Czasami jestem ważniejsza. Ty też!


W porannym, cotygodniowym poniedziałkowym cyklu Hello Monday! zaprosiłam Was do pewnej zabawy. Pięć krótkich pytań z konkretnym zadaniem: postawić diagnozę i podpowiedzieć Wam, czy już macie bzika na punkcie swojego dziecka, odsuwając sobie i swoje potrzeby na dalszy plan, czy już nie. Oczywiście tak z przymrużeniem oka, no proszę Was! Jestem strasznie ciekawa, czy zrobiłyście ten test i jaki otrzymałyście wynik. U mnie całkiem nieźle, choć kto wie, co by było, gdyby nie Nina 😉

Nie znoszę uogólnień i tych dramatycznych stereotypów o mamach w dresie, zaniedbanych i sfrustrowanych. Wiem, że one są i żyją wśród nas (każda czasami jest jedną z nich), ale bez przesady! Gdzie nie spojrzę widzę fajne, aktywne mamuśki, które może nie mają tyle czasu dla siebie co kiedyś, ale które nadal są aktywne, lubią się ubrać, zrobić fryz i wyjść jak człowiek do Lidla.

Faktem jest jednak, że rodzicielstwo a zwłaszcza macierzyństwo nas zmienia. Odbija nam wszystkim bez wyjątku – czasami wcześniej, czasami później –  co jest naprawdę pocieszające. Bo to, że dziecko jest najważniejsze, jest pewne bez dwóch zdań, ale przecież wraz z nim nie znikamy my – kobiety. Dotąd aktywne, ciekawe świata i ludzi, z własnymi pasjami, comiesięcznym PMS’em i małymi, skrywanymi obsesjami. A tymczasem wraz z urodzeniem dziecka coś nam się takiego dzieje w głowach, że dosłownie dziczejemy. Czasami na długie lata, choć niektóre z nas potrafią się i w kilka tygodni ogarnąć. Na nas zresztą się nie kończy, bo w zasadzie wraz z nami dziczeje nasze otoczenie. Pokażcie mi Dziadków, którzy nie szaleją za swoimi wnukami. I już tak naprawdę nie wiem, co wynika z czego, czy nasza postawa nie jest właśnie odpowiedzią na oczekiwania całej rodziny i społeczeństwa?

Wiem natomiast, że choć byśmy umierały z głodu, rano zawsze najpierw nakarmimy dzieciaki. Choć wybywamy na samotny shopping, i tak wracamy z siatami zdobyczy z działów dziecięcych. A kiedy na parę godzin zostawiamy nasz dom i zapominamy o Bożym świecie, dopiero po jakimś czasie wyzbywamy się wyrzutów sumienia a same siebie określamy jako #złamatka zupełnie żartobliwie.

Jak chyba we wszystkim, i tu najważniejszy jest zdrowy rozsądek i dobra dawka zdrowego egoizmu. Każda z nas potrzebuje sposobu na odnajdywanie spokoju i równowagi. Do wpisu zaprosiłam kilka fantastycznych mam, które zgodziły się podzielić z Wami swoją opinią w temacie. Zobaczcie, jak mądrze i ciekawie prawią 🙂

Ania / Boodzik.pl

boodzik

O ile w życiu staram się być egoistką, w macierzyństwie trochę się zatraciłam. Na początku. Z czasem, kiedy moja obecność nie była konieczna 24 godziny na dobę, zaczęłam sprawiać sobie małe przyjemności. Książka i kawa w łóżku, relaksacyjna kąpiel czy samotny spacer. Prawda jest taka, że u większości z nas przychodzi taki etap, w którym skok po bułki do sklepu daje chwilę potrzebnego wytchnienia i energię na resztę dnia. Pamiętam pierwsze zakupy w warzywniaku! Nie potrafię opisać tego poczucia wolności 😉

Tymczasem ostatnie trzy miesiące w Polsce były dla mnie bardzo intensywne, bo wszystkie sprawy musiałam podomykać sama i siłą rzeczy w opiekę nad dzieckiem zaangażowałam dziadków. Między jednym urzędem a drugim zahaczyłam o kilka koleżanek, fryzjera i kosmetyczkę. Obecnie choćby pomalowanie paznokci wymaga planu (i ciążowej gimnastyki), ale za kilka dni przylatują posiłki. Bez cienia wątpliwości zostawię dziecko w doskonałych rękach i pójdę z mężem na randkę. Być może jedyną w tym roku.

