Tata w depresji.


Depresja to cicha, podstępna wiedźma, która atakuje znienacka i niszczy człowieka od środka. Można ją zupełnie nieświadomie zaprosić, ale może też zamieszkać w głowie zupełnie nieproszona. Pól biedy, jeśli chory działa szybko. Bo z tą chorobą jest jak z każdą inną – trzeba sobie pomóc. Trzeba dać sobie pomóc. Najgorzej jest, kiedy objawy interpretujemy błędnie albo zupełnie ignorujemy i przypisujemy je na przykład zmęczeniu. Cierpimy wówczas dłużej niż to konieczne, często cierpią też nasi bliscy a każdy kolejny dzień zaniedbania to pogłębiające się uczucie bezsilności, smutku i pustki.

Obecnie depresja nie jest tajemniczą chorobą o której się nie mówi. Mówią o niej znani i podziwiani, jak choćby Justyna Kowalczyk. Walczyć z depresją przyszło nie tylko tym słabym i podatnym ale właśnie również tym z pozoru twardym, diabelsko pewnym siebie czy tryskającym pozytywną energią, jak Danuta Stenka lub Owen Wilson.

Na szczęście w ciągu ostatnich lat coraz głośniej zrobiło się również o tzw. depresji poporodowej i o jej słabszej wersji –  baby blues. Dziś gorsze samopoczucie, jak na przykład odczuwany smutek, drażliwość, płaczliwość oraz brak odczuwania radości świeżo upieczonej mamy nie są bagatelizowane a lekarze i położne nieustannie podkreślają konieczność otoczenia cierpiących kobiet opieką – przez rodzinę i specjalistów.

O ile świadomość przyczyn i objawów depresji poporodowej jest już w społeczeństwie całkiem nieźle zakorzeniona, o tyle wiedza na temat osób zagrożonych tą cichą chorobą jeszcze raczkuje. Okazuje się bowiem, że na chorobę zapaść mogą nie tylko mamy, ale również ojcowie. Badania wykazały, że w przypadku młodych ojców (około 25-letnich), mieszkających ze swoimi dziećmi, występowanie objawów depresji w pierwszych pięciu latach ojcostwa wzrosło aż o 68 procent. Wskazano w ten sposób na ważny okres, kiedy to również mężczyźni znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka i należy zwrócić na nich taką samą uwagę, jak na początkujące mamy (źródło).

Najczęstsze i bardzo typowe objawy depresji u ojców często są bagatelizowane lub usprawiedliwiane stereotypami przypisanymi danej płci oraz typowym, szablonowym podziałem ról w rodzinie. Podczas gdy w tych pierwszych miesiącach to głównie mama opiekuje się dzieckiem – pielęgnuje, karmi i towarzyszy mu nieustannie, tata zwykle zajmuje się nim w ograniczonym zakresie – po pracy, w weekendy. Nadal, choć coraz rzadziej, nawet w obrębie rutynowych czynności wykonywanych przy dziecku (przewijanie, usypianie, uspokajanie) istnieją ścisłe podziały. W związku z tym wiele typowych objawów depresji – wycofanie, brak zainteresowania dzieckiem, drażliwość (niski próg cierpliwości) a także nieokazywanie emocji, wpisuje się w bardzo uogólniony obraz mężczyzny. Dziś możemy śmiało powiedzieć, że czasy się zmieniły a równouprawnienie dotarło również do rodzicielstwa. A jeszcze kilkanaście lat temu obraz mężczyzny przewijającego dziecko, bawiącego się w piaskownicy, czy niosącego malucha w nosidle był baaardzo rzadki. Bo statystyczny tata do niedawna, zamiast śpiewać dziecku kołysankę na dobranoc, wybierał bardziej „męskie” zajęcia.

Przyznać też trzeba, że bardzo często dane reakcje wywoływane lub potęgowane są przez postawę samej kobiety – bardzo zaborczą i nadopiekuńczą wobec dziecka. Bo oto odsuwa ona partnera od wszelkich czynności związanych z dzieckiem, z obawy lub przeświadczenia, że daną czynność wykona sprawniej i dokładniej od niego. Nie dość, że nie dopuszcza do zaistnienia sytuacji, sprzyjającej tworzeniu się więzi ojca z dzieckiem, to jeszcze – czasami zupełnie nieświadomie – buduje mur między partnerem a samą sobą. W efekcie młody ojciec czuje się odsunięty, nie tylko od dziecka, ale również od partnerki.

Przyczyn depresji u młodych ojców można doszukiwać się nie tylko sytuacjach opisanych powyżej. Bardzo istotna jest sama zmiana, jaka zachodzi w życiu mężczyzny wraz z pojawieniem się dziecka. Świadomość ogromnej odpowiedzialności, oczekiwania a nawet presja ze strony najbliższych i otoczenia – wszystko to może być źródłem ogromnego stresu. Podobnie niepewność i zwątpienie we własne możliwości i zdolność bycia dobrym ojcem. Mężczyzna nie dość, że musi odnaleźć się w nowej roli (a w czym zazwyczaj kobiecie pomaga instynkt macierzyński) i nawiązać relacje z kimś zupełnie mu nieznanym, to nagle styka się z zupełnie nowymi dla niego odczuciami i emocjami. Zwykle musi je przetrawić sam, na sobie znany sposób. Bo czy kiedykolwiek słyszeliście, aby ojciec, mąż, partner, brat wspominał początki ojcostwa i mówił: „Bałem się.”? Czy kiedykolwiek sam z siebie podzielił się z Wami swoimi obawami? A czy kiedykolwiek zapytaliście, co czuł, gdy został ojcem?

W teorii to i może bardzo oczywiste ale bądźmy szczerzy: ze strony świeżo upieczonego taty nie spodziewamy się zwątpienia, rozterek i odczuwania sprzecznych emocji. Oczekujemy raczej siły, pewności siebie oraz ostoi spokoju – wsparcia dla młodej mamy. Wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy więźniami utartych stereotypów. Tym bardziej trudno nam uwierzyć i zrozumieć, że tak, jak w ciele kobiety w ciąży i zaraz po porodzie zachodzą drastyczne zmiany hormonalne (i to one są w dużym stopniu odpowiedzialne za jej kondycję psychiczną), to samo dotyczy również ojców. Tak właśnie jest. Badania dowiodły, że zmiany hormonalne w trakcie ciąży dotyczą zarówno kobiet, jak i ich partnerów. U przyszłych ojców zaobserwowano bowiem spadek testosteronu i estradiolu. Nie wiadomo, czym jest to spowodowane ale przypuszcza się, że może to mieć związek z psychicznym przygotowywaniem się mężczyzny do roli ojca lub też ze zmianami w jego relacjach z partnerką. Idąc krok dalej można zakładać, że konsekwencją tychże zmian hormonalnych jest jego późniejsze zachowanie już jako rodzica (źródło).

Obserwujcie bacznie swoich mężczyzn i nie traćcie ich z oczu, gdy na świat przyjdzie Wasz największy skarb. Często jedno słowo otuchy, podziękowanie za wsparcie lub komplement za szybką zmianę pieluchy (nawet jeśli założonej odwrotnie) są wszystkim, czego potrzebują.

(zdjęcie: flickr.com)

Previous Zwierzaki pocieszają!
Next Na śniadanie.

Suggested Posts

Historia pewnej wpadki.

Świąteczne kino.

Powiadam Wam, karma wraca!

Ciąża – podsumowanie.

Zakupy dla Niny – odsłona pierwsza.

Na śniadanie.

5 komentarzy

  1. Poruszasz bardzo ważny temat. To fakt, że o tym się w ogóle nie mówi. A zjawisko jest powszechne. Ja nawet uważam, że bycie tatą jest trudniejsze niż bycie mamą. Mamy spędzają z dzieckiem, przynajmniej na początku, praktycznie cały dzień. Tata wychodzi rano i wraca wieczorem. Nie oszukujmy się, że ciężko mu złapać kontakt i oswoić się z dzieckiem. Do tego wraca i jak za dawnych czasów chciałby odpocząć a tu żona prosi go o tysiąc rzeczy do zrobienia. Nie każdy rozumie, że mimo że ona siedzi w domu cały czas to nie ma czasu na wiele spraw. Do tego naszym kochanym partnerom ciężko się przyznać do słabości, wątpliwości.

