Cecha, której najbardziej zazdroszczę moim dzieciom.


Jakby się tak rozpędzić w wyliczaniu, to mogłabym wymienić pokaźną liczbę rzeczy, których zazdroszczę moim dzieciakom. Choć mi w ich wieku niczego nie brakowało, to jednak dziś ten dziecięcy świat jest bardziej kolorowy, zdecydowanie bardziej ku nim zwrócony. Piękne filmy animowane, bajki edukacyjne, cały wachlarz zabawek – od prostych, drewnianych po konstrukcyjne cuda. Nie przeceniając zbytnio nowych technologii, to jednak dzięki nim nasze maluchy mają nieograniczony dostęp do wiedzy i rozrywki. Mają też bardziej świadomych rodziców, którzy zapewniają im jeszcze lepszy rozwój na różnych polach. Jednak z największym sentymentem spoglądam na to, co niezmienne od pokoleń. Czego za za żadne pieniądze nie można kupić. I odkupić.

Bo ja najbardziej to jednak zazdroszczę im cech, tak znamiennych dla wieku dziecięcego. Szczerość, radość, beztroska na co dzień, spontaniczność, może nawet nieświadomość ciemnych stron, które ludzie posiadają. Gdybym miała wybrać tę jedną najlepszą, to byłaby nią … A zresztą, przytoczę Wam sytuację z zeszłego tygodnia.

Ponieważ ostatnio podział ról w wieczornym rytuale kąpieli i usypiania nieco się zmienił, to teraz M. przejął całkowicie Ninę (bo tatuś jest najlepszy i koniec) a ja towarzyszę Antkowi podczas mycia. On jest już co prawda samodzielny i wymaga jedynie kontroli czasu mycia zębów (bo  5 sekund to o 3 za długo!), ale wykorzystujemy ten spokojny czas na pogaduchy. Tamtego dnia padałam na twarz już od południa a od 17:00 odliczałam czas do kąpieli. Opierałam się sennie o wannę i stwierdziłam, że dzisiaj to ja nie dam rady wleźć do Antka na łóżko (o to łóżko), na wieczorne czytanie. Tak więc w pewnym momencie zaproponowałam:

– Wiesz co Antek? Dzisiaj poczytamy w naszym łóżku, ok?

Spodziewałam się nawet protestów, bo to całe czytanie w jego łóżku to też stały rytuał. Ale nie. Antek kompletnie zaskoczył mnie swoją reakcją. Podskoczył w wodzie i krzyknął z zachwytem:

– Suuuuper! Jesteś najlepszą mamą na świecie!

Wiecie, taki okrzyk słyszę dość często, ale tym razem to nie była reakcja na widok wymarzonej zabawki czy na wieść o spontanicznym wypadzie na lody. To było coś, co dla mnie było błahostką, zwyczajnym ułatwieniem sobie życia. Dla Antka to był mały, niespodziewany prezent na koniec dnia. Czytanie w łóżku rodziców! WOW!

Teraz widzicie, której dziecięcej cechy najbardziej zazdroszczę. Wielkiej, autentycznej radości z rzeczy małych. Takich, które dla nas – dorosłych są praktycznie nieistotne. Nie poświęcamy im więcej niż kilka sekund naszego czasu, nie mamy nawet chwili na refleksję, że te drobne, pozytywne błahostki są istotą naszego szczęścia. Bo kto dziś skacze na myśl o spokojnym seansie, pod kocem i z herbatką? Kto docenia, że ma ochotę, siły (i pieniądze) na shopping? Warczymy stojąc w korku a kto w tym momencie uśmiecha się w duchu, że siedzi w samochodzie, słucha ulubionej stacji i nie marźnie, jak mijana grupka ludzi na przystanku? Czy tylko ja mam wrażenie, że coraz mniej doceniamy a coraz więcej spraw to przykre, przeszkadzające obowiązki? A może to zwykła powściągliwość w okazywaniu radości?

Niestety z wiekiem i z coraz większym pędem życia, tracimy cechy, które czynią dziecięcy świat tak wyjątkowym i wartym uwagi. Nawet jeśli chcemy czerpać radość z codzienności i skupiamy się na pozytywach, to jednak prędzej czy później doganiają nas obowiązki, znudzenie i frustracja. Walczę z tym cały czas i ciesze się, że mój prywatny bilans nadal jest na plusie. Dzięki moim dzieciom.

(grafika: flickr.com)

Previous Zmęczona i wkurzona? Ta prosta i regularna czynność może Ci pomóc!
Next Przekąski dla dzieci - na urodziny, kinderball i odwiedziny przyjaciół.

Suggested Posts

Kilka kroków do stylu skandynawskiego w Twoim domu.

Na śniadanie.

Share Week 2016.

Cecha, której najbardziej zazdroszczę moim dzieciom.

Pomysł na obiad: Makaron z tuńczykiem i warzywami.

Prosta i szybka przemiana pokoju Antka.