Uwaga buntownik!



Trzeci rok życia Antka upłynął nam pod znakiem wielkich zmian, postępów i szalonego okresu buntu. 

Zmian i postępów ważnych dla nas i dla Antka było kilka:
  • Synek zaczął zasypiać sam. Z dnia na dzień. Wcześniej siedzieliśmy na kanapce w jego pokoju, nuciłam kołysankę a on zasypiał na moich kolanach. Kiedy zaszłam w ciążę wiedziałam, że dłużej nie będę mogła go przenosić do łóżeczka i nasz rytuał trzeba zmienić. Okazało się, że dla mnie było to trudniejsze niż dla Antka. Kołysanki zamieniliśmy na książeczki i historie, krótkie przytulanie, rytualne całuski i mogę opuszczać pokój. Myślę, że pomogły nam w tym nawyki żłobkowe. Zdarza się, że Antek wykorzystuje większy luz w domu, ale pewne przyzwyczajenia ma, w tym zapewne samodzielne zasypianie, np. na drzemkę. 
  • Pożegnanie ze smoczkiem. Z tym krokiem nam się nie spieszyło, głównie ze strachu przed płaczem, krzykiem i brakiem snu. Bo synek używał smoczka już tylko na noc. Zastosowaliśmy metodę na tzw. “wróżkę smoczkową”, o której opowiadaliśmy synkowi już na kilka miesięcy przed pożegnaniem: że napisze do niego list, kiedy uzna, że już pora dla niego oddać smoczki małym dzieciom, które bardziej ich potrzebują od niego. I za każdym razem protestował z grymasem, ale chcąc nie chcąc oswajał się z tą myślą. I pewnego dnia list przyszedł, nad ranem. Z prośbą o zostawienie wszystkich smoczków w koszyczku na oknie. Wieczorem przed kąpielą sprawdziliśmy koszyk, w którym nie było już smoczków. Siedział w nim sobie za to miś Alfred i trzymał drugi list od wróżki, w którym ta dziękuję za smoczki, dodaje otuchy i przedstawia nowego pocieszyciela. Radość z prezentu była wielka, do czasu … Potem było kilka łez, znacznie mniej niż się spodziewaliśmy. Drugiego wieczoru również, ale już mniej. I tak niecały tydzień tęsknoty, aż smutek i potrzeba minęły. Całe to doświadczenie nauczyło nas jednego: trzeba być odważnym, konsekwentnym i mieć dużo wiary w swoje dziecko. Bo choć ze smoczkiem nadal wygląda, jak nasz malutki dzidziuś, to zazwyczaj rezolutny mały człowiek, który gotowy jest na zmiany.
  • Nocnik. Pozbyliśmy się pieluch, kiedy Antek miał 2,5 roku. Współpracowaliśmy ze żłobkiem, a pieluchę zakładaliśmy na spacery, podróże samochodem i na noc. Kiedy nadeszła właściwa pora, Antek sam zaskoczył i “wypadki” przestały nam się zdarzać. Okres przejściowy zajął nam około miesiąca. Teraz czekamy na letnie miesiące, aby odstawić pielucho-majtki, które nadal zakładamy na noc. Ze strachu głównie, bo zazwyczaj są zupełnie suche. 
  • Samodzielność. Synek udoskonalił umiejętność samodzielnego picia i jedzenia. Potrafi zdejmować buty, zdejmować i zakładać spodnie, bieliznę, bluzy/kurtki, czapkę i chustkę. Bardzo długo bawi się sam, tworząc scenariusze policyjnych pościgów i akcji gaszenia pożarów. Angażuje nas do zabawy, nadając nam role, np. rabusia, strażaka, pacjenta. Czasami ma ochotę na rysowanie/malowanie, ale szybko go to nudzi. Ostatnio odkrył plastelinę, robi z niej placki, ciasteczka i je nam przynosi do skosztowania. Uwielbia czytać książeczki (najlepiej o zawodach) i oglądać bajki. Ostatnio oglądał “Boso przez świat” Cejrowskiego i powiedział, że to jego ulubiona baja :)) 
  • Mowa. W ostatnim roku pojawił się nam w domu mały gaduła 🙂 Nadaje zaraz po przebudzeniu, od niedawna wymyśla, co mu się śniło w nocy. Lubi rozmowy w aucie i komentuje wszystko co widzi. Czasami tworzy tak ciekawe zdania, że mowę mi odbiera (“Wydaje mi się, że to jest tygrys”; “Coś mi przyszło do głowy…”; “Ja wybiorę książeczkę, młoda damo” – to akurat do mnie). Piękny to jest okres, kiedy wymiana zdań z tym małym człowiekiem to już nie tylko komunikat czy informacja. To prawdziwa, ciekawa rozmowa. 
  • Odwaga. Z malucha, który w żłobku stał z boku i nie chciał uczestniczyć w zabawach grupowych, wyrósł nam odważny i sympatyczny łobuziak. Nadal spokojny, ale otwarty na innych, cieszący się ze spotkań z kolegami. Z pewnością lubi towarzystwo dzieci nieco starszych, które chętnie obserwuje i naśladuje (“Tato, idziemy na deskę?”). W żłobku zdarza mu się popchnąć czy udrapnąć i choć nigdy nie pozostawiamy tego bez komentarza, cieszymy się, bo wg. opiekunki nie jest to oznaka agresji, a umiejętności obrony samego siebie.
  • Empatia. Ważne jest dla mnie, aby był wrażliwy na uczucia innych i zdawał sobie w przyszłości sprawę z konsekwencji swoich działań. Póki co nie można wymagać wiele, ale cieszy mnie, że Antek potrafi nazwać uczucia – swoje i innych i reaguje na nie: przytula, pociesza, głaszcze, przeprasza. 
  • Bystrość. Zadziwia mnie, jak spostrzegawczy i pamiętliwy może być Antek. Przypomina mi, że na coś się umawialiśmy i muszę zacząć to zapisywać, bo widzę, jak ważne to dla niego. Zauważa mój makijaż, lakier na paznokciach, nie przegapi żadnej zmiany. 

Miniony rok to również rok buntownika. Pod tym względem nauczył nas wiele cierpliwości i dyplomacji. Kiedyś, kiedy myślałam o tym okresie, wyobrażałam sobie wrzeszczące dziecko, leżące w sklepie na podłodze oraz walkę zawstydzonego rodzica. Gdyby bunt sprowadzał się tylko do takich scen, szybko mielibyśmy spokój. A to nie takie proste. Muszę nawet przyznać, że w sklepach (zwłaszcza tych z zabawkami) Antek zachowuje się bardzo rozsądnie. Już w wejściu mówię mu, że żadnej zabawki nie będziemy kupować i to chyba daje efekty. Oczywiście, potrzebuje czasu, aby wszystko obejrzeć i protestuje, kiedy go ponaglamy. Ale to tyle. Jeśli kiedykolwiek próbował wymusić coś histerią, to szybko to ukróciliśmy. Nie znaczy to jednak, że scen nam nie robi. Robi, ale najczęściej w domu. Jest płacz i krzyk. Czasami złość jest tak wielka, że podniesie rękę albo popchnie. I wtedy zawsze jest ostrzeżenie i prośba o to, by się uspokoił i przeprosił. Jeśli nie pomaga, idzie “pod chmurkę” na 2 minuty. I to pomaga, bo po chwili przeprosi. Sam wie, co mu pomaga się uspokoić, bo bardzo często jeszcze przez płacz prosi o przytulenie. I się wycisza. 
Czego nie znoszę najbardziej to jego upór i przekora. Kiedy mamy jeden z takich dni, kłóci się we mnie nieustępliwość z dyplomacją. A scena może być dosłownie o wszystko: a to buty się nie podobają, a to on chciał włączyć pralkę, a to on chce spuścić wodę w toalecie! Więc co robić? Nie dać się, pokazać kto rządzi i wysłuchiwać płaczu, czy przewidzieć i wymyślić ekscytującą historyjkę o żaroodpornych butach strażaka? Mam wrażenie, że jedno i drugie wysysa tyle samo energii. Zdarzały nam się dni, kiedy kładliśmy się wykończeni do łóżka i dziękowaliśmy, że dzień dobiegł już końca. 

I taki to jest los mamy buntownika: czasem złość, granice cierpliwości i łzy. A za chwilę piękny poranek, kiedy synek przychodzi do sypialni, gramoli się pod pierzynkę, przytula i mówi “Kocham Cię.”


Previous Crocs - fajne buty!
Next Pierwsze chwile razem. Jak je wspominasz?

Suggested Posts

10 faktów o mnie, których nie znacie.

DIY: Kalendarz Adwentowy.

Okiem doktora i badanie połówkowe.

Pierwszy miesiąc Niny … i mamy.

Kolorystyczne kompozycje do wnętrz.

Torba wózkowa czyli nasze spacerowe must have.