    • 29 grudnia 2014
      Odpowiedz

      Ironiczne komentarze pod linkiem na fb tylko potwierdzają, że generalnie ojciec (nieważne, że młody i równie niedoświadczony co mama) nie ma co liczyć na dobre słowo, czy komplement, tylko robić swoje. Bardzo to smutne :/

  2. Jarvena
    4 stycznia 2015
    Odpowiedz

    Artykuł świetnie napisany i co tu dużo mówić – potrzebny. Myślę, że nie jeden ojciec boryka się z takimi problemami. Jednak z jedną rzeczą nie mogę się zgodzić – naukowcy już jakiś czas temu (z pięć, może sześć lat wstecz) sygnalizowali, że nie da się udowodnić istnienia „instynktu macierzyńskiego”. Jest to łatwa wymówka dla nadopiekuńczych mam i obrońców tradycyjnego podziału ról w rodzinie, ale niestety nie ma potwierdzenia, że rzeczywiście istnieje. Jest na pewno pewien układ hormonalny towarzyszący kobiecie w ciąży i ewoluujący wraz z płodem, a potem z dzieckiem, ale czy można go nazwać „instynktem macierzyńskim”? Chyba byłoby to nadużycie. W czasie prowadzenia zajęć (z dorosłymi ludźmi) proszę o przykłady na istnienie instynktu macierzyńskiego i prawie zawsze padają odpowiedzi, które da się wytłumaczyć wpływem działania hormonów, kręgu kulturowego, w którym rodzice są wychowani, albo ostatecznie religii i nacisku społecznego. Poparciem tej tezy może być to, że pierworódka, która wraca ze szpitala po dziecku (bo np. musiała zostać w szpitalu ze względu na własne problemy zdrowotne) ma takie same problemy, jakie zazwyczaj mają ojcowie po przywiezieniu dziecka do domu. W normalnej sytuacji matka przez te parę dni „nauczy” się już „obsługiwać” dziecko, zajmować się nim, karmić, przewijać, usypiać, przytulać itd. We wspomnianej sytuacji to ojciec już się tego nauczył, a matka z racji pobytu poza domem jeszcze nie. I wtedy na jakiś czas role się odwracają. Powtórzę się: bardzo przydatny artykuł. Pozdrawiam 🙂

    • 4 stycznia 2015
      Odpowiedz

      Nie znam co prawda badań nad wspomnianym instynktem macierzyńskim, ale w dużym stopniu muszę przyznać Ci rację. W momencie pisania już wiedziałam, że wzmianka o instynkcie, rozumianym często jako coś, co mamy mają jakby „z urzędu” a ojcowie nie i co kobiety wspomaga w opiece nad dzieckiem a czego brak mężczyznom tę opiekę znacznie utrudnia, to duży skrót myślowy. A ten z kolei może zostać opacznie zrozumiany. Jeśli jednak odłożymy nazewnictwo na bok, nadal będziemy mówili o pewnych zmianach hormonalnych, sprzyjających warunkach jak choćby sama ciąża a z tym związane fizyczne odczuwanie obecności dziecka w naszym ciele i również podłoże w postaci kobiecej psychiki. Wszystko to razem wzięte na pewno w dużym stopniu warunkuje powstanie więzi mamy z dzieckiem, nawet jeszcze przed jego narodzinami. Choć nie dotyczy to każdej kobiety, bo część z nas po prostu potrzebuje więcej czasu, żeby TO poczuć. W tym sensie mężczyźni, pozbawieni pewnych „przywilejów”, mają trudniejsze zdanie w budowaniu relacji z nowym człowiekiem. Mówi się nawet, że wielu w tym pierwszym, niełatwym okresie czuje wręcz zazdrość. A jestem pewna, że nie są to uczucia, na które byli przygotowani. Pozdrawiam 🙂

  3. Sabina Gatti
    5 lutego 2015
    Odpowiedz

    Ilu mężczyzn nazwanych nieodpowiedzialnymi, którzy nie zajmowali się i nie zajmują się dziećmi może było albo jest w depresji? W naszym społeczeństwie dla Kowalskiego i Kowalskiej tylko kobieta może mieć depresję. A może ci mężćzyźni uciekają właśnie dlatego, żeby móc przeżyć i nie mają siły zająć się drugim człowiekiem.

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *