Internet w cenie 208 kcal. Serio Orange?


Swoje młodzieńcze lata przeżyłam bez komputera i Internetu, kiedy pierwsze komórki nie były smartfonami a zwyczajnymi telefonami. Nie były wtedy oknem na świat, nie dawały tak wiele możliwości i jeszcze nie zastępowały kontaktów osobistych ze znajomymi (choć ogromną popularność zyskiwał komunikator Gadu-Gadu, nadal stacjonarnie oczywiście).

Dziś bez telefonu czuję się jak bez ręki. Jak dla wielu, to moje małe centrum dowodzenia, z dostępem do skrzynki mailowej, banku, notatnika, przeglądarki i wielu sprytnych aplikacji. Bez wątpienia żyjemy w erze urządzeń mobilnych i jestem tego doskonałym przykładem.

Jeszcze nie mam w domu nastolatków i nie za bardzo czuję pokolenie “Z”, ale wiem, że smartfony stanowią istotną część ich życia, zwłaszcza tego towarzyskiego. Jeśli dla nich dostęp do Sieci jest tak naturalny, jak oddychanie, to mogę sobie wyobrazić ich frustrację, gdy pakiet danych nagle się wyczerpuje …

I tu do akcji wkraczają Orange z Nestle.

Wystarczy kupić baton Lion a z pomocą kodu, umieszczonego w środku opakowania, zapewnić sobie Internet na kolejne 24h. I można sobie ten stały pakiet wystukiwać regularnie, do wyczerpania zapasów lub do końca akcji (luty 2016). Genialne, prawda?

No właśnie nie bardzo. Albo inaczej: zależy dla kogo. Promocja sama w sobie bardzo fajna, pewnie sama bym z niej skorzystała. Niestety przy okazji pokazano środkowy palec akcji usuwania śmieciowego jedzenia ze sklepików szkolnych* (czyli również ogólnokrajowej dyskusji na temat chemii, cukru i tłuszczu w produktach i potrawach) i próbom tworzenia warunków do promowania zdrowego odżywiania. Nie rozumiem kompletnie, jak firma, dla której odpowiedzialność społeczna wydaje się być ważną kwestią, zdecydowała się podsuwać dzieciakom batoniki. Nie zawierają w sobie nic wartościowego – kupa węglowodanów, tłuszcz, cukier i 208,55 kcal/sztuka (źródło, bo opakowania brak). No ale jest wabik w postaci 100 MB.

Reklama batonu od początku skierowana była do młodzieży, stąd zapewne pomysł na promocję. Bo któż nie połasi się na “darmowy” Internet, jeśli nie młodzi? Oni też stanowią największą grupę posiadaczy telefonów na kartę a dla takich klientów obowiązuje promocja. Cała akcja jest więc sprytnie przemyślana, ale ja nadal nie rozumiem, dlaczego ten cholerny baton? Nestle to przecież również wody mineralne, ot Nałęczowianka. Czy nie byłoby świetnie, gdyby tak propagować picie wody zamiast słodzonych, gazowanych napojów? Jestem pewna, że gdyby jeden z drugim kupił butelkę dla kodu, to by ją też wypił. To zawsze lepsze niż zjedzenie batonu. I były WIN-WIN a tak nie jest.

Orange nie jest wyjątkiem.

Oczywiście, że nie jest. Z pamięci mogę wymienić akcje firm, które podpowiadają nam, jak zaoszczędzić, kupując więcej. Wielosztuki, 3 za 2, kolejny lód w nagrodę za zjedzenie pierwszego … Jednak omawiana promocja budzi mój szczególny niesmak, bo pokazuje hipokryzję wielkich koncernów. Powołana Fundacja Orange wspiera rozwój dzieci, edukuje, dba o ich bezpieczeństwo w Sieci a jednocześnie wpycha im w ręce niezdrowe jedzenie. I to właśnie jest bardzo słabe.

(zdjęcie: flickr.com, autor: tgraham)

* Do nowelizacji ustawy i jej skutków mam trochę zastrzeżeń, co nie zmienia faktu, że działania były potrzebne.

Previous Nie chciałabym mieszkać nad morzem.
Next Czasami wiele mi nie trzeba.

Suggested Posts

Tata Antka fajny jest!

Ciąże dwie.

DIY: Płatki śniegu.

O tym, co zachwyciło nas w Rzymie.

Wstydźcie się, Superstyler!

Ratunku, tu biją!