Hity pierwszego półrocza.


Czuję się trochę tak, jakbyśmy przenieśli się w czasie. Wczoraj Nina się urodziła a jutro skończy pół roku! Mamy za sobą okres pachnącego i nieporadnego noworodka oraz czas wielkich zmian i skoków rozwojowych. Znów widzę w sobie tę sprzeczność, kiedy czekam na pierwszy ząbek, na to aż mała usiądzie, zacznie jeść coś więcej niż mleko, zacznie raczkować a jednocześnie smuci mnie trochę fakt, że czas płynie szybko i pewne etapy minęły bezpowrotnie.

Po raz drugi – najpierw z Antkiem a teraz z Niną, zweryfikowałam niesamowicie długą listę rzeczy i gadżetów polecanych mamom. Jako debiutująca mama rzuciłam się na część, bo były śliczne, polecane i wydawały się absolutnie niezbędne. I faktycznie wiele z zakupionych produktów doskonale się sprawdziła w opiece nad noworodkiem, niemowlęciem albo zwyczajnie ułatwiła życie mamie. A część okazała się zupełnie niepotrzebna albo nie absolutnie niezbędna. Nie będę Wam pisać, żebyście darowały sobie dekoracje, pierwsze przytulanki, żebyście podchodziły do kompletowania wyprawki na chłodno. Nie będę negować tego naprawdę pięknego okresu oczekiwania, kiedy dla dziecka (zwłaszcza pierwszego) wszystko ma być śliczne, pachnące a kącik czy pokój ma gotowy czekać na swojego lokatora.

Poniżej pokazuję Wam najważniejsze rzeczy, które sprawdziły się u nas, z którymi zakupami mogliśmy spokojnie poczekać parę miesięcy lub w ogóle je sobie darować. Zapraszam 🙂

HITY

Poduszka fasolka (np. od Motherhood) – pomagała mi w karmieniu malutkiego Antka, później w ciąży z Niną zapewniała mi wygodę w nocy, a Ninę jeszcze do niedawna karmiłam z fasolką. Przy zakupie trzeba zwrócić uwagę na zdejmowaną poszewkę i odpowiednią twardość poduszki, która ma dobrze podtrzymywać malucha.

Rożek (np. od Colorstories) dwukrotnie okazał się dobrym rozwiązaniem. Najpierw otulał i ogrzewał noworodka a mi łatwiej było go podnosić. Szybko stał się co prawda za mały a dla moich dzieci, które i tak nie przepadały za otulaniem, ale wtedy używałam go jako kocyk. Nina do dzisiaj na nim śpi  – nie chcę, aby leżała bezpośrednio na naszym prześcieradle.

Pieluszki bawełniane – produkt w zasadzie uniwersalny: wysuszą, zabezpieczą, przykryją a nawet przytulą 🙂 Świetnym rozwiązaniem są też pieluszki flanelowe z folią do przewijania na miejscu i poza domem.

Organizer na pieluszki i kosmetyki – typowy produkt “must have”,  zwłaszcza jeśli nie chcecie biegać na piętro, żeby przewinąć malucha, albo żeby nie widzieć wszędzie pieluch i kremów. My nie mamy takiego fajnego z rączką i szufladką, ale przydatność pojemnika w ogóle możemy potwierdzić. Rano zabieram nasz ze sobą schodząc do salonu, a wieczorem wędruje on z nami do łazienki na kąpiel.

Torba do wózka. Ta wyżej z firmy Skip Hop to moje marzenie, aktualnie używamy większej z X-landera, jeszcze po Antku. Pojemna torba jest koniecznością, bo towarzyszy rodzicom przez kilka ładnych miesięcy, gdziekolwiek by się nie udali z dzieckiem. Zawartość mojej pokazywałam kiedyś na blogu i jest to wersja taka właśnie noworodkowa i wczesno-niemowlęca 🙂

Wózek, na początek oczywiście głęboki. Gdyby nie to, że zwykle kupujemy wózki w komplecie, ze spacerowym można spokojnie dobre pół roku poczekać. A gondola przyda się od narodzin, bo nawet jeśli jeszcze nie spacerujemy na całego, zaczynamy powoli werandować. My używaliśmy wózka na parterze do drzemek, póki nie pojawiła się konieczność spokoju i odosobnienia. Nasz jest dokładnie taki, jak powyżej a recenzję możecie przeczytać tutaj.

Bujak – cudowny wynalazek. Mamy bardzo podobny do tego wyżej. Prosty, bez wielu funkcji i prędkości bujania. Delikatne wibracje i elastyczna konstrukcja, dzięki której obecnie nasza Nina sama się buja.

Mata edukacyjna – długo wstrzymywaliśmy się z jej użyciem, ale kiedy już położyliśmy na niej Ninę, przypomnieliśmy sobie, że to fajny i mądry wynalazek. Nie chodzi tylko o samo zabawianie dziecka i pobudzanie jego zmysłów przez dźwięk, światło i różne faktury, ale również o mobilizację do poznawania świata. Dziecko sięga poza wiszące zabawki, obraca się w kierunku tych bardziej oddalonych i generalnie dobrze się bawi.

