Dziękuję Ci, Mamo.


Dziękowałam Ci już Mamo z tysiące razy. Za pyszne obiady, na które często lubimy się wpraszać i wszystkie te niedzielne, które gotujesz pół dnia. Dbasz, żeby dla każdego znalazł się na stole smakołyk. Za szneczki z przepisu Twojej teściowej a mojej babci, z ulubionym olejkiem. Za zdrowe jajka, które nam wciskasz pod pachę, gdy już wychodzimy z dziećmi. Za opiekę nad Antkiem i Niną – dajesz nam czas na ogarnięcie spraw, domu i zwykły odpoczynek. Dziękowałam już nie raz za to, że nigdy nie odwiedzasz nas z pustymi rękami.  Że zawsze mogę liczyć na Twoją pomoc, czas i rady. Mogę dzwonić z każdym pytaniem i o każdej porze. Jesteś zawsze w pobliżu. Często nie mam czasu wlecieć do domu na 5 minut, ale czuję, że jesteś blisko.

Wiesz, że czasami prycham i fukam na Twoje rady. Nie zawsze się z nimi zgadzam i chcę żeby było po mojemu. Wiesz, po kim taka jestem 🙂 Mamy za sobą różne momenty – lepsze i gorsze. Czasami kompletnie Cię nie rozumiałam, ale dziś, kiedy sama mam dzieci, przychodzi mi to o wiele łatwiej. I właśnie teraz doceniam Cię bardziej, niż kiedykolwiek.

Patrzę na nasze zdjęcia sprzed 30 lat i pamiętam, jakie to wszystko, co dostawałam od Ciebie, było dla mnie oczywiste. Dla Ciebie pewnie również, bo dbałaś o mnie najlepiej, jak umiałaś. Z drugiej strony potrafię sobie wyobrazić, że nie wszystko zawsze przychodziło Ci łatwo. Miałaś gorsze dni, kiedy nie czułaś się najlepiej. Miałaś obowiązki zawodowe i domowe, swoje plany i marzenia a jednak ja zawsze czułam się w centrum Twojej uwagi. Zrozumiałam to dopiero teraz, kiedy jestem w tym samym miejscu.

Zbliża się Dzień Mamy i to najlepszy czas, żeby Ci podziękować.

Za zabawy, o które prosiłam a Ty ulegałaś, pomimo zmęczenia.

Za dania, które mi robiłaś, zgodnie z moim życzeniem. Do kasztanów z margaryny, kakao i płatków owsianych mam sentyment do dziś.

Za cierpliwość i każde podejście do połknięcia lekarstwa, które trwało wieki, ale nigdy nie kończyło się awanturą.

Za wszystkie wycieczki, bliższe i dalsze, na które mnie zabieraliście a najchętniej zostalibyście w domu, żeby poleniuchować.

Za kanapki rzucane mi z 4. piętra na plac zabaw.

Za grzywki, które podcinałaś od linijki a dzięki którym teraz uśmiecham się do zdjęć.

Za fartuszek uszyty na 5. minut przed wystąpieniem.

Za każdy pocałunek złożony na zdartym kolanie i za każdą otartą łzę.

Za poranne tulenie w pieleszach.

Za wszystkie te drobne, ważne chwile, których ja już dzisiaj nie pamiętam, ale widzę je w codzienności moich dzieci.

Dla mnie byłaś i jesteś najlepsza. I za to Ci dziękuję, Mamo. Wiem, że skwitujesz to jednym zdaniem: “To przecież oczywiste …”. Może i oczywiste, ale na pewno nie zawsze łatwe. A już na pewno coś, za co i tak chcę podziękować.

Album, który widzicie na zdjęciach to oczywiście Printu.pl 🙂

Previous 3 zasady dobrego rodzicielstwa.
Next O co ten cały Snapchat?!

Suggested Posts

11. miesiąc Niny i 3 x TAK.

10. miesiąc Niny i podróże bliższe i dalsze.

Choroba lokomocyjna u dzieci. Jak walczyć z największym wrogiem podróży?

Konkurs Mikołajkowy piwnookiej (+ wyniki)

Neutralny pokój dziecka – kolory, meble i dodatki.

Na śniadanie.