Domek w ogrodzie i jego wielka metamorfoza!


Domek w ogrodzie pojawił się dwa lata temu. Na początku owszem, było sporo zabawy, ale w takim surowym i skromnym stanie długo nie zachwycał. Z czasem dzieciaki zaglądały do niego coraz rzadziej, a stałymi mieszkańcami zostały osy. Nasz domek dzielnie przetrwał dwie mroźne zimy, upały i ulewy, ale czuliśmy, że to ostatni dzwonek, by doprowadzić go do pierwszej świeżości. I żeby tylko to! Postanowiliśmy w końcu stworzyć dzieciakom bazę z prawdziwego zdarzenia. Taką, o jakiej sami w ich wieku marzyliśmy – przytulną i dobrze wyposażoną. Zobaczcie, czy nam się udało 🙂

Na początku było tak.

domek w ogrodzie

Jak na warunki atmosferyczne i brak jakiejkolwiek konserwacji, drewno nie było w złym stanie. Brakowało kilku desek i jedynie drzwi lekko się wyprężyły. Przyznacie jednak, że nasz domek w ogrodzie prezentował się mizernie i smutno. Pełnił rolę schowka na zabawki i nikt za nim nie tęsknił. To się musiało zmienić.

Zaczęliśmy od porządków i zaimpregnowania drewna. W tym celu użyliśmy wodnego impregnatu Tikkurila Valtti Guard Plus. Preparat przeznaczony jest do drewna na zewnątrz i chroni przed rozwojem grzybów. Po konsultacji z fachowcem marki, użyliśmy go również w wewnątrz. Domek nie jest szczelny i przez to jest narażony na warunki atmosferyczne w takim samym stopniu, jak drewno na zewnątrz. Zwykle do drewna we wnętrzach używa się farby gruntującej Tikkurila Everal Aqua Primer.

Drewno bardzo dobrze wchłaniało impregnat, a aplikacja była szybka, dzięki czemu wyrobiliśmy się w jedno popołudnie :). Zapach był lekko wyczuwalny i przypominał olej, nie był jednak ani trochę drażniący, dzięki czemu dzieciaki mogły nam trochę pomóc.

Drugiego dnia zaczęliśmy konkretną robotę malarską. Maciej zajął się ścianami i sufitem wewnątrz. Użyliśmy farby do wnętrz i na zewnątrz Tikkurila Everal Aqua 40 (semi mat) w kolorze białym. To nie pierwszy nasz raz z tym produktem i powiem Wam, że machanie pędzlem to znów była czysta przyjemność. Emalia (półmat w tym wypadku) ma świetną konsystencję, dzięki czemu dobrze rozprowadza się po powierzchni. Jest wodorozcieńczalna, ma delikatny zapach, pięknie kryje i schnie wyjątkowo szybko. Wszystkie powierzchnie malowaliśmy dwukrotnie, ale już po pierwszej aplikacji efekt był zadowalający. Tym samym produktem pomalowaliśmy poręcz i podstawę domku na zewnątrz.

Niech zapanuje kolor!

Od razu wiedziałam, że wnętrze domku będzie białe (choć Tikkurila oferuje aż 13 tysięcy kolorów!). Po pierwsze dlatego, że rozjaśnia pomieszczenie, a po drugie jest dobrą bazą do koloru i stylu dodatków. I jeszcze po trzecie – biel jest uniwersalna, a domek w ogrodzie należy w końcu do Antka i do Niny.

Kolor z zewnątrz to zupełnie inna historia. Owszem, nadal miało być uniwersalnie, ale jednak kolorowo. Mam słabość do barwnych domków w Skandynawii i taki efekt chciałam uzyskać. Gorzej było z decyzją, czy pójść w czerwień, granat czy może w zdecydowaną szarość. I tak oto stanęło na kolorze morskim! 😀 Użyliśmy farby Tikkurila Valtti Opaque w odcieniu o numerze K368.

Dlaczego akurat ten? Bo oprócz tego, że jest zdecydowany i dominujący, to przypomina mi kolor morza, plaże i wakacje. I wiecie, co jest najlepsze? Kiedy już stanęłam przed skończonym dziełem, pomyślałam sobie: Przecież to domek, jak te plażowe chatki w “Wakacjach Mikołajka”! Tak się składa, że całą rodziną katujemy tę ekranizację od kilku ładnych tygodni i takie właśnie chatki znajdują się w filmie na plaży w Bretanii :)). Na marginesie, jeśli nie widzieliście jeszcze filmu, to gorąco polecam – będziecie płakać ze śmiechu.

Produkt sam w sobie jest świetny, bo znów: dobrze się rozprowadza, szybko schnie i ma delikatny zapach. Producent zapewnia, że dobrze chroni drewno przed warunkami atmosferycznymi i działaniem promieni UV. Dodatkowo farba reguluje poziom wilgotności, dzięki czemu na powierzchni nie powstają pęcherze czy pęknięcia i odpryski. I jeszcze jedna ważna rzecz, którą cała nasza czwórka sprawdziła na sobie: jeśli podczas malowania zdarzy Wam się pobrudzić farbą, to można ją łatwo zmyć wodą i mydłem, oczywiście nie czekając, aż farba wyschnie.

Ostatnim elementem była podłoga w domku, na tarasie i schody. Te powierzchnie potraktowaliśmy wodorozcieńczalnym olejem do drewna Tikkurila Valtti Wood Oil Akva. Stworzony jest on na bazie olejów roślinnych, jest więc przyjazny dla środowiska, ma delikatny zapach, dobrze się wchłania i szybko schnie. Tutaj producent oferuje 40 różnych kolorów, a my zdecydowaliśmy się na biel.

Domek w ogrodzie po liftingu.

I tak oto prezentuje się efekt końcowy. Oczywiście, do pełni szczęścia brakuje plaży i szumu fal, ale przyznacie, że kolor jest iście wakacyjny. Pewnie, że można by się przyczepić do lekko wyprężonych drzwi czy lekkiego obniżenia w prawym rogu, ale jak to mawiają: “Who cares?”. Nasza chatka zyskała nowe życie i nowy charakter, a zabezpieczona jest na lata. Podoba się? Bo nam bardzo!

 

 

domek w ogrodzie

Domek w ogrodzie od środka …

Jeśli jesteście ze mną od dawna, wnętrze domku może wydawać Wam się znajome. I prawidłowo! Wyposażyłam je w dodatki, które kiedyś zdobiły naszą sypialnię. To było jeszcze w czasach, gdy zdjęcia musiałam mieć kwadratowe i robiłam je tabletem! Miałam dobre przeczucie, że dekoracje się jeszcze kiedyś przydadzą 🙂

Chciałam nadać wnętrzu klimat nadmorskiej, wakacyjnej chatki. Rustykalnej i skromnej. Unikałam przesady w urządzaniu, bo miało być autentycznie i po prostu przytulnie. Dlatego ramy okien pozostały w naturalnym kolorze, a kąty i małe szparki pozostały niedomalowane. Czy się udało? Oceńcie sami. Ja czuję, że chatka ma swój klimat. Dzieciaki zachwycone są łóżkiem z turystycznego materaca i haczykiem w drzwiach :))

Na szczęście tego typu dodatki są dziś dostępne w wielu sieciowych sklepach i to za nieduże pieniądze. Czy planuję dodać coś jeszcze? Może lampki, może małe zasłony lub rolety? Zobaczymy, na co wpadną dzieciaki. Narazie forsują mały telewizor, ale na to nie ma szans 😀

Prace nad domkiem zajęły nam łącznie 3 dni – impregnowanie, malowanie i urządzanie. Pogoda nam sprzyjała, humory dopisywały, chętnych do pracy nie brakowało, a farby Tikkurila maksymalnie ułatwiły i uprzyjemniły nam zadanie. I wiecie, co jest najlepsze? Że spełniliśmy marzenie nie tylko dzieciaków, ale również nasze! Co z tego, że po 30-stu latach? Radość jest taka sama :))

Partnerem i wsparciem projektu jest Tikkurila.

Previous Co można zrobić z lawendy? Oto 8 pomysłów dla Ciebie i Twojego domu!
Next Zabawki SEVI - kolorowa zabawa i naturalny rozwój w jednym!

Suggested Posts

2 + brzuszek = Babymoon!

I znów świętujemy urodziny … Po raz trzeci!

Zadbaj o nie już dziś i rób to regularnie! Zobacz, jak ja to robię.

Zrób mu rano coś, czego się nie spodziewa …

Pierwsze urodziny #nicminiewisi, czyli festiwal chustonoszenia.

Mój sprzymierzeniec w walce o mniejszy rozmiar!