FAJNE, ALE MOŻNA SIĘ OBEJŚĆ

Płyn do mycia butelek i smoczków – oparty na naturalnych składnikach i choć dość drogi (stacjonarnie ok. 20 zł za 380 ml), jest bardzo wydajny. Fakt, nie używamy w ogóle butelek, ale myjemy nim smoczki i zabawki Niny – jedna butelka wystarcza nam na 3 miesiące.

Nosidło ergonomiczne (np. Tula) nie będzie potrzebne od razu. Można co prawda do nosidła dokupić wkładkę dla najmłodszych (od 3,5 kg), ale na początek specjaliści i tak polecają chusty. Przed zakupem warto każdą z opcji przetestować, bo nie wszystkie dzieci lubią być noszone w ten sposób. U nas póki co używana sporadycznie, bo w domu ale już czekamy na zrzucenie kurtek i wykorzystanie jej na zakupach i spacerach.

Chusta do karmienia – można bez niej przeżyć i z powodzeniem karmić w miejscach publicznych. Wystarczy poszukać ustronnego miejsca, dyskretnie przystawić dziecko do piersi. Pytanie tylko: po co, skoro można karmić komfortowo i nie odchodzić na stronę, jakby się chciało wysmarkać nos? Ja lubię mieć tę swobodę, że gdzie bym nie była i ile osób by nie patrzyło, zakrywam siebie i dziecko i karmię. A maluch jest dodatkowo osłonięty od ludzi, przedmiotów i wszystkiego, co mogłoby odciągać jego uwagę.

Łóżeczko – do tej pory Nina nie przespała jeszcze ani jednej nocy w swoim łóżeczku. Nie planowaliśmy spać razem, ale decyzję podjęliśmy wspólnie i świadomie. Jeśli macie w planach podobne rozwiązanie, to spokojnie możecie odłożyć zakup łóżeczka w czasie. Nawet jeśli spanie z dzieckiem okaże się nie dla Was, te kilka nocy z powodzeniem prześpi w gondoli wózka. Z drugiej strony, przyszłe mamy kochają urządzać kąciki dla dzieci a ich punktem centralnym jest właśnie łóżeczko, więc rozumiem, że akurat ten mebel ciężko jest sobie odpuścić 😉

Przewijak – uparłam się na niego tym razem, bo w mieszkaniu przewijaliśmy głównie na komodzie i plecy wysiadały nam przy tej wysokości. No i mamy teraz spory, odpowiednio wysoki przewijak, tyle że używamy go raz dziennie, przed kąpielą. Nikomu nie chce się chodzić na piętro, żeby zmienić pieluchę, więc załatwiamy to na kanapie albo na łóżku. Fajnym rozwiązaniem jest na pewno płyta nakładana na łóżeczko (nie zajmuje miejsca) albo przewijak składany.

Szumiś – szumiący miś zapewnia spokojny sen tym najmłodszym. Wspaniała rzecz i doskonały pomysł na prezent. Z powodzeniem można go zastąpić aplikacją na telefon, zwłaszcza że te najlepsze oferują kilkanaście odgłosów. O takiej właśnie aplikacji pisałam tutaj.

Kiedyś pytałam na Facebooku o polecaną nianię elektroniczną. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na tą powyżej i od pierwszych chwil uwielbiamy ten gadżet! Trafił do tej kategorii tylko dlatego, że jej zakup wymusza w zasadzie metraż domu/mieszkania. Mały Antek spał za ścianą i słyszeliśmy niemal każdy szelest – czy w dzień, czy w nocy. Nina śpi na piętrze, z buszującym, często hałasującym bratem musimy zamykać drzwi i zakup niani był naprawdę konieczny.

Gryzak/zabawka Sophie – nie jest to na pewno priorytet na liście zakupowej przyszłego rodzica a dziecko na pewno bez żyrafki przeżyje. Jednak coś jest w tej piszczałce, że dzieci ją natychmiast akceptują i chętnie biorą do rączek i ust. Z Niną jest tak samo, choć ostatnio niemal każda zabawka to źródło frustracji i złości, bo wypadają i nie dają się tak łatwo włożyć do ust 😉

***

Macie swoje sprawdzone “must have” na te pierwsze miesiące malucha? A może coś okazało się bezużytecznym bublem? Dajcie znać w komentarzach.

(zdjęcia: motherhood.pl; colorstories.pl; e-swiatdziecka.pl; mamagama.pl; megatanio.pl; edziecko.pl; sexymamy.pl; smyk.com; bavi.pl; boboraj.pl; szumisie.pl; decoist.com; philips.com; fabrykawafelkow.com)

Previous Matka też człowiek, pamiętasz?
Next "Fru!"

Suggested Posts

Przedszkole?! Tylko spokojnie – nasze sprawdzone sposoby na przetrwanie pierwszych dni … i każdych kolejnych też ;)

Ach to nasze babskie “ALE” …

Okiem doktora i badanie połówkowe.

To już rok!

“Veni, vidi, vici” czyli Blog Conference Poznań 2015.

Moje miejsca w Sieci.