a to chociażby ze względu na wspomniany aspekt społeczny. Z tego również zdaje sobie sprawę Megan a widząc nieświadomą wszystkiego Paisley, martwi się jeszcze bardziej. Jednak wbrew wszystkim trudnościom, wbrew temu, że najłatwiej temat wyprzeć i zdusić w zarodku, ta mama zdaje egzamin z rodzicielstwa celująco.

Czy ja bym w ogóle zdała? Nie wiem. A Wy?

Aktualizacja – 4.03.2015

Przemiana P. w dalszym ciągu się dokonuje, podobnie jak ogromne zmiany zachodzące w całej rodzinie. Rodzice i rodzeństwo bez większych problemów czy zahamowań traktują GO jak chłopca – przyzwyczaili się do nowego zaimka osobowego a w domowym zaciszu funkcjonuje już wybrane imię Payton. Choć propozycja imienia padła nieoczekiwanie, nie była zupełnie przypadkowa. Jest to jedno z uniwersalnych imion, używanych w Stanach Zjednoczonych w odniesieniu zarówno do chłopców, jak i do dziewczynek. Prawną zmianę imienia rodzice nadal odkładają w czasie, zgodnie z postanowieniem, aby niczego nie przyspieszać, wymuszać jeśli nie jest to absolutnie koniecznie. Obecnie uczęszczają z synem na terapię i oswajają się z sytuacją.

Mama pytana o odczucia związane ze zmianami odpowiada, że w pewnym sensie czuje, jakby straciła córkę. Całemu procesowi towarzyszy pewien smutek, ale jest on rekompensowany przez widok uśmiechniętego i cieszącego się życiem Paytona. To tak, jakby w końcu zdjęli z syna warstwy i dotarli do niego. Przyznaje, że kiedy ogląda zdjęcia 3-letniej wówczas jeszcze Paisley, przypomina sobie jej kondycję psychiczną – wycofanie, smutek i zamknięcie w sobie. Dziś często zadają sobie z mężem pytanie: “Jak wtedy mogliśmy nie wpaść, że coś jest nie tak?” Spośród wielu uczuć, które im towarzyszom, wymienia również strach i wiele obaw. Nie tylko w związku z odbiorem syna przez otoczenie – przyjaciół, szkoły, nauczycieli, ale przede wszystkim mając na uwadze długą drogę, jaką Payton będzie musiał pokonać – terapia, badania, wizyty lekarskie, kliniki … (W dalszym ciągu nie jest to scenariusz pewny, ale możliwy.) Jakkolwiek szanuje uczucia i wybory syna, jako rodzic dobrowolnie nie wybrałaby dla niego takiego życia. Będzie ciężko i on jeszcze o tym nie wie.

Ja we wszystkim co mówi Megan widzę ogromną miłość, akceptację i troskę mamy o przyszłość swojego dziecka.

cdn.

(zdjęcie: flickr.com)

Previous Gdy dizajn bierze górę a żona nie słucha męża.
Next Garść inspiracji: Pokój dziecka.

Suggested Posts

Wakacje na Mazurach, czyli: Jak? Gdzie? Za ile?

Letnia szafa Antka i Niny.

DIY: Świąteczne ozdoby, czyli COŚ z niczego, co na pewno zaciekawi dzieciaki.

Tata Antka fajny jest!

Moje biuro domowe (vol. 2).

Dramat Matki: nie ma co zrobić z dzieckiem przez fanaberie nauczycieli!