Wyginam śmiało ciało!


Czeka na nie każda przyszła mama. Są źródłem radości, wzruszenia, ale też niepokoju i wielu pytań. Mowa oczywiście o ruchach małych lokatorów. Od kilku tygodni mam przyjemność czuć obecność naszej fasolki. Jej aktywność zawsze bardzo mnie uspokaja. Z kolei godziny ciszy zasiewają wątpliwości. I tak w kółko 🙂 Postanowiłam przypomnieć sobie, o czym w temacie ruchów dziecka należy pamiętać i na co zwracać szczególną uwagę.
 

Moment, kiedy pierwszy raz czujemy ruchy naszego malucha, z pewnością jest bardzo emocjonujący. Namacalny dowód, że maluszek tam jest i czuje się dobrze. Jeśli oczywiście ich nie przegapimy, bo za pierwszym razem bardzo łatwo uznać je np. za gazy. Wiele mam opisuje te pierwsze odczucia jako łaskotanie albo trzepotanie skrzydeł. Zazwyczaj zaczynamy je czuć około 4 miesiąca, choć jest to bardzo indywidualne. Szczupłe kobiety raczej poczują ruchy wcześniej, tak samo jak i te w kolejnej ciąży. Tak czy owak, nie można porównywać i denerwować się, jeśli akurat w naszym przypadku “premiera” się przeciąga. Antka poczułam w 21 tc., Ninę w 19 tc. i za każdym razem wyczekiwałam tego momentu z niecierpliwością. Niedługo później ruchy mógł też wyczuć mąż i mam wrażenie, że dla przyszłego taty jest to równie ważne. 
 
W II trymestrze, w miarę nabierania sił przez malucha, jego ruchy stają się nardziej zdecydowane. Ma też sporo miejsca i może wykonywać swobodne akrobacje. To już zazwyczaj nie trzepotanie i łaskotanie a prawdziwe kopniaki i rozpychanie się. Nie są bolesne, ale na pewno z niczym ich już pomylić nie można. Mogą już pojawiać się o określonych porach, zwłaszcza późnym wieczorem, kiedy układamy się do snu. Zazwyczaj maluszki aktywują się, kiedy my odpoczywamy. Będąc w ruchu najczęściej nie czujemy tak bardzo ruchów albo ich rzeczywiście nie ma, bo skutecznie kołyszemy nasze dziecko do snu. Na tym etapie zupełnie naturalne jest, że jednego dnia czujemy kopniaki niemal cały czas, a następnego w ogóle. Ostatnio często mi się to przytrafia i chcąc nie chcąc, niepokoję się tymi chwilami ciszy. Jednak według wielu źródeł (w tym opinii lekarza), częstotliwość ruchów i pory aktywności należy bacznie obserwować od 28 tc. Przymuje się, że normą jest min. 10 ruchów każdego rodzaju w ciągu godziny (lub w krótszym czasie) i tak dwa razy dziennie. Pamiętam, że Antek był bardzo aktywny o swoich stałych porach i nie musiałam nawet liczyć jego ruchów. Zobaczymy, jak to będzie z Niną. 
 
Czasami trzeba leniwego i zaspanego maluszka obudzić i zachęcić do aktywności. Wówczas najlepiej coś zjeść, wypić szklankę soku i ponownie się położyć. I czekać. Jeśli zaobserwujemy, że w ciągu dwóch godzin nadal nie doliczylśmy się 10 ruchów, najlepiej skontaktować się z lekarzem (lub położną). 
 
W 8. miesiącu kopniaki mogą już być na tyle mocne, że nie raz oberwiemy np. w żebra. Jeśli odczucia stają się w pewnym momencie dokuczliwe, możemy wstać, chwilę podreptać i położyć się na drugim boku. Zmiany pozycji Antka były bardzo widoczne – brzuch dosłownie zmieniał kształt i często wystawiał swoje rączki czy nóżki. 
 
W 9. miesiącu, kiedy maluszek ma w brzuchu bardzo mało miejsca na jakiekolwiek ruchy, jego aktywność może się zmiejszyć. Zwłaszcza tuż przed porodem. Dodatkowo, znajduje się wtedy dość nisko, zazwyczaj główką do dołu. Wówczas nasze żebra mogą już odetchnąć 😉 Z drugiej strony zdarza się też, że właśnie wtedy przyszłe mamy obserwują wzmożoną aktywność. Ważne jest, aby odnotować każdą nagłę zmianę w zachowaniu dziecka. Zbyt gwałtowne ruchy lub ich brak, mogą oznaczać jakiś problem. Trzeba być po prostu czujnym. 
 
I na koniec pewna prawidłowość, której nie znajdziecie w poradnikach i serwisach dla kobiet w ciąży. Jest ona poparta doświadczeniem wielu, wielu mam, również moim. Niemożliwym albo bardzo trudnym jest uwiecznienie ruchów malucha. Za każdym razem, kiedy baraszkuje a my wyciągamy aparat/telefon i zaczynamy nagrywać, ruchy ustają 🙂 Nina już mi tak parę razy zrobiła psikusa.
 
I już na zupełny koniec pozdrawiam wszystkie przyszłe mamusie, które również już czują swoje maluchy i dla których jest to źródło wielkiej radości a czasami i niepokoju. 

(zdjęcie: anthrodoula.blogspot.com)

Previous Witamy w naszym domu :) Część I
Next Antkowe myśli zebrane. Część II.

Suggested Posts

Witamy w naszej kuchni!

Go girl! Filmowe bohaterki, które kopią tyłki.

Zwierzaki pocieszają!

Uświadom sobie tę jedną rzecz i żyj szczęśliwiej.

Angielski w przedszkolu – hit czy kit?

Matka Natura nie znosi Twojej znieczulicy.