A jednak trzecie!


W naszym domu odbyła się niemała rewolucja i wszyscy potrzebowaliśmy czasu, by oswoić się z nową rzeczywistością. Każdy na swój sposób. Dzieciaki są prze szczęśliwe, my tym bardziej. Pamiętacie, jak kiedyś pisałam, że dwójka dzieciaków to dla nas idealna liczba i na tym chcę poprzestać? No cóż, to klasyczny chichot losu bo oto …

Mamy kota!

Dokładnie to 4-miesięczną kotkę. Jej oficjalne imię w (ro)dowodzie to Danielle, ale Antek z Niną wymyślili Tosię (od Antosi, wiadomo ;)) i tak do niej wołamy. Przywieźliśmy ją spod Śremu, z hodowli kotów brytyjskich Grzymskie-Koty*PL a proces od ostatecznej decyzji do odbioru kota, był błyskawiczny. Sprawdziłam hodowlę, zobaczyłam  Tosię i wiedziałam, że ta mała puchata kulka jest nam pisana. Na dodatek, obchodzi urodziny tego samego dnia, co ja 🙂 Dla dzieciaków to była totalna niespodzianka i cudem udało mi się nie wygadać!

Minęły 3 tygodnie, nadal się poznajemy i powiem Wam, że jest ciekawie! Miałam plan, aby napisać o niej dużo wcześniej, ale kotka od początku pokazała nam, że jest indywidualistką, która da się poznać w swoim tempie, bardzo powoli. Musiało minąć kilka dni, aby Tośka w ogóle podeszła do nas i dała się pogłaskać. Dzisiaj już wiemy, że uwielbia masowanie i drapanie. Okazuje nam swoją sympatię, liżąc dłonie i pogryzając delikatnie palce. Tak naprawdę każdego dnia robimy małe postępy we wzajemnych relacjach. I naprawdę czujemy, jakby w naszym domu pojawiło się trzecie dziecko!

Zmiany na każdym kroku.

Choć w rodzinnym domu miałam trzy psy, to jednak zapomniałam, jak to jest mieć w domu zwierzaka. Zwłaszcza w towarzystwie małych dzieci. Wszystko było dla mnie nowością: od wyprawki po zmianę pewnych zwyczajów. Tosia jest kotem niewychodzącym, zatem nie ma już beztroskiego otwierania drzwi i okien. Nie ma opcji, żeby niezjedzoną kanapę zostawić choćby na chwilę w dostępnym miejscu, bo znika ekspresowo. Podobnie słomki w szklankach czy chusteczki.

Po pierwszych akcjach poszukiwawczych, kiedy kot zaszył się w jednej z kryjówek, dom sprawdziliśmy pod kątem szczelin – potencjalnych pułapek. Zwracamy uwagę na kable, pozbyłam się roślin, które są dla kotów trujące i generalnie patrzymy pod nogi. Mówię Wam, jak z małym dzieckiem! Że nie wspomnę o późnych wieczorach, kiedy my zasypiamy a kot właśnie zaczyna zabawę i np. biega jak szalony za zabawką.

Radość obserwacji.

Zapomniałam, jak wielką przyjemność sprawia już samo obserwowanie zwierzaka. Tosia ma swoje rytuały i nawyki. Je często, ale małymi porcjami, zwykle po posiłku korzysta z kuwety a na drzemki wybiera stałe, ulubione miejsca. Lubi być tam, gdzie my – podczas oglądania filmu, nawet głośnej zabawy dzieci.

Antek i Nina są zakochani i gdyby mogli, non stop głaskaliby kotkę. Ona z kolei, jak każdy zwierzak, gdy nie ma ochoty, po prostu trzyma dystans. Jest bardzo cierpliwa i delikatna. Prędzej ucieknie niż wykona jeden agresywny gest w naszą stronę. Dzieciaki już wiedzą, że to nie jest żywa, pluszowa kulka do zabawy. Na szczęście równie chętnie podają jedzenie i doglądają kuwety.

Ale dlaczego rasowy, do tego z rodowodem?

To jest jedno z tych pytań, które wielu osobom nasuwa się naturalnie. Wszędzie pełno ogłoszeń o bezdomnych kotkach, przepełnione schroniska i dla mnie adopcja zwierzaka w potrzebie też była jedną z pierwszych opcji. No bo po co płacić za zwierzaka, jeśli można pomóc tym potrzebującym?

Sprawa niestety nie jest tak prosta. Decyzja o zwierzaku to decyzja na lata. Poniekąd ciężka, bo każdy pupil kiedyś odejdzie a wiem, jak boli śmierć długoletniego przyjaciela. Jeśli zatem mogę zrobić wszystko, aby zwierzak towarzyszył nam maksymalnie długo i dobrze znosił obecność dzieci, nie mogę zdać się na przypadek. Biorąc kota “z ulicy” nie wiemy o nim nic. Jaki ma charakter i jakie choroby odziedziczył po rodzicach.

W przypadku kota rasowego, można przewidzieć jego usposobienie, podatność na konkretne choroby i długość życia. Dodatkowo, sprawdzona hodowla daje nam bezpieczeństwo w postaci przebadanych i zdrowych rodziców naszego zwierzaka. Owszem, choroby zawsze się zdarzają i tego nie unikniemy, jednak wyeliminowanie tych ciężkich to już duże “coś”.

Rodowód zawsze był dla mnie niepotrzebną fanaberią a teraz wiem, że to po prostu dokument, potwierdzający pochodzenie zwierzęcia. Zakładając oczywiście, że nie jest to sfałszowany papierek z pseudohodowli.

Zwierzak w domu to ważne i ciekawe doświadczenie. Nowe obowiązki, ale też masa radości. Cieszę się, że poczekaliśmy z tym, aż Nina podrośnie. Nawet teraz w wieku 3 lat, ciężko jej rozumieć, że zwierzak nie zawsze ma ochotę na czułości. Gdy ją upominam albo bronię kota, bywa zazdrosna i uparta. Z drugiej strony, to naturalna faza, która minie. Nie mam wątpliwości, że pięknie będą we troje dorastać.

Pisząc to Tosia leży obok i uważnie wpatruje się w kursor na monitorze. Zabawki zabawkami, ale jak widać, najprostsze rzeczy (jak ten kursor, czy szeleszczące papierki) dostarczają nie mniej atrakcji.

To czysta przyjemność widzieć, jak zwierzak nam ufa i przychodzi po odrobinę czułości. Owszem, to nie to samo, co kontaktowy pies. Nie każdy lubi usposobienie kota, który jednak chodzi własnymi ścieżkami. Nie da się jednak ukryć, że i on ma wiele zalet. Zaczepne miauczenie, spacer między nogami w oczekiwaniu na jedzenie, zadziorna zabawa smakołykiem … Z kolei jego mruczenie to czysta przyjemność dla ucha. Niesamowicie uspokaja. Bardzo polecam :)īuSW3

(zdjęcie główne: flickr.com; autor: Theophilos Papadopoulos)

Previous Książka, która znokautuje Twoje dziecko!
Next Zabawa, którą pokochają dzieciaki! Przekonaj się, dlaczego.

Suggested Posts

Odliczam dni do końca …

O dwóch takich, którym zachciało się ogrodu ;)

DIY: Świąteczne ozdoby, czyli COŚ z niczego, co na pewno zaciekawi dzieciaki.

DIY na Halloween dla całej rodziny.

Moja codzienna pielęgnacja.

Jeszcze przyjdzie Twój czas.