Witamy w naszym domu :) Część I


Właśnie mija dokładnie rok od naszej przeprowadzki. Niby 12 miesięcy to sporo czasu, ale myślę, że właśnie te ostatnie szlify trwają najdłużej. Bo przecież można szybko, hurtowo i z katalogu. A my jakoś tak lubimy drobiazgi, które mają znaczenie a takie zdobywa się różnymi, czasami najdziwniejszymi drogami. Z drugiej strony, po roku część pomieszczeń już wymaga porządkowania … I właśnie czerwiec upłynie nam pod hasłem organizowania, urządzania i dekorowania. Po pierwsze pokój Niny (w zasadzie póki co jej kącik), po drugie segregacja zabawek i odświeżenie pokoju Antka, po trzecie wykończenie naszej sypialni. I stąd pomysł na czerwcową serię, poświęconą wnętrzom. Dzisiaj zapraszam Was na część I, do salonu 🙂


Kiedy wykańczaliśmy i dekorowaliśmy nasz salon, przyświecała nam jedna idea: ma być jasno, prosto, naturalnie, przestronnie a zarazem przytulnie. Od początku chcieliśmy uzyskać zupełne przeciwieństwo salonu w naszym mieszkaniu, gdzie królowały brązy i beże, a sam pokój miał kilka funkcji i był – mówiąc wprost – zawalony: książkami, dokumentami i zabawkami. Ilość pomieszczeń w nowym domu dała nam swobodę w urządzaniu salonu, ponieważ teraz nie potrzebujemy w nim pakownych szaf i regałów, czy rozkładanej kanapy dla gości. 

Zasiadając do planowania tego pomieszczenia wiedziałam, że chcemy w nim typowe, wygodne miejsce do wypoczynku, kącik jadalny a kuchnia ma być dyskretnie oddzielona od salonu sprytną scianą, na której zawiśnie telewizor. Co do detali byłam zielona i właśnie taka rzuciłam się w wir urządzania i dekorowania. Ogromnym źródłem inspiracji był Pinterest, kanał Domo+ oraz program o amerykańskich dekoratorach wnętrz pt.: “Million Dollar Decorators”. Po pewnym czasie wiedziałam już, co mi się podoba i co chcę uzyskać. I szczęśliwie miałam pełne poparcie męża 😉 Zdecydowanie przemawiała do mnie prostota i surowość stylu skandynawskiego, uzupełniona elementami z zupełnie innej bajki, czyli taki stonowany eklektyzm. Zakupów dokonywaliśmy głównie w sklepach/serwisach: IKEA, Westwing, Home&You, ale również w lokalnych sklepikach i u miejscowych miłośników starych mebli. 

W rok od zamieszkania salon jest ukończony w 80%, ciągle dochodzą detale, które znajduję całkiem przypadkowo, a które są na tyle wdzięczne i niedrogie, że ciężko mi się oprzeć. Czy udało mi się wiernie odzwierciedlić styl skandynawski a jednocześnie zachować osobisty charakter salonu? Chyba nadal jestem zbyt zielona, by to oceniać 😉 Wiem natomiast, że efekt końcowy bardzo nam się podoba i dobrze się czujemy w tym miejscu. Zapraszamy 🙂

Kominka jeszcze nie mamy, głowa wisi więc nad TV 😉

Uparłam się, żeby ta ścianka była szara, choć efektu nie byłam pewna. Ale już jestem 🙂
Goście lubią na tym siedzieć 🙂

Nasza ulubiona mycha – prezent :*
Zdjęcia i dzieła Antka na honorowym miejscu.

Przypadkowy zakup w kwiaciarni.
Stolik wykończony przez Pana Macieja.
Konsola mojego pomysłu, wykonana przez Pana Roberta.
Skrzynia od Pana Macieja.

Szafa (ponoć 100letnia) od …. Pana Macieja.
Sklepy, do których lubię zaglądać ostatnio:

Previous "Tak bym chciała ..." czyli rozterki matki kwoki ;)
Next Wyginam śmiało ciało!

Suggested Posts

Wybierz idealny arbuz w 5 krokach!

Kochanie, to nie tak jak myślisz, czyli cała prawda o krwistym jajku.

“Nie, nie! To się nie dzieje naprawdę!” – czyli kronika wypadków weselnych.

Snack catcher – dla małych i dużych :)

Na kolorowo!

“Seks w wielkim mieście” i śladami Carrie Bradshaw.