Matka też człowiek, pamiętasz?


Mrożąca krew w żyłach kampania o zagrożeniach spania z dzieckiem czy też brutalnie szczerzy lekarze w programie Jimmiego Kimmela, których opinie miażdżą postawę rodziców nie szczepiących swoich dzieci – wydawać by się mogło, że Amerykanie mają monopol na dosadne akcje społeczne. A tymczasem dotarła do nas kampania naszego zachodniego sąsiada, zainicjowana przez Narodowe Centrum Wczesnej Pomocy, dokładniej przez jeden z jej oddziałów we Frankfurcie nad Menem. W ramach akcji w całym mieście wywieszone zostały plakaty ze zdjęciem kobiety przy wózku, skupionej nie na dziecku a na swoim smartfonie. Zdjęcie opatrzone jest hasłem: “Lepiej porozmawiaj ze swoim dzieckiem”. Problem w tym, że choć kampania wzorowana na tych zza oceanu, nigdy im nie dorówna. Powodów jest kilka.

1. Kampania ma swoje racje. Już wcześniej opublikowane zostały badania, które dowiodły, że smartfony są odpowiedzialne za wiele wypadków dzieci w domach i na placach zabaw. Że wraz z tabletami, komputerami (ale też z telewizją, gazetą, koleżanką na kawce, obiadem, praniem ..) skutecznie odciągają uwagę opiekuna. Że ograniczają kontakt wzrokowy z dzieckiem a ono samo dostaje jasny komunikat – jestem mniej ważny, niż urządzenie w rękach mojej mamy. Ich nadużywanie to zwyczajnie zły przykład dla pokolenia naszych dzieci, które ten sam wzorzec z dużym prawdopodobieństwem będzie powielać wobec własnych rodzin. Itepe, itede. Problem w tym, że kampania ukazując kobietę przy wózku z telefonem, traktuje cały problem bardzo pobieżnie a z wielu komentarzy wyczytać możemy opinie, że plotkowanie z przyjaciółką czy buszowanie w Internecie na spacerze, podczas, gdy nasze dziecko śpi – nie jest wcale takie złe!

2. Kampania wylewa dziecko z kąpielą. Cała akcja, jak i jej amerykańskie pierwowzory mają wspólny mianownik – uderzają w matki (w rodziców). Tyle, że te pierwsze są co prawda jak cios poniżej pasa, tyle że wymierzony celnie – sedno sprawy przedstawione dosadnie. Nie wiem, na ile kampania z Frankfurtu pobudza do refleksji i dyskusji, ale na pewno daje jasny przekaz, że mama z telefonem na spacerze to zło. Nie poświęca wystarczająco dużo czasu dziecku i jest nieodpowiedzialna. Sądzę, że niewielu odbiorców zgłębi temat. Raczej uczepi się tej nieszczęsnej matki, która w parku nie drepcze wpatrzona w wózek, tylko egoistycznie poświęca ten czas dla siebie. Gdyby chociaż plakat przedstawiał realne zagrożenie – nieuwagę na przejściu dla pieszych, brak kontroli nad dzieckiem w domu … Gdyby chociaż miał też wersję z mężczyzną!

3. Matka też człowiek. To w całej kampanii jest najmniej ważne. Urlop macierzyński  jest swego rodzaju izolacją od całego zewnętrznego świata. To czas, który musimy i chcemy poświęcić dziecku, ale jednocześnie potrzebujemy odskoczni, żeby nie zwariować. Żeby nie myśleć wiecznie o domu i o dziecku, poświęcać czasami czas na treści dostosowanego do naszego wieku. Zwykle jako taki relaks zapewnia nam 5-minutowy prysznic, czy sprzątanie/mycie okien/gotowanie podczas drzemki malucha. Na więcej możemy sobie pozwolić podczas wieczorów, przy prasowaniu/składaniu prania. Oczywiście zakładając, że nasze dziecko wtedy śpi a nie wojuje z powodu zębów czy choroby. Mając to wszystko na uwadze, nie zapominając o zdrowym rozsądku i umiarze, pozostaje zaapelować do autorów akcji i jej bezrefleksyjnych zwolenników: Telefon to dla wielu kobiet jedyne okno na świat, bez którego tracą dystans do siebie, do swojego dziecka i wygórowanych oczekiwań wszystkich dookoła. Potrafimy zrozumieć przekaz kampanii, i bez tej jednostronnej, niesprawiedliwej oceny.

(zdjęcia: stern.de, flickr.com; źródło: welt.de, stern.de)

Previous Lalka przyszłość Ci zdradzi.
Next Hity pierwszego półrocza.

Suggested Posts

Bachor z balonem , czyli jak stracić klienta w 2 sekundy.

Zabawy w grupach.

Buszująca w Pepco!

Nasze drogowskazy.

Idzie jesień, nie łaź w dresie!

Pomysł na obiad: Penne z boczkiem i sosem serowym w 15 minut!