Kamila / Olomanolo.pl

Macierzyństwo mimo swoich trudów nie zamknęło mi oczu na znajomości, przyjaźnie i czas, który mogłabym poświecić w stu procentach wyłącznie na siebie. Pamiętam, że kiedy byłam w ciąży myślałam bardzo egoistycznie o tym, jak zmieni się moje życie po urodzeniu dziecka. Nie miałam na myśli imprez w każdą sobotę, ale zwyczajne spotkania ze znajomymi, zakupy w samotności, czy kawa z przyjaciółką. Wyobrażałam sobie wtedy, że macierzyństwo zamyka matkę ze swoim dzieckiem w domu na 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Myślałam tak, bo takie miałam wzory wokół siebie. Moje koleżanki bliższe i dalsze wydawały mi się zwyczajnie perfekcyjnymi mamami oddanymi w 100 % swoim dzieciom. Tam nie było czasu dla siebie, na to żeby pójść do fryzjera, zrobić paznokcie czy pójść na siłownię. Tego się bałam, bo znam siebie i wiem, jak trudno jest mi zrezygnować z pewnych rzeczy.

Narodziny mojego syna było czymś najpiękniejszym, co mogło mi się przytrafić. Początkowo nie wyobrażałam sobie zostawić go z kimś innym nawet na 5 minut. Ale kilka tygodni (hmmm czytaj 3) po porodzie stwierdziłam, że skoro mały ciągle śpi, to ja w tym czasie mogę zrobić coś dla siebie…

Zaczęło się od ekspresowych zakupów w galerii, wyjść na basen i wizyt u fryzjera. Było mi wtedy tak fantastycznie, a wiedząc, że młody jest w dobrych rękach swojego taty zaczęłam zostawić ich na dłużej. Pamiętam swój pierwszy raz, kawa z przyjaciółką bez młodego? To było takie genialne doświadczenie. Zaczęłam wtedy doceniać każdą minutę swojego czasu. Uważam, że takie podejście jak moje jest zdroworozsądkowe. Nie można zatracać się w 100% w macierzyństwie zapominając o sobie i swoim świecie. To że wyjdziemy do kina, albo galerii handlowej nie uczyni z nas złych matek. Przecież dziecko kocha bezgranicznie, nie patrząc na to, że danego dnia mama poświęciła mu tylko 23 godziny, zamiast 24. A szczęśliwa kobieta, to szczęśliwa mama.

Moja rada jest taka: pogadaj ze swoim facetem i wyjaśnij mu, że Ty też potrzebujesz czasu dla siebie, wysyłaj go na regularne spacery z dzieckiem, dzielcie sie opieką, ale nie zapominajcie także o wspólnie spędzonym czasie. Jeżeli masz w pobliżu babcię albo dziadka, to wykorzystaj to. To taka dwustronna radość, babcia się cieszy, ze może spędzić czas z wnukiem, a Ty jesteś zadowolona, że masz czas dla siebie..Możesz robić wtedy to, na co tylko masz ochotę! Zacznij małymi kroczkami, z dnia na dzień po trochu. I pamiętaj, wyjście do kina, czy na kawę nie czyni z Ciebie złej matki:).

Magda / Szczesliva.pl

szczesliva

Dość często zdarza mi się mieć wszystkiego powyżej uszu. Terminy gonią, telefony uparcie dzwonią, każdy czegoś ode mnie chce, a najwięcej żąda moje dwuletnie dziecko. I oczywiście ma do tego pełne prawo! Ja wtedy staję na rzęsach, udaję superwoman, dwoję się i troję, przyklejam sobie do twarzy banana i uparcie twierdzę, że wszystko jest cacy. A nie jest! Bo w tym wszystkim zdecydowanie brakuje mi tej godziny lub dwóch dla siebie, które mogę spędzić w 100% po swojemu. Oddać się czynnościom, na które brakuje mi czasu. I wtedy w ferworze tych moich wewnętrznych zmagań i potrzeb, ładuję moje dziecko na kolana swojego Taty, wydaję kilka dyspozycji, mówię że wrócę jak się ogarnę i wychodzę z domu. Trzaskam drzwiami, rozwijam na schodach prędkość przelotową i NIE MA MNIE! A wtedy najlepszą dla mnie terapią jest krótki maraton po lumpeksach. To mnie totalnie odpręża. Nie muszę kończyć z jakimiś wielkimi zakupami. Wystarczy, że kupię sobie kapelusz, albo inny mniej lub bardziej przydatny przedmiot. Liczy się sam lumpeksowy rytuał, który odhaczam raz na jakiś czas. Później wbijam do ulubionej kawiarni. Zamawiam rogalika z migdałami i duże cappuccino bez dna. I gapię się w przechodzących po Krakowie turystów. Tak! ! wtedy właśnie jestem ważniejsza niż te stosy prania, niż miauczące i trzymające się moich nogawek dziecko i cała mniej reszta 😉

Ania / Anielno.pl

Pamiętam jak tydzień po porodzie (dokładniej 5 dni) musiałam wyjść z domu. Tydzień później byłam na spotkaniu z klientem…ledwo co zaczęłam siadać normalnie. Pamiętam to uczucie, że robię coś złego, bo nie ma mnie przy Małej. Jeszcze wtedy, hormony zalewały mój mózg i brak racjonalnego myślenia przejawiał się tym, że myślałam, że dobra matka to taka, która staje się nierozerwalną częścią swojego dziecka. Uważałam, że wyrodna i #złamatka to właśnie ja.
Maksyma: “Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko” jest jak najbardziej na miejscu w wielu przypadkach. Uważam, że trzeba dać upust tym złym emocjom, które potęgują się w kobiecie z każdym nieudanym usypianiem, ząbkowaniem, marudzeniem itp. Ja proponuję wsłuchać się w siebie i zadbać o swój spokój, bo ta zła energia przechodzi z matki na dziecko. Nie jestem typem, który rzucił się w wir pampersów i kołysanek 24 h. Ja każdy swój wolny czas poświęcam dla siebie. Pracuję, bloguję i tak naprawdę nie mam czasu myśleć, czy jestem zła, czy dobra… uważam, że jestem najlepsza dla mojego dziecka. Nie muszę szukać odskoczni, bo tych odskoczni w tym momencie mam za dużo. Tak naprawdę nie wiem w co włożyć ręce. Prawdopodobnie dlatego twierdzę że macierzyństwo mnie uskrzydla, bo kiedy widzę jakiś sukces na koncie, to nawet to okropne ząbkowanie nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Po pojawieniu się Małej, trzeba było się przeorganizować i nauczyć żyć z dzieckiem (początki nie były łatwe). Teatr, basen, kino…nic się nie zmieniło, ale to dzięki temu, że mój mąż ze mną współpracuje i mogę liczyć na jego pomoc. Od dwóch dni kombinuje jak tu się wyrwać na staż zagraniczny ( z dzieckiem u boku). Jak się uda to jeden wakacyjny miesiąc będziemy relacjonować z Wysp Brytyjskich. Można? Można! A na słowo “Nie mam czasu” jestem w wielu przypadkach uczulona. To pisałam ja – #złamatka

Justyna / Flowmummy.pl

Zdrowy egoizm? To przecież moje motto! Umówmy się – z trójką dzieci w domu czasu dla siebie mam minimum, ale MAM! Jestem dla siebie tak samo ważna jak moje dzieci więc czemu miałabym sobie oszczędzać na czułościach? No dobra, dziwnie brzmi, ale jak dbać o dzieci skoro nie umiemy dbać o siebie? Mój czas, kiedy jestem tylko dla siebie, jest dla mnie bardzo ważny i codziennie o niego walczę! Jak? Na przykład wstaję o 5 tylko po to by w samotności i spokoju wypić poranną kawę, uczesać się, pomalować. Wolisz spać? Ok, dla mnie dbanie o siebie, swoje zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż godzina w łóżku. Już dawno odkryłam, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko więc nie żałuję sobie wyjść do kina, wieczorów z książką czy całodniowych zakupów. Korzystamy wszyscy: ja – bo się relaksuję, mój M – bo zacieśnia więzi z chłopakami, no i dzieci – bo mają wypoczętą i szczęśliwą mamę, a nie taką która jęczy jaka to jest zarobiona, chociaż pół dnia spędza w telefonem w ręku. Dzieci to normalni ludzi, a spędzanie z kimkolwiek 24h/7 jest po prostu niezdrowe. Dla mnie to dosyć oczywiste…

Agnieszka / Wronek.pl

Moim największym “grzeszkiem” jest karmienie piersią z telefonem w ręku. Nie, nie wpatruję się z miłością w córkę, gdy spożywa swój posiłek (no dobra, czasaaami). Ona robi swoje, a ja zazwyczaj korzystam w tym czasie z telefonu. Córeczkę kładę na poduszce do karmienia, dzięki czemu mam zawsze obie ręce wolne, podłączam małą do mlekopoju i wykorzystuję ten czas na nadrabienie zaległości na Instagramie. Sprawdzam co tam słychać u innych Instamatek, ewentualnie sama wrzucam jakieś nowe zdjęcie. To jest mój czas relaksu. Mało tego – bardzo często w tym czasie leci bajka dla starszego… taka ze mnie “zła matka” 🙂

Aleksandra / Mamwatpliwosc.pl

 

Radomska uskutecznia handel ludźmi. Kiedy tylko może sprzedaje dziecko dziadkom i wychodzi, choćby do mieszkania drugich dziadków, żeby iść spać, obejrzeć serial, symultanicznie ogolić nogi i wyregulować brwi, a nie w odstępach kilku tygodni. Każda matka na początku ma taki etap “że nie odda dziecka nikomu”, na szczęście mija. Ja wychodzę też dla własnego zdrowia, jak widzę co dziadkowie wyprawiają z Lenonem dostaję spazm. Druga metoda to żłobek. Lenka chodzi tam na kilka godzin, żebym ja mogła realizować drobne zlecenia, a ona wyżyć się z dziećmi. Te kilka godzin bez dziecka, nawet prz pracy, naprawdę wyposaża w ekstra cierpliwość. Trzecia, banalna,choć nie dla wszystkich, to tata Lenona. Co sobotę małoletnia zostaje oddelegowana do niego,ażeby matka mogła odespać nocne imprezy, które Lenon uwielbia.

Monika / Kamperki.com

Czasami jestem ważniejsza..
..ale tylko czasami. Co ja będę ściemniać, przysłoniła mi życie, czas i słońce. Teraz Ona jest moim życiem, to dla niej płynie czas i świeci blaskiem, przy którym słońce może się schować.
Świat stanął na głowie, ale nie zmieniło to faktu, że nadal jestem kobietą. Śpię, jem, czytam, tańczę, ubieram się, maluję, czeszę, spotykam z przyjaciółmi. Tak, robię to. Wyłączam się, koncentruję na sobie. Jestem samolubna?
Faktycznie natura zaprogramowała nas tak, by dbać, troszczyć się i skakać wokół naszych pociech i domostw. Tak jesteśmy stworzone i obdarzone instynktem. Tego nie zmienimy. Ale pośrodku tego o co dbamy, jesteśmy MY, kobiety najważniejsze, o które kto ma zadbać, jak nie my same? Dlaczego mamy porzucać swoje pragnienia, potrzeby i nas same dla dobra innych. Dlaczego wszyscy stają się ważniejsi niż my ?
Nie raz zdarzyło mi się powiedzieć: nie miałam czasu na prysznic, nie ubrałam się dzisiaj, nie posprzątałam, bo nie ma to sensu, nie mam na nic czasu. Ale w samą porę puknęłam się w głowę! Halo! Monika. Wyluzuj.
Ostatni tydzień był cały mój.
Poniedziałek: pedicure. Stópki nówki, błyszczące paznokcie. Wracam z uśmiechem do domu, i co widzę? Wszystko stoi na miejscu, dziecko wykąpane, mąż zrobił kolację…
Wtorek: fryzjer. Kolor odświeżony, włosy błyszczą jak naoliwione, humor niesamowity. Wracam z uśmiechem do domu, i co widzę? Wszystko stoi na miejscu, dziecko nakarmione, mąż odpoczywa na kanapie…
Środa: paznokcie. Odrostu nie ma, cyrkonie błyszczą, pachnie oliwka na skórkach. Wracam z uśmiechem do domu, i co widzę? Wszystko stoi na miejscu, dziecko bawi się klockami, mąż obok leży na podłodze…
Czwartek: zakupy. W końcu kupiłam sukienki w rozmiarze większym niż 92. Naprzymierzałam się szczęśliwa. Wracam do domu, i co widzę? Wszystko stoi na miejscu, dziecko i mąż śpią..
Piątek: Liwia pojechała do dziadków. Oddawałam ją ze łzami w oczach. Ale dostałam w zamian kolację i kino z mężem. Dawno tak się nie śmialiśmy i nie bawiliśmy.
W sobotę odebraliśmy dziecko. I chociaż szczęście to było niesamowite, to przez ten jeden dzień ŚWIAT SIĘ NIE ZAWALIŁ. A ja? Nabrałam energii na kolejne tygodnie, bo takie dni nie zdarzają się często.
Warto pomyśleć o sobie. Złapać oddech, wypić kawę, choćby podczas drzemki malucha. Wszystko się da, trzeba tylko chcieć. To, że jest się mamą, nie jest żadną wymówką. Mama też może być piękna, wypoczęta, szczęśliwa i zadbana. Grunt to dobra organizacja. Zasługujemy na to.

***

I jak to jest z Wami, drogie mamy? Myślicie czasami wyłącznie o sobie? Zdarza Wam się rzucać wszytko i uciekać z domu?

(zdjęcia: boodzik.pl, olomanolo.pl, szczesliva.pl, anielno.pl, flowmummy.pl, wronek.pl, mamwatpliwosc.pl, kamperki.com)

Previous Hello Monday!
Next Matka Natura czyta dzieciom.

Suggested Posts

Świąteczne ciasta na naszym stole.

DIY: Wiosenne projekty dla dzieci.

To już rok!

Liebster Blog Award

Hello Monday!

Lalka przyszłość Ci zdradzi.