Jestem głodna zmian a Ty?


Z małym Antkiem popełniłam sporo żywieniowych błędów. Począwszy od wprowadzenia wieczornej porcji mleka modyfikowanego zamiast piersi (wyłącznie po to, żeby przesypiał noc – to mit, dziś to wiem), przez wprowadzenie pierwszej marchewki w 5 mż (po to, żeby szybciej poznał smak i w kolejnym miesiącu jadł już jak “stary” – i tak nie jadł, to też dziś wiem), po większe zaufanie do słoiczków niż domowej kuchni. Chłopak, wbrew moim staraniom, nadal był drobny i nieufny wobec nowości, potem wszedł w radosną fazę niejadka i wygląda na to, że w przedszkolu zaczął z niej powoli wyrastać. Podobnie ja wyleczyłam się ze strachu o wagę i przestałam chorobliwie trzymać się tabelki rozszerzania diety. Z Niną jest już zupełnie inaczej – przewaga BLW, świadome a przy tym intuicyjne wprowadzanie nowości oraz zaufanie do dziecka i jego wyborów. To, że dziś daleko mi do food nazi nie znaczy, że dieta dzieciaków jest mi obojętna i bezrefleksyjnie karmię ich tym, co podsuwają mi ich apetyty, zewsząd wyskakujące reklamy i promocje. A właśnie taka postawa nadal jest powszechna, nie tylko wśród rodziców, ale też wśród pracowników placówek oświatowych i ośrodków zdrowia – uznawanych przecież za autorytety w sprawach zdrowego żywienia.

Te lody, frytki i inne łakocie, pałaszowane zwłaszcza w czasie wakacji częściej niż zwykle nie są istotą problemu. Pewnie, że każda skrajność to nic dobrego. Jeśli dziecko żyje na cukrze i tłuszczu, to sprawa jest poważna. Ja osobiście nie znam jednak takich przypadków, za to znam i sama dopuszczam się małych grzeszków. Problem leży znacznie głębiej a przyczyn wszelkich mniejszych i większych zaniedbań jest kilka:

  • Brak wiedzy i świadomości. Ilu z nas czyta etykiety? Nie tylko produktów spożywczych, ale też np. kosmetyków. Czy potrafimy z całą pewnością stwierdzić, że w naszej lodówce stoi jogurt? A może to deser mleczny? Czy do obiadu podajemy sok, czy napój owocowy? Ile razy rezygnujemy w sklepie z danego produktu ze względu na podejrzany skład? I w końcu: czy sprawdzamy, jakich produktów używają kuchnie przedszkolne i szkolne? Czy dociekamy, jak mocno słodzona jest herbata? I czy ta owocowa faktycznie widziała owoce? Wiecie, że całkiem niedawno natknęłam się na przypadek mamy podającej swojemu półrocznemu dziecku mleko krowie? Dlaczego i po co? Problem z dopasowaniem mleka może wystąpić, nie każde maluch zaakceptuje, ale przecież wapń jest w wielu produktach. Niestety jakoś tak się utarło, że butla przed spaniem i po przebudzeniu to mus.
  • Finanse. To one często wybierają za nas. Bo w mięsnym bierzemy to, co akurat w promocji. Jeśli pizza, to często ta tańsza ze sklepu niż z pizzerii a już w ogóle przez myśl nam nie przejdzie, że najlepsza i znacznie tańsza będzie taka domowa – pozbawiona zbędnych, sztucznych składników. Podobnie to wygląda z wędlinami. Wszyscy chcemy zaoszczędzić, jeśli nie nie pieniądze, to czas. Niestety ceną bardzo często jest jakość.
  • Zaufanie. Głęboko wierzymy, że przedszkole czy szkoła są kompetentne w temacie żywienia dzieci. Jakżeby inaczej. A przecież tam panują twarde zasady liczb. Zdrowsze albo tańsze – jak myślicie, co wybierze placówka? Jeśli rodziłaś w polskim szpitalu, to pewnie poznałaś tamtejsze rarytasy. To czysta kalkulacja a nie troska o matkę karmiącą. Wiem, że są miejsca, gdzie jest smacznie i zdrowo, ale przecież tak powinno być wszędzie. Szpitalna dieta dla rocznego dziecka? Mięso w przeważającej ilości a potrawy solidnie osolone – niestety znamy to z autopsji. I na koniec – wpisy pseudonaukowe, straszące rodziców i promujące konkretny produkt. Reklamy to w ogóle fenomen – nie musi do nas mówić aktor w kitlu, wystarczy grupka uśmiechniętych dzieciaków, zrywających truskawki i wielki napis: “bez konserwantów”. A jeśli w nazwie jest słowo “water”, to to musi być woda. Cukru już nikt nie sprawdza. Jesteśmy kupieni.

Dziś dostęp do informacji nie jest problemem. Problemem jest odsianie tych rzetelnych  od złych – tendencyjnych i mieszających nam w głowach. To, że młodzi rodzice stają się ofiarami marketingowców wcale mnie nie dziwi – potrzeba czasu, żeby nauczyć się na co zwracać uwagę, co podważać i sprawdzać. Tym bardziej potrzebny jest dostęp do dietetyków i możliwość uzyskania bezpłatnych wskazówek – o dobrej diecie w ciąży, o rozsądnej, zdrowej i bezpiecznej diecie niemowląt i starszych dzieci. Przydałoby się też odczarować pewne mity i naprostować nawyki.

Mocno wierzę w sens społecznej inicjatywy “Głodni zmian”, w którą zaangażowali się nie tylko rodzice, ale też lekarze, pielęgniarki i dietetycy. Wspólnie napisali apel do Pani Premier Ewy Kopacz i przygotowali e-petycję, którą i Ty możesz podpisać. Zrobiło to już ponad 2500 osób, które wierzą w potrzebę dostępu do poradni dietetycznej dla przyszłych i obecnych rodziców. Po to, żeby zadbać o podstawy, które zaprocentują w przyszłości. Mam wielką nadzieję, że się uda i nie skończy “jak zawsze”.

Ja już się podpisałam, ale to nadal za mało. Potrzebni jesteście Wy!

Previous Za górami, za lasami ... żyje moje alter ego.
Next 6 najczęstszych błędów, popełnianych pod prysznicem.

Suggested Posts

Witamy w naszym domu … świątecznie!

W pewien słoneczny sierpniowy dzień … 11 lat temu.

Bloguję bo …

Plakaty na Dzień Babci i Dziadka – zupełnie za darmo!

Śpisz z dzieckiem? Przygotuj się na pytania.

DIY: Płatki śniegu.