W te Święta dostałam najlepszy prezent ever!


To były cudowne, choć trochę nietypowe Święta. Na zdjęciach zobaczycie jedynie skrawek, natomiast resztę Wam pokrótce opiszę. Pod względem wspaniałych ludzi, ciepłej atmosfery, kuszących zapachów i obłędnych smaków, były takie, o jakich marzę co roku. Ale z drugiej strony były szalone i w dużej części niedopracowane. Dziś, kiedy dobiegają końca wiem jedno: wspólne chwile znów pokazały, co w życiu najważniejsze i że niedociągnięcia nie są w stanie popsuć tych magicznych chwil.

W tym roku zabrakło mojej jedynej babci. Nie było jej z nami, nie przyszła od niej kartka na Święta, nikt nie łapał za telefon, żeby do niej zadzwonić. Jej odejście zamknęło pewien etap w naszym życiu i czuliśmy tę dziwną pustkę. Puste nakrycie na stole było bardziej wymowne niż kiedykolwiek wcześniej …

Pomimo świątecznej atmosfery, jeszcze podczas gorączkowych przygotowań docierały do nas złe i smutne wieści: z Syrii, z Turcji, z Niemiec. Każda kolejna wiadomość, jak choćby ta o katastrofie rosyjskiego samolotu czy śmierci nieodłącznej części Świąt – Georga Michaela, to moment zadumy i smutna refleksja nad ulotnością życia i brutalnością czasów, w których żyjemy.

Dość chaotyczne były te ostatnie dni i nie zliczę rzeczy, których nie udało mi się wykreślić z listy. Nie umyłam na czas wszystkich okien, nie wypucowałam dokładnie podłogi. Nie zdążyłam zrobić sałatki i kompletnie zapomniałam o jemiole! Choinka zaczęła gubić igły na kilka dni przed Wigilią i dziwię się, że nadal stoi. Potem któryś sznur lampek nie wytrzymał próby czasu i ratowałam sytuację zapasowym. Moja wewnętrzna perfekcyjna pani domu nie była zadowolona, ale machnęłam ręką i nie dopuściłam, aby choćby w najmniejszym stopniu wpłynęło to na mój nastrój.

Święta były jak zwykle rodzinnym i leniwym czasem, pełnym śmiechu i serdeczności. Wigilia tradycyjnie już podwójna, najpierw u moich Rodziców, później u Teściów. A następnego dnia wielkie wspólne biesiadowanie, z kolędami, zabawą i piskiem dzieciaków oraz jedzeniem pyszności pod sam korek. Każda potrawa dopracowana do perfekcji, wyczekiwana od kilku dobrych miesięcy. Bo przecież karp, kapusta i barszcz najlepiej smakują właśnie w Święta, prawda? 🙂 A jeszcze gdzieś trzeba zmieścić makiełki, krokiety oraz pierogi z kapustą i grzybami, pasztet, domową kiełbasę i własnoręcznie uwędzone mięsiwo.

Dzieciaki biegały podekscytowane i cieszyły się z prezentów. Antek doczekał się wymarzonych zestawów Lego a Ninę zachwycił domek świnki Peppy. To już nasza rodzinna tradycja, że pierwszy prezent otwierają w wigilijny poranek a resztę zabieramy ze sobą do Dziadków. Dzień przed zostawiamy mleko i ciasteczka dla Św. Mikołaja a marchewki dla Rudolfa. Możecie sobie wyobrazić, jakie emocje towarzyszą nam od samego rana 🙂

Dla mnie prezenty miały w tym roku raczej niewielkie znaczenie. Nie miałam żadnego konkretnego pomysłu a i priorytety były inne. Owszem, z każdego upominku cieszę się jak dziecko, choć zawsze radość z obdarowania bliskich jest nieporównywalnie większa. Zdecydowanie największe szczęście dało mi zdrowie nas wszystkich a zwłaszcza dzieciaków. Fakt, że mogliśmy spędzić ten czas razem a Antkowi i Ninie nic nie przyćmiło magii i beztroski. To brzmi banalnie, bo przecież tego życzymy sobie i innym, ale jak się tak człowiek rozejrzy dookoła i posłucha o Świętach w szpitalu, to nagle uzmysławia sobie, jak wielkim jest szczęściarzem.

Mam nadzieję, że Wasze Święta były równie udane i pozbawione gonitwy. Że zapiszą się w Waszej pamięci jako cudowny i prawdziwie magiczny czas. Kiedy “bycie razem” było szczęściem w samym sobie.

Previous DIY: Świąteczne ozdoby, czyli COŚ z niczego, co na pewno zaciekawi dzieciaki.
Next Zadbaj o nie już dziś i rób to regularnie! Zobacz, jak ja to robię.

Suggested Posts

Pielęgnacja skóry jesienią i zimą, czyli kosmetyki do zadań specjalnych!

Na śniadanie.

Bezbarwna galaretka w trzech odsłonach!

Na śniadanie.

Mała kuchnia, wielki efekt – Duktig na 40 sposobów.

O tym, jak paczka paluszków stała się ważną lekcją wychowawczą dla mnie.