Z tego powodu nie smucę się, że dzieci dorastają.


Trzymasz w ramionach swój największy skarb. Wpatrujesz się w uroczą buźkę, chwytasz malutkie palce, delektujesz się tym niepowtarzalnym zapachem i chciałabyś zatrzymać czas. Chcesz, żeby ten skarb pozostał taki malutki, bezpieczny i tylko Twój. Cieszysz się, że się zmienia i rozwija. Czekasz na wszystko, co nowe. Pękasz z dumy na widok pierwszych kroków, ale ta nostalgia zawsze gdzieś tam jest. Podsycają ją zdjęcia, zrobione przecież tak niedawno. Ciuszki, które już nie pasują i zabawki, które już nie bawią. Masz tak? A widzisz, bo ja nie!

Nie no skłamałabym, gdybym powiedziała, że ani trochę nie tęsknię za okresem ciąży i pierwszymi miesiącami razem. Za ciałkiem pachnącym balsamem, za nieporadnymi rączkami i porannym gaworzeniem. Za wózkiem, kocykami i pierwszymi przytulankami. Gdy żegnaliśmy po kolei smoczek, pieluchy, bramkę na schodach, krzesełko do karmienia, przemykała mi myśl, że pewien etap kończy się na dobre.

Prawdą jest też, że chwilowe refleksje przeplatają wspomnienia tych mniej wesołych momentów wieku niemowlęcego. Ząbkowanie, trudne noce, ciężko znoszone choroby – to z pewnością top trzy etapów, do których nie chciałabym wracać. Jest jeszcze zerowa samodzielność, ograniczony kontakt i mały wachlarz pomysłów na spędzanie czasu z tak małym szkrabem. Minęło już przecież sporo czasu – Nina w tym roku skończy 4 lata a Antek 7 a ja nadal czuję się zmęczona. Nie fizycznie, ale właśnie psychicznie.

Niewątpliwym plusem każdego wymagającego etapu jest to, że w końcu mija. Wiedząc to dzisiaj, zniosłabym go ponownie, gdybym … dajmy na to, przeniosła się w czasie i zatrzymała w przeszłości na dłużej. No ale cieszę się, że mamy to za sobą, nawet jeśli kolejne lata rodzicielstwa niekoniecznie będą łatwiejsze.

Jest jeden powód mojej radości z dorastania dzieci.

Nie zawsze jest lekko i sielankowo, ale obecne rodzicielstwo sprawia mi o wiele więcej przyjemności i satysfakcji. Po pierwsze dlatego, że pod wieloma względami jest łatwiej. Dzieci są niemal w pełni samodzielne, potrafią zakomunikować swoje potrzeby (również sprzeciwy i pretensje), są kształtującymi się osobowościami. Mają własne zdanie a więc świadomie podejmują pierwsze decyzje. Przebywanie z nimi i obserwacja ich zachowania oraz wzajemnych relacji to dla mnie czysta przyjemność.

Nie odejmując nic pierwszym miesiącom życia dzieci, ich ogromnego znaczenia dla prawidłowego rozwoju, teraz jestem jednak z nimi a nie jakby obok. Nie tylko czuwam, ale angażuję się w rozmowy i nasz wspólny, rodzinny czas. Weźmy choćby codzienne zakupy. Kiedyś to była istna udręka – one znudzone, ja pędząca między regałami. Unikałam tego jak ognia. Dziś takie zakupy to kolejna okazja do spędzenia ciekawego czasu razem. Nawet jeśli wciąż na ich zasadach 😉

Widzę, jak ciekawe są świata, jak chłoną najdrobniejsze informacje. Przeżywają relacje z rówieśnikami, poznają miejsca i czerpią radość z odkrywania nowego. A ja z nimi. Robię to tym chętniej, bo zdaję sobie sprawę szczególnie z jednej rzeczy.

Antek i Nina wkraczają w wiek, który w jakimś procencie zapamiętają na całe życie. Moje własne wspomnienia (nawet te wybiórcze) sięgają właśnie około 5-6 roku życia. Jak pisałam, pierwsze lata nie są wcale mniej istotne. Z wielu względów są wręcz kluczowe. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że obecny etap dołożył nam – rodzicom jeszcze jedno zadanie: wspólne tworzenie wspomnień na lata.

Nawet nie próbuję sugerować, że nasze życie jest przez to naszpikowane przygodami. Owszem, staramy się urozmaicać dzieciakom codzienność, ale jest w niej też miejsce na nudę i zwyczajne popołudnia w domu. Bo czy wspomnienia nie zaczynają się właśnie tam? Jak na ironię, dzieci często wcale nie pamiętają tego, co dla nas było wyjątkowo atrakcyjne. Ja sama, ku rozpaczy moich rodziców, ledwie pamiętam zabawkę przywiezioną z daleka. Z naszymi dzieciakami pewnie będzie tak samo.

Przeczytałam kiedyś ciekawą opinię: “Dziecko nie zapamięta najlepszego dnia, spędzonego przed telewizorem”. Staram się o tym pamiętać a to z kolei motywuje mnie, by każdego dnia dawać z siebie jak najwięcej. Kto wie, co przypomną mi za te 20 lat 🙂

***

A jak tam u Was, rodzice? Jest smutek, czy radość z dorastania dzieciaków?

 

Previous Ibuprofen w ciąży - kolejny powód, by go unikać.
Next Zmora naszych czasów i wkurzający standard w Internecie.

Suggested Posts

Hmm, czy to są dwie kreski?

“Veni, vidi, vici” czyli Blog Conference Poznań 2015.

Pomysł na obiad: Makaron z tuńczykiem i warzywami.

Jogurtowe babeczki z makiem i cytryną, które znikają w pięć minut!

Strefa relaksu, czyli nasza sypialnia w nowej odsłonie.

12 powodów, by odwiedzić Wrocław i zakochać się na zabój.