Po jedenaste: Nie zmuszaj.


Nie zmuszaj do jedzenia. I wiem, wiem. Łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Rozumiem frustrację i stres rodziców tzw. “niejadków”. Kiedy dziecko sceptycznie podchodzi do nowości kulinarnych i odrzuca potrawy z powodu choćby szczegółu – dziwnego zapachu, koloru, małego listka zieleniny. Kiedy ma swoje trzy potrawy na krzyż a my się głowimy, jak mu przemycić choć odrobinę witamin. Kiedy dochodzimy do tego, że każdy posiłek wiążę się ze stresem – naszym i dziecka. Bo ono po trzech kęsach zaczyna “po angielsku” odchodzić od stołu, a my próbujemy choćby kilka dodatkowych “gryzów” wymusić albo przehandlować. Cukierek w nagrodę? A może bajka w trakcie?! Przyznam się bez bicia, że przerabialiśmy obie opcje, z różnym skutkiem. Nawet jeśli wiemy i doświadczyliśmy tego, że nic na siłę nie da się zmienić a zmuszanie może ostatecznie wyrządzić więcej szkody, niż pożytku, czyli budzić wspomniany stres, wykształcić złe nawyki poprzez zaburzanie naturalnej potrzeby zaspokajania głodu itp.

Problem czasami leży gdzie indziej.

Często jest tak, że z rodzicielskiej troski, czy też z irracjonalnego strachu o zdrowie naszych dzieci, wyolbrzymiamy a nawet sami tworzymy problem. Tak bardzo byśmy chcieli, aby dieta naszych dzieci obfitowała w zdrowe produkty i dostateczną ilość wartości odżywczych, że przestajemy doceniać wszelkie starania i choćby najmniejsze postępy. Często dochodzę do momentu, kiedy sama zaczynam panikować, bo znów panie w przedszkolu narzekały na niezjedzony obiad i grymaszenie przy śniadaniu. Wtedy ratuje mnie przypomnienie (sobie samej albo ze strony męża), że w perspektywie całego dnia nie bywa aż tak źle. Bo drugi obiad zaliczył jako tako w domu, podgryzł trochę owoców a na kolacje zjadł jogurt. Staram się nawet doceniać fakt, że powoooli wychodzimy z fazy negowania nowości i nieufności wobec dań, które ochoczo polecamy. Ciekawość poznania nieznanego to już bardzo dużo 🙂

Dlaczego dzieci nie należą do tzw. “Klubu Czystego Talerza” …

Innymi słowy, prognoza “Jeśli wszystko zjesz, to jutro będzie ładna pogoda.” raczej nie zrobi na nich wrażenia. Badania wykazały bowiem, że podczas gdy aż 90% dorosłych zjada ze swojego talerza całe porcje (jeśli tak właśnie robisz, to witaj w klubie!), praktyka ta w odniesieniu do dzieci w wieku wczesnoszkolnym, nie przymuszanych do jedzenia sięga 60%. Nie dowodzi to, że są one niejadkami, czy też że wybrzydzają przy stole (jak zdarza się dorosłym komentować). To bardziej zjawisko, które zwykliśmy, trochę żartobliwie, trochę złośliwie określać jako “oczy chcą, a reszta już nie może”. Zachowanie, kiedy dzieci proszą o jedzenie, choć za chwilę z niego rezygnują, albo same nakładają na talerz porcje a nie są później w stanie ich zjeść, nie jest czystą premedytacją. Ani oznaką złego wychowania, skutkiem dobrobytu i bezmyślnego marnotrawienia jedzenia. Choć jako rodzice chcielibyśmy, aby nasze pociechy przy stole zachowywały się “przyzwoicie” i według określonych norm (czyt. częstowały się zgodnie z apetytem i odczuwanym głodem), one nadal uczą się swoich smaków i preferencji żywieniowych. A ucząc się popełniają błędy. Warto o tym pamiętać zwłaszcza teraz, w przeddzień Świąt. Kiedy stoły będą uginać się od jedzenia a my zaczniemy zmuszać dziecko, żeby zjadło ten kawałek ciasta, skoro już włożyło go na talerz.

No i pamiętajmy jeszcze, że rzeczywistość Świąt rządzi się trochę innymi prawami. Gości sporo, gwarno, tłoczno, potrawy z innego świata a do tego ekscytacja wizytą Św. Mikołaja/Gwiazdora i nowymi zabawkami. Ja już dzisiaj wiem, że Antek nie będzie miał czasu na jedzenie 😉 I już tłumaczę sobie, że trzy dni na Sękaczu nie będą wielką tragedią 😉

(zdjęcie: flickr.com, źródło: http://sciencedaily.com/releases/2014/12/141202082537.htm)

Previous Na śniadanie.
Next Na śniadanie.

Suggested Posts

Prosta i szybka przemiana pokoju Antka.

Hello Monday!

Jak pies z kotem, czyli o kłótniach i walkach rodzeństwa.

Co można zrobić z lawendy? Oto 8 pomysłów dla Ciebie i Twojego domu!

Wprawnym okiem – wszystko, co musisz wiedzieć na temat Becikowego.

Na śniadanie.