2 + brzuszek = Babymoon!


 

Czym jest “Honeymoon” wielu z nas zapewne wie. Wielu miało to szczęście wybyć gdzieś ze świeżo poślubionym czy poślubioną i rozkoszować się romantycznymi chwilami tylko we dwoje, zanim życie przypomni o codzienności. Jeśli te piękne chwile macie już za sobą, to spieszę z rewelacją prosto zza oceanu. Spodziewacie się waszego pierwszego malucha? Pakujcie więc walizki, bo i dla Was przewidziano coś miłego. A tym czymś jest “Babymoon” 🙂
 
Z przyszłymi rodzicami jest ten problem, że wyczekują z niecierpliwością swojego maluszka i choć znajomi raczą opowieściami o nieprzespanych nocach i kolkach – pewne rzeczy po prostu nie docierają, zanim się ich nie doświadczy. Wiem, bo sama taka byłam. Kiedy już maleństwo pojawia się na świecie zaczynamy zdawać sobie sprawę, że życie jednak się zmieniło. Jakie by nasze nastawienie wcześniej nie było, przynajmniej przez pierwszy okres jesteśmy wyłącznie (i aż) rodzicami. To czas bez wątpienia cudowny, ale również ciężki: wyrzeczenia, brak snu i czasu dla siebie, stres i troska. Straszyć wcale nie zamierzam. I w sumie nie ma czym. Uświadomienie, jak ważne są te ostatnie miesiące we dwoje lub jak dla wielu – w pojedynkę czy z przyjaciółmi – to jest moim celem. Babymoon, czyli ostatnie wakacje przed narodzinami nowego członka rodziny, są bardzo ważne!
 
Nie musi to być drogi i długi wyjazd. Wystarczy kilka nocy poza domem, które zapewnią nam spokój i relaks. Opcja ze SPA jest kusząca – dajmy się dopieścić. Później minie sporo czasu, zanim przypomnimy sobie o kimś takim, jak fryzjer czy kosmetyczka 😉
 
To ostatni dzwonek, by pomyśleć wyłącznie, egoistycznie o sobie. Spakować torbę i bez większego namysłu zamknąć za sobą drzwi. Nie znaczy to oczywiście, że będąc rodzicami już NIGDY nie uda Wam się gdzieś wyrwać. Bo uda zapewne. Ale wówczas będzie to już wydarzenie logistyczne, z zapewnieniem opiekunki na czele. 
 
Jeśli czujemy się dobrze i nasz lekarz/położna prowadzący/a nie widzą przeciwwskazań, nie pozostaje nic innego, jak zaplanować ten szczególny wypad. Robiąc to, rzeba pamiętać o kilku rzeczach:
  • Odpowiedni czas. Najlepszy jest II trymestr ciąży, kiedy to dolegliwości z pierwszych miesięcy już odpuściły a ten najbardziej “ociężały” okres jeszcze nie nadszedł. Wtedy też lot jest jeszcze realny.
  • Dokumenty: dowód osobisty, książeczka zdrowia, karta ciąży i aktualne badania. Trzeba zorientować się w miejscu, do którego jedziemy. Jak wygląda tamtejsza opieka medyczna, spisać ważne adresy i telefony.
  • Walizka. Najlepiej wybrać wygodne ciuchy i buty, wszak chodzi o relaks a nie o szaleństwo na parkiecie do białego rana. Choć z drugiej strony, coś wystrzałowego na wytworną kolację nie zaszkodzi 😉 
  • Kosmetyki, witaminy i ew. lekarstwa. Krem z filtrem, okulary, nakrycie głowy – to teraz szczególnie ważne. 
  • Dobry plan. Trzeba go oczywiście dostosować do naszego samopoczucia, pogody i miejsca pobytu. Ja osobiście stawiałabym na błogie lenistwo, ale chyba nie będę w błędzie, jeśli przyrównam to do sportu w ciąży: jeśli przed byłyśmy aktywne, to i w zdrowej ciąży jest to bezpieczne i nawet wskazane. To samo z aktywnym wypoczynkiem: zwiedzaniem i spacerami. Kluczowy jest zawsze zdrowy rozsądek i właściwa ocena własnych możliwości. 
 
 

 

Całkiem niechcący i nam uda się wyrwać niebawem na Babymoon. Będzie on co prawda trochę taki “oszukany”, bo wyjeżdżamy całą trójką. Jestem jednak pewna, że uda nam się odetchnąć i naładować baterie przed pojawieniem się Niny. A do tego Antek będzie miał ostatnie krótkie wakacje sam na sam z rodzicami 🙂 Cieszymy się tym bardziej, bo wiemy, że przez najbliższy rok prawdopodobnie nie będziemy się ruszali z domu i najbliższej okolicy. Miejsce wybrane głównie z praktycznego powodu – dojazd powinien zająć nam jakieś 4,5 h a krótki pobyt (z wyżywieniem) to mało pakowania i planowania, czyli mniej wysiłku dla mnie. 
 
Wyruszamy – i tu zaskoczenie – w najbliższy poniedziałek, kiedy turyści wyjadą po długim weekendzie a do rozpoczęcia wakacji zostanie jeszcze kilka dni. Spędzimy trzy dni w Kołobrzegu a rozpieścić damy się w hotelu “Aquarius SPA & Wellness“. Jestem bardzo ciekawa tego miejsca i tamtejszej kuchni. Nie mówiąc już o samym Kołobrzegu. Liczymy oczywiście na pogodę i długie godziny spędzone na plaży i na spacerach. 
 
Nadchodzący weekend z kolei spędzamy z rodziną, na miejscu. Będziemy leniuchować i pakować walizki (czyt. jedną walizkę). Bardzo chcielibyśmy też w końcu odwiedzić Park Śniadaniowy w Poznaniu. Zdjęcia tamtejszych stoisk doprowadzają mnie do szału 😉 Jeśli się uda, doznania kulinarne z pewnością opiszę tutaj. 
 
A na koniec życzę wszystkim udanego najbliższego weekendu. Nieważne gdzie, nieważne jak, najważniejsze z kim. 

 

(zdjęcia: theweek.com, alglob.pl)
Previous Uratujmy ten dzień!
Next Witamy w naszym domu. Część II.

Suggested Posts

Gdzie chciałabym być w życiu za 5 lat?

Choroba lokomocyjna u dzieci. Jak walczyć z największym wrogiem podróży?

Antkowe myśli zebrane.

Grzeszne ciasteczka!

Na śniadanie.

Przeładowani. O dzieciach, które łakną … spokoju.