Nie chciałabym mieszkać nad morzem.


Gdybym żyła nad morzem, pewnie nie lubiłabym lata. Byłoby dla mnie synonimem szturmu turystów, korków na ulicach i ściskiem na plaży (i dlatego pewnie bym tam w ogóle nie bywała). Kojarzyłoby mi się z zapachem ze smażalni, budami ociekającymi kiczem, piwem w plastikowych kubkach i petami w piasku. Wnerwiałyby mnie dźwięki maszyn do gier i conocnych imprez. Być może żyłabym z turystyki i wściekała się na niepogodę w takim samym stopniu, jak na upały – te przyciągałyby jeszcze więcej turystów. Wraz z nadejściem jesieni pewnie brałabym głęboki oddech ulgi. Byłabym zmęczona sezonem i pomimo radości ze spokoju, nie mogłabym patrzeć na szkielety lokali i lodziarni pozabijanych dechami – tak bardzo szpecących moje miasteczko.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pewnie morze kompletnie by mi spowszedniało. Nie tęskniłabym za nim cały rok i nie cieszyłabym się jak dziecko z pierwszej wizyty na plaży. Nie wpatrywałabym się w fale, nie szukałabym muszelek i nie zachwycałabym się widokiem dzieciaków, goniących mewy. Nie robiłoby na mnie wrażenia to, jakie potrafi być zmienne – raz jest złowrogie a raz malownicze i sielskie. Nie byłoby dla mnie ani trochę wyjątkowe i nie żegnałabym się z nim z takim żalem.

Dzięki Bogu nie mieszkam nad morzem.

Już tęsknię!

Previous Planujesz zakup wózka? Zobacz, na co koniecznie zwrócić uwagę.
Next Internet w cenie 208 kcal. Serio Orange?

Suggested Posts

Po jedenaste: Nie zmuszaj.

Zaczęło się!

X-lander xMove – wózek idealny? (Nowe fakty!)

Bachor z balonem , czyli jak stracić klienta w 2 sekundy.

Dieta w Święta i pierwsze liczby!

Wyjście smoka, czyli sposób na nie zawsze łatwe pożegnanie.