Matka Natura nie znosi Twojej znieczulicy.


Jest słoneczne, letnie południe. Słychać żyjące miasto – ptaki na drzewach, szum jeżdżących aut i odgłosy pozdrawiających się sąsiadów. Inaczej w mieszkaniu – tu od wczesnego ranka cicho i pusto. Jakiś czas temu domownicy w pośpiechu wybyli do szkoły i do pracy. Została tylko ona. Drobna staruszka, nazywana  mamą i babcią, a czasami (kiedy wydaje się siedzieć zbyt daleko by nie słyszeć) również “Twoją matką” albo “starą sklerotyczką”. Siedzi tak codziennie w swoim pokoju, przy swoim stole, na swoim krześle, zbyt słaba, by samotnie wyruszyć gdzieś dalej niż do kuchni czy łazienki. Zbyt nieporadna, by włosy ułożyć w fantazyjny kok, który kiedyś był jej znakiem rozpoznawczym. I też zbyt rozkojarzona, by pamiętać o zakluczeniu drzwi wejściowych.

Kiedyś chciała poczuć się jak dawniej i wyszła na chwilę do osiedlowego spożywczaka, po ulubiony dżem. Z chwili zrobiło się kilka godzin, bo zamiast do sklepu, skręciła do pobliskiego parku. Tam spotkała znajomą i przypomniała sobie, jak to miło do kogoś otworzyć usta. Te kilka pięknych godzin wolności skończyło się okropnie. Syn ją dopadł cały zdyszany, wyszarpnął niemal z ławki i zaprowadził do domu. Tam synowa wymachując kluczami, zrobiła wykład o jej zapominalstwie i nieodpowiedzialności. Że naraża bliskich na nerwy i ryzykuje zdrowie a nawet życie. A potem oboje wydali zgodny wyrok: Zakaz wychodzenia z domu bez opieki, pod ich nieobecność.

Siedzi więc od tego czasu przy swoim okrągłym stole, przy którym odbywały się kiedyś wielkie, niedzielne obiady. Pamięta głośne rozmowy i dzieci biegające dookoła. Nasłuchuje dźwięków miasta i przypomina sobie te wszystkie lata gonitwy po sklepach. Nie po ubranie, ale po dobrą kiełbasę, po masło i ulubione lizaki dla wnucząt. Czasami jej wzrok zatrzymuje się na pomarszczonych dłoniach, kiedyś sprawnych i pracowitych. I zastanawia się, kto dziś chodzi po jej ogródku. Czy pamięta o podlewaniu wschodzących nowalijek? A może jej grządek już nie ma? Odgania wszystkie te myśli, które znów tylko spędzą melancholię i tęsknotę za czasami, kiedy była sprawna i żyła. Po prostu.

Jej wzrok pada na gazetę leżącą na stole. Znów ktoś za daleko ją odłożył. A przecież wszyscy wiedzą, bo prosiła już tyle razy. Unosi się z wielkim trudem z krzesła, ale nic to nie daje. Nie ma siły sięgać po kule, kiedy do pokonania ma niewiele ponad metr. Ciągnie delikatnie za obrus i powoli przysuwa do siebie gazetę. Jeszcze kawałek, odrobinkę … i nagle ręka jej więdnie, opada bez życia wzdłuż tułowia. A wraz z nią obrus. I gazeta, szklanka zimnej, niewypitej herbaty, miseczka truskawek … Wszystko na podłodze a ona już wie, że znów będzie wykład.

– Jezus Maryja, co tu się stało?! – pierwsza wpada synowa.

– Spadło mi wszystko, chciałam … – zaczyna, ale wie, że zupełnie niepotrzebnie.

– No czy mama zwariowała? Tyle razy mówiliśmy, żeby uważąć! A jakby na stole stało coś gorącego?! – synowa na zmianę gestykuluje i gorączkowo wyciera herbatę.

Jak wariatka! Toż to tylko herbata, zimna. – myśli siedząca bezczynnie staruszka. Widzi, jak wzrok synowej pada na truskawki:

– Jezu, plamy zostaną! Chodź zobacz, co narobiła! – woła męża (a syna staruszki).

– Mamo, co Ty znowu nawywijałaś? – wtóruje mąż swojej żonie (a synowej staruszki).

– Nic się nie stało, ja tylko chciałam przejrzeć. – pomarszczona, słaba dłoń sięga po gazetę.

– Zostaw mamo! Już nic nie ruszaj. – zatrzymuje ją energiczne pacnięcie w rękę.

– Ubranie ma też mokre. O tu jej poleciało na spodnie. – zauważa synowa i niebyt delikatnie podciąga teściową z krzesła. – Idziemy się przebrać.

Przebieranie w nerwach i pośpiechu. Nic się nie stało przecież. To tylko herbata, dywan … myśli staruszka i zupełnie nie rozumie szumu, całych tych nerwów. Następnym razem dla świętego spokoju daruje sobie tę gazetę – postanawia, ale wie przecież, że za jakiś czas znów coś się stanie albo znów o czymś zapomni. Nie na złość. To się po prostu przytrafi: ziemniaki na gazie zupełnie wylecą jej z głowy, nie usłyszy telefonu, zostawi włączony telewizor i pójdzie się położyć. I za każdym razem będzie afera – wykłady, gesty, szturchania i klaps po łapach. A ona po raz setny zada sobie pytanie: Kiedy to się skończy …?

***

Co myślisz, czytając scenę opisaną wyżej? Jak zazwyczaj komentujesz doniesienia, że znów w jakiejś rodzinie albo kolejnym domu (nomen omen) spokojnej starości jego mieszkańcy są wiązani, bici albo głodzeni? Ogromna krzywda … to prawda. A teraz wyobraź sobie, że tą staruszką jesteś Ty. Los zakpił z Ciebie okrutnie, bo to, co odbierasz jako brak szacunku, miłości i pospolitą przemoc, sam/a często i gęsto stosowałeś/aś wobec dziecka, jako najnormalniejszą metodę wychowawczą na świecie! Kiedy nie pytałeś/aś, nie słuchałeś/aś a zakazywałeś/aś i zmuszałeś/aś. Kiedy klaps (ręką, albo paskiem czy kablem – to zawsze było drugorzędne) był formą dyscypliny i nauki. Nie miałeś/aś czasu i cierpliwości, wystarczyło przełożyć przez kolano, czasami dopaść dziecko skulone gdzieś w kącie i zamachnąć się trzy razy. Żeby lekcja została zapamiętana.

No więc jesteś tą staruszką. Jeśli masz poczucie żalu, smutku, ogromnej niesprawiedliwości i krzywdy dlatego, że ukochana osoba traktuje Cię jak przedmiot, to może w końcu zrozumiesz, że tak samo czuje dziecko. Różnica jest taka, że ono nie potrafi swoich uczuć nazwać, nie wspominając już o zakomunikowaniu ich Tobie. Jeśli nie mówi, nie znaczy, że nie czuje. Zresztą, przecież płacze wtedy i krzyczy “Ała, boli!”, ale kto by słuchał dziecka? Wiadomo, że nie chce dostać lania, Ty też byś nie chciał/chciała. Więc może przestaniesz w końcu powtarzać tę głupotę, że klaps to nie jest bicie a Ty nie raz dostałeś/aś na tyłek i wyrosłeś/aś na ludzi? No właśnie nie wyrosłeś/aś, jeśli nie rozumiesz, czym jest szacunek do drugiej osoby. Na tym polega Twoje nieszczęście. I Twojego dziecka oczywiście też, nawet bardziej.

Jak ma niby wyrosnąć na dumnego człowieka, z niepodważalną pewnością swojej wartości, jak od najmłodszych lat dostawał po dupsku, do tego podwójnie jeśli miał czelność się odezwać? Jak w przyszłości kobieta ma odeprzeć niestosowne, seksistowskie uwagi szefa, jeśli już w dzieciństwie poznała, czym jest hierarchia i że lepiej jej nie podważać?

Ceną Twojej znieczulicy jest znieczulica Twojego dziecka. Tak jak Ty relatywizujesz pewne zasady teraz, tak ono będzie robiło w przyszłości. Uderzy dziecko a później może uderzy też Ciebie. Będzie miało świetne usprawiedliwienie. I tego właśnie nie mogę znieść.

***

PicMonkey Collage2

Trzy mamy, trzy blogerki znają Matkę Naturę z każdej jej strony. Same walczyły o dobry i zdrowy poród, o karmienie naturalne, o własne wybory. Teraz dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zapraszają na cykl wpisów, poświęconym świadomemu macierzyństwu w zgodzie z naturą. Nie będzie polemiki z innymi metodami, nie będzie dyskredytowania odmiennych przekonań. Wierzymy, że bez względu na dokonywane wybory, każda mama chce dla swojego dziecka najlepiej. My tylko pokazujemy i polecamy nasze.

Dotychczas ukazały się wpisy na następujące tematy:

(zdjęcie: flickr.com)

Previous Im dalej w las, tym więcej drzew. O serialach, które rozczarowują.
Next Dzień z życia.

Suggested Posts

Konkurs Mikołajkowy piwnookiej (+ wyniki)

Gdy walizka dostaje drugie życie …

Hello Monday.

X-lander xMove – wózek idealny? (Nowe fakty!)

Trochę mi wstyd, ale opowiem Wam tę historię!

Bye bye wakacje!