Zostać rodzicem i tyle wygrać.


Czy  jako rodzic (zwłaszcza ten młody) zdarza Wam  się  wspominać czasy bez dziecka? Koleżanka, mama kilkumiesięcznego malucha podzieliła się kiedyś ze mną refleksją, że ma wrażenie, jakby syn od zawsze był w jej małej rodzinie. Zastanowiłam się nad tym i musiałam przyznać, że nie miałam takich myśli. Co prawda nie potrafiłam już sobie wyobrazić naszego życia bez synka, ale pamiętałam, jak było bez niego. W tych pierwszych tygodniach dość często zdarzało mi się patrzeć wstecz na czasy, kiedy byliśmy z mężem tylko we dwoje. I doskonale pamiętałam jeszcze to uczucie wolności i niezależności, nawet jeśli nie oznaczało ono swobody w szalonych podróżach po świecie, całonocnych wypadów na miasto, czy braku ograniczeń w uprawianiu ryzykownych sportów ekstremalnych. Z  lekką tęsknotą i nostalgią  wspominałam jednak wolność w kształtowaniu swojego życia i podejmowanych decyzjach, nawet jeśli dotyczyło to porannego wylegiwania się lub wyboru następnego celu urlopowego.

Oczywiście, wraz z pojawieniem się dziecka nie przenosimy się na zupełnie inną planetę, na którą absolutnie nie można zabrać swojego “starego” życia. Faktem jednak jest, że przynajmniej w tych pierwszych miesiącach, rezygnujemy z wielu rzeczy i całkowicie skupiamy się na wychowaniu i opiece nad naszym oczkiem w głowie. Dopiero po pewnym czasie znów przypominamy sobie, że na świecie istnieje coś więcej niż pieluchy, codzienne rytuały i kalendarz szczepień. A są i tacy, którzy (świadomie bądź nie) jeszcze przez długi czas sobie o tym nie przypomną.

Kiedy teraz, po tych paru latach i dodatkowo z dwójką dzieci, powracam myślami do czasów “bezdzietnych”, czuje się, jak w innej epoce. Pamiętam tych “starych” nas i nasze ówczesne życie, jednak nie mam wątpliwości, że dziś jesteśmy już innymi ludźmi. Gdybyśmy mieli okazję przenieść się na jeden dzień do przeszłości, pewnie okazało by się, że te wspomnienia i tęsknoty należą do kogoś, kogo już tak naprawdę nie ma. Bo zmieniliśmy się przez rodzicielstwo a dzieci zmieniły nasze życie.

Uważam, że w kontekście narodzin dziecka, zbyt dużo mówi się właśnie o stratach. Kto z nas choć raz nie usłyszał rady “W ciąży wyśpij się na zapas, potem się skończy.”? Niektórzy kalkulują i podliczają, bo przecież dzieci pożerają czas i pieniądze … i nerwy. I wszystko to święta prawda! I nadal uważam, że zysków jest znaaaacznie więcej niż nam się wydaje. Zobaczcie sami 🙂

1. Sen. Jest go mniej – racja. Jednak jako osoba, która kiedyś uwielbiała spać wiem, że do krótszego snu można przywyknąć. W takim stopniu, że nawet jak będziecie mogli sobie pospać, Wasz organizm będzie się wybudzał. Ma to duże znaczenie w kontekście porannego wstawania do pracy, czego ja nigdy nie znosiłam. Jako mama, już nie miałam z tym najmniejszego problemu, bo zostając w domu i tak musiałabym wstać 😉

2. Ruch. Z dzieckiem trzeba się ruszać. Najpierw są to spacery z wózkiem (wiadomo, w ruchu dziecko śpi lepiej i się nie wybudza) a później kopanie piłki, wypady na basen, wycieczki … I mamy tzw. “win win”. Nawet, jak nam się bardzo nie chce to wiemy dokładnie, że brzdąc w domu prędzej czy później zacznie wariować. Nie zaszkodzi też go porządnie zmęczyć. W imię spokojnego wieczoru 😉

3. Zdrowe i urozmaicone jedzenie. Nawet jeśli przed ciążą jadłaś cukier, tłuszcz i chemię, dwie kreski na teście prędzej czy później wymuszą zmiany. Ja na przykład nigdy nie przepadałam za zieleniną. W pierwszej ciąży była to bardzo silna zachcianka i tak zostało do dziś. To samo tyczy się naszych posiłków i zawartości lodówki. Zależy nam, aby Antek, choć dość wybredny i uparty w tym temacie, dietę miał urozmaiconą. A wraz z nim i my korzystamy.

4. Motywacja. Dzieci są silną motywacją, to nie ulega wątpliwości. Chcemy być zdrowi, mieć czas, zapewnić im dobra materialne, wzorce, opiekę i rozrywkę. Ale ja mówię też o tej motywacji z pozycji mamy, która ogarnia tzw. “gospodarstwo domowe”. Ileż razy mi się nie chciało a mówiłam do siebie: “Muszę sprzątnąć, bo zarośniemy” albo “Jeśli dziś nie włączę pralki, jutro zamiast jednej górki będą dwie. A potem trzy, cztery …”. Brzmi znajomo? Mając dzieci wiesz, że nie możesz sobie pozwolić na zbyt długie “nicnierobienie”, bo przypłacisz to później maratonem.

5. Organizacja. Mamy wiedzą, że to klucz do sukcesu. I wielki atut, również w późniejszym życiu zawodowym. Chcesz mieć wolny wieczór, musisz kombinować i sprawnie upychać codzienne zadania.

6. Dystans. Często nam go brakuje: w pracy, w relacjach ze znajomymi a nawet wobec samych siebie. Cudownym lekiem na to jest nasze dziecko, które szybko poprzestawia nam priorytety. A wtedy wszelkie problemy okażą się jakby trochę lżejsze i mniej istotne.

7. Radość. To jest akurat dość powszechne, oryginalna nie będę. Jednak wspomnieć o tym muszę, bo to bardzo fascynujące, kiedy nawet największy cynik rozczula się na widok pierwszego uśmiechu swojego dziecka. Albo kiedy śmieje się z jego wyjątkowo trafnego komentarza. Syndrom Anny Muchy, chciało by się rzec. Radość i zachwyt rodzica wydaje się śmieszna do momentu, aż samemu nie zostanie się rodzicem. Wtedy też dociera do nas, że uśmiech dziecka jest najcenniejszą terapią.

8. Beztroska. Nie wierzę, że jest rodzić, który podczas zabawy z dzieckiem, sam choć raz nie cofnął się w czasie. Klocki LEGO, zdalnie sterowany samolot czy lalka Barbie z pięknym, różowym domem – zabawki, o których zawsze marzyłeś, ale tym razem nie musisz prosić o nie rodziców. A do tego wspólne wypady do kina na najnowszą produkcję Pixar i Ty śmiejący się częściej i głośniej, niż Twoja pociecha. Rodzic ma ten wyjątkowy przywilej, że może na świat patrzeć oczami swojego dziecka.

9. Autorefleksja. W świecie dorosłych bywa różnie. Często nieszczerze i mało serdecznie. Natomiast w relacjach z dziećmi można być pewnym jednego: Jeśli dziecko chce Ci o czymś powiedzieć, powie Ci to bez ogródek, bez owijania w bawełnę i bez zbędnej dyplomacji. Trafnie też oceni Ciebie i Twój nastrój, zapyta o przyczynę. A wtedy coś będzie trzeba odpowiedzieć a odpowiedź bardzo często daje nam do myślenia. Ja tak mam, a Wy?

10. Zasłona dymna. Kiedy rodzina chce wpaść z wizytą a niespecjalnie macie na to ochotę, co robicie? Chowacie się za dzieckiem, a co 🙂 “Mały znów zawalony, przyniósł coś z przedszkola” – brzmi znajomo? 😉 A mówiąc poważnie, jako mama i kobieta uwielbiająca zakupy, mam dwa dodatkowe powody, aby zaszaleć. Bo łupy dla dzieciaków dają tyle samo radości i satysfakcji, co ciuch czy but dla samej siebie. A że maluchy ciągle rosną i rosną a gadżety ułatwiają życie … 😉

A jak to jest u Was? Dodalibyście coś jeszcze do powyższej 10-tki? Dajcie znać w komentarzach.

(Zdjęcie: flickr.com)

Previous Haul z Ikea.
Next Ten upominek od Św. Mikołaja zrobi furorę!

Suggested Posts

Zrób sobie dobry rok! Oto mój pomysł :)

Dziękuję Ci, Mamo.

Rzecz, której nigdy tej pielęgniarce nie zapomnę.

Rodzinnie w Kołobrzegu.

Ja Ciebie też, synku!

Go girl! Filmowe bohaterki, które kopią tyłki.