Uratujmy ten dzień!


Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli: pogoda nie dopisuje, humory wisielcze i do tego jakieś takie ogólne rozleniwienie. Dzisiaj podzielę się z Wami, jak łatwo uratować z pozoru beznadziejny i stracony dzień. Zapraszam 🙂

Ostatnia niedziela zaczęła się fantastycznie. Pospaliśmy całą trójką do 8:00, Antek obejrzał ulubioną bajkę i poszedł pobawić się do pokoju. Co prawda zjawiał się u nas co chwila z jakimś problemem, ale generalnie mogliśmy sobie bezwstydnie poleżeć. Mąż aż zrobił pamiątkowe zdjęcie, które odtąd będzie nam przypominać, że Nina też kiedyś podrośnie i za jakieś 2 lata znów tak sobie poleżymy. Fotkę zamieszczam, bo wyjątkowo korzystnie wyszłam 😉


No więc chłodny wiaterek, poranne słoneczko, odgłosy bawiącego się za ścianą synka i nasze leniwe pogaduchy o planach na cały dzień – to tak obrazowo, żebyście się wczuli w tę poranną niedzielną atmosferę … I gdzieś pomiędzy tym wszystkim coś zaczęło się dziać. Najpierw kubek z piciem nie taki, samo picie też niedobre, ubrać się to tylko z mamą – mowa oczywiście o Antku. Protest i płacz w odpowiedzi na każdą naszą propozycję. Śniadanie to też droga przez mękę, bo nic nie odpowiada. My już na skraju a do tego zły humor i nam się udzielił. 

W końcu staje się jasne: jeśli w domu atmosfera gęstnieje, trzeba zamknąć za sobą drzwi i zmienić otoczenie. Całej naszej trójce przyda się reset. W najbliższej okolicy ciężko znaleźć atrakcje na kilka godzin, więc szukamy dalej. Ostatecznie decydujemy się na Kórnik i Rogalin. Błyskawicznie zbieramy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszamy. Po drodze robimy jeszcze przystanek kulinarny na pyszny domowy obiad w restauracji Rogatka


Na miejsce dotarliśmy po spokojnej podróży i szybko znaleźliśmy bezpłatne miejsce parkingowe (bo te pod zamkiem kosztują 10 zł za cały dzień). Przez sam zamek przelecieliśmy jak burza i to za całe 28 zł (Antek bezpłatnie). Wybór miejsca okazał się całkiem trafiony, bo choć jeszcze nie ma mowy o dłuższym skupieniu się synka na zwiedzaniu, to opowieści o mieszkańcach zamku, wystawione zbroje i bronie, jak najbardziej zrobiły wrażenie. Historię o wędrującej po nocach Białej Damie zostawiliśmy na później 😉 Informacja dla tych, którzy kiedyś byli i się zastanawiają: ochronne kapcie nadal są, ale małe dzieci i kobiety w ciąży nie muszą zakładać 🙂



Nie mniej atrakcyjny jest również przy zamkowy park, choć warto wcześniej się zorientować w porach kwitnienia tamtejszych drzew i krzewów. Za wstęp zapłaciliśmy 12 zł (dzieci do lat 3 bezpłatnie) i pomimo ambitnych planów spacerowych, po 5 minutach uciekliśmy na rejs stateczkiem. A pieniądze do końca stracone nie były, bo przy kasie dowiedzieliśmy się, że pałac w Rogalinie wraz z parkiem są zamknięte z powodu prac remontowych, do końca tego roku.

Rejs po jeziorze, które dosłownie sąsiaduje z zamkiem, trwa około 30 minut a jeden z dwóch stateczków przybija do przystani co pół godziny. Celem jest niewielki ośrodek wypoczynkowy po drugiej stronie jeziora (można dojechać tam również samochodem), ale przede wszystkim bardzo fajna Tawerna pod Żaglami. Skusiliśmy się na gofry i pyszną kawę, choć podejrzewamy, że reklamowana rybka i inne dania są bardzo smaczne. Liczni goście oraz kapitan zamawiający obiad na wynos – o czymś to świadczyć musi 🙂 Sam rejs bardzo przyjemny, dla Antka wielkie przeżycie. Koszt dla dorosłych 34 zł (dzieci do lat 3 bezpłatnie). 


Do domu wróciliśmy zmęczeni świeżym powietrzem i zadowoleni, że wyrwaliśmy się z domu gdzieś dalej. Pomimo trudnego startu, udało nam się uratować dzień i jeszcze wpaść na kolejny pomysł wyjazdu. O czym zapewne niebawem na blogu 🙂

Previous Buszująca w Pepco!
Next 2 + brzuszek = Babymoon!

Suggested Posts

Widzę, słyszę i uwierzyć nie mogę!

Antkowe myśli zebrane. Część III.

Nie ma to jak praktyczny prezent na Dzień Kobiet!

Hello Monday!

Snack catcher – dla małych i dużych :)

Zimowe miasteczko, czyli nieco inny kalendarz adwentowy.