Dlaczego czasami mam w życiu pod górke?


Mam fajne życie i nawet nie próbuję wysiłać się na wynajdywanie minusów. Macierzyństwo jest tak samo wspaniałe i wymagające, jak Wasze. Mąż mój czasami tak samo kochany i wkurzający, jakich miliony cudzych mężów a bałagan niekiedy jakby na złość odradzał się tuż po sprzątaniu – zapewne, jak wszędzie. Nie mam problemów grubego kalibru, bo do garnka mam co włożyć, szafy moje są pełne, zabawek dzieciaków nawet za dużo. Mam swój mały ogródek, wąskie grono sprawdzonych przyjaciół i pasję, która jest moją odskocznią. To jest moje szczęście.

Udane życie nie znaczy jednak, że wszystko przychodzi mi łatwo i że nie wiem, co to wyzwania, walka z ograniczeniami i wadami. Mam parę cech, które nawet niekoniecznie są złe. Powiedziałabym nawet, że niektóre z nich to bardