Matka Natura o zachciankach w ciąży, czyli co podpowiada nam ciało.


Wraz z potwierdzeniem ciąży zwykle zaczyna się rewolucja. Zmienia się nie tylko Twoje ciało, ale i głowa – przeczesujesz Internet i książki w poszukiwaniu informacji o ciąży – rozwoju dziecka i zmianach, jakie zajdą w Twoim ciele, biegasz do lekarza, robisz zalecane badania, przyjmujesz witaminy i oczywiście postanawiasz pilnować wagi.

Pewnie, że uzmysłowienie sobie, jak niebezpieczne dla zdrowia i życia mamy oraz dziecka może być bezrefleksyjne tycie lub celowe ograniczanie przyrostu wagi w ogóle, jest bardzo ważne. Tymczasem serwisy parentingowe idą (nawet jeśli w dobrej wierze) o krok dalej. Nie tylko oferują narzędzia kontroli wagi w postaci kalkulatorów. Wyznaczają granice i apelują do zdrowego rozsądku.

Jedząc bez opamiętania, przyszła mama szybko zacznie przypominać kobiety z obrazów Rubensa. A to jest nie tylko niezbyt ładne, ale przede wszystkim niezdrowe – dla niej i dziecka. (źródłó: www.poradniktozdrowie.pl)

Niektóre z nich starają się w zabawny sposób opisać najczęstsze figury ciążowe – od węża, który połknął arbuza, po galaretkę w kształcie jabłuszka (!). Jak ma to rozbawić przyszłą mamę o i tak nadszarpniętej samoocenie? Nie wiem. Wiem natomiast, że gdzieś pomiędzy tabelkami, wyznacznikami BMI, zakazami i nakazami, jest NATURA, która wie, co robi. Dlatego też świetną postawą, przy zachowaniu odrobiny zdrowego rozsądku i przy regularnej kontroli wagi, jest odstawienie tabelek, nie słuchanie głosów i rad, co powinniśmy jeść a czego nie a wsłuchanie się w to, co mówi nasze ciało.

Natura wymyśliła zachcianki. Nie jakieś tam ochoty, czy apetyty. To bardziej ogromna, ciężka do pohamowania potrzeba zjedzenia czy wypicia konkretnej rzeczy. Teraz, natychmiast! Przez całe miesiące, każdego dnia … Mogą to być dania albo produkty absolutnie zaskakujące, o dziwacznych połączeniach. Takie, przy których kiszone ogórki z dżemem brzmią jak zbyt dobrze znany kawał – słabo! Czasami ta niewyjaśniona potrzeba spada na nas nie wiadomo skąd, czujemy ją gdzieś w środku. A czasami uruchomiona zostaje przez reklamę w TV albo gazetkę promocyjną marketu, którą przeglądamy od niechcenia.

Jedni twierdzą, że za zachcianki odpowiedzialne są po prostu hormony. Tak jak w każdym cyklu, przed okresem zwykle mamy większą ochotę np. na czekoladę, tak ten sam mechanizm funkcjonuje w ciąży. Wtedy czasami wegetarianki marzą o krwistym steku, a wielkie fanki warzyw i owoców, rzucają się na słodycze. Część naukowców uważa z kolei, że te szczególne potrzeby mają podłoże psychologiczne. Jeśli kobieta czyta i słyszy, że określone potrawy są zdrowe w ciąży, to na nie ma właśnie większy apetyt. Po prostu. Podobnie jest z konkretnymi oczekiwaniami co do przebiegu ciąży i zwyczajne wmawianie sobie zachcianek.

Nie wiedziałam, czym są zachcianki a kiedy niespecjalnie ciągnęło mnie do ogórków, szczerze zaczęłam w nie wątpić. Aż pewnego dnia poczułam ogromną ochotę na barszcz i smak wędzonego! W pierwszej ciąży zajadałam się sałatą i ciastem drożdżowym. W drugiej chodził za mną łosoś, lody i ser Camembert, który nota bene jeśli produkowany z mleka pasteryzowanego, jest zupełnie bezpieczny. Dlaczego akurat te produkty a nie inne?

Trzecią i najbliższą mi teorią jest przekonanie, że zachcianki (ale też wyraźne awersje do pewnych dań, a nawet samych zapachów) są naturalnym sposobem na dostarczenie organizmowi określonych, potrzebnych i być może deficytowych witamin i składników odżywczych. To wyjaśniałoby wspomniane “nawrócenie” wegetarian w poszukiwaniu białka albo na przykład moją zaskakująco silną miłość do zieleniny. Zresztą, to nie jedyne ciekawe przykłady mądrości i sprytu natury.

Owoce – według naukowców są one – obok nabiału, czekolady i słonych przekąsek – jednymi z najczęstszych zachcianek w ciąży. Ochota na owoce może oznaczać braki witaminy C, ale nie tylko. Jabłkami możemy zajadać się dla zawartej w nich pektyny (obniżającej cholesterol), melonami dla witaminy A i potasu a brzoskwiniami dla beta-karotenu.

Słone potrawy i przekąski – chipsy, paluszki, nachos, frytki, tzw. “chińskie żarcie”. Wiemy, że są złe a jednak tak strasznie ich pragniemy. Badania dowiodły, że ochota na takie właśnie produkty (zwłaszcza w zaawansowanej ciąży) może wskazywać na brak sodu.

Kwaśny smak – cytrusy, kiszonki, ale też jogurty, kefiry. Podobno ochota na kwaśne smaki napada przyszłe mamy najczęściej w drugim i trzecim trymestrze. Z jednej strony to kwas zawarty w kwaśnych potrawach, pomagający z wchłanianiem wapnia, budową kości i produkcją krwi. Z drugiej strony to obecność witaminy C, kwasu mlekowego w ogórkach kiszonych i wapnia np. w jogurtach.

Słodycze – czekolada pod każdą postacią. Według Cynthii Belew – położnej i zielarki z San Francisco, ochota na czekoladę może oznaczać braki magnezu. Jeszcze inna teoria mówi o tym, że jedzenie większej ilości słodyczy w ogóle wskazuje na zwiększone zapotrzebowanie na kalorie lub też na spadek poziomu cukru we krwi.

Mięso – jeśli kobieta w ciąży najchętniej jadłaby kiełbasę i steki, najchętniej na śniadanie, obiad i kolację, może to oznaczać potrzebę białka.

Czy to znaczy, że uzupełnienie braków albo zaspokojenie większego niż zwykle zapotrzebowania organizmu na kalorie jest wystarczającym wytłumaczeniem dla jedzenia niezdrowej żywności, do tego w większych niż dotychczas ilościach? Oczywiście, że nie. Aby zaspokoić potrzebę zjedzenia konkretnej potrawy, nie musimy się nią zaraz objadać. Można też poszukać zdrowszych rozwiązań, które powinny spełnić swe zadanie i zmniejszyć ten uporczywy apetyt: zamiennikiem tradycyjnych lodów są sorbety lub lody jogurtowe, pączków i ciast – domowe tosty z dżemem lub pełnoziarnisty chleb bananowy (przepis tutaj), chipsów i paluszków – domowe krakersy z odrobiną soli, słodzonych napojów gazowanych – sok rozcieńczony lekko gazowaną wodą mineralną a czekolady – domowe kakao. 

Jak z wszystkim, również w temacie zachcianek i całej diety przyszłej mamy najgorsza jest przesada, również świadome unikanie danych potraw. Pamiętając o zdrowym rozsądku, dajmy sobie trochę luzu i kierujmy się tym, co podpowiada nam nasze ciało, a dopiero później poradniki, tabelki i zasłyszane mity.

***

PicMonkey Collage2

 Matka Natura jest genialna. Jeśli tylko jej się pozwoli – nie poprawia i nie przeszkadza, potrafi pokazać swoją wielką moc. Daje kobiecie oczekującej, a później mamie siłę, instynkt i ten niezwykły szósty zmysł. Dzięki niej organizm wie, jak urodzić, a przeczucie i wiedza gdzieś tam ze środka podpowiadają co jest najlepsze dla dziecka. Pewnie – czasami Matka Natura zawodzi – biologia pokazuje swoje słabsze oblicze, a psychika sobie z nami pogrywa. Nie zawsze plany się udają, życzenia spełniają. Czasami trzeba sięgnąć po wynalazki i metody XXI wieku. Czasami zwyczajnie chcemy inaczej.

Trzy mamy, trzy blogerki znają Matkę Naturę z każdej jej strony. Same walczyły o dobry i zdrowy poród, o karmienie naturalne, o własne wybory. Teraz dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz zapraszają na cykl wpisów, poświęconym świadomemu macierzyństwu w zgodzie z naturą. Nie będzie polemiki z innymi metodami, nie będzie dyskredytowania odmiennych przekonań. Wierzymy, że bez względu na dokonywane wybory, każda mama chce dla swojego dziecka najlepiej. My tylko pokazujemy i polecamy nasze.

Dwie Córki                         Antoonovka

Dotychczas w ramach cyklu ukazały się wpisy:

Matka Natura o dwóch sercach w jednym ciele.

(zdjęcie: flickr.com; źródło: babycenter.com; parents.com; babble.com; poradnikzdrowie.pl)

Previous Antkowe myśli zebrane. Część VI.
Next "Seks w wielkim mieście" i śladami Carrie Bradshaw.

Suggested Posts

Alfabet Rodzicielstwa, czyli A jak …

Trudna sztuka wrzucania na luz.

Dzień, którego nigdy nie zapomnę.

Antkowe myśli zebrane. Część II.

Witamy w naszym domu … świątecznie!

Nasza Gwiazdka w listopadzie i prezenty dla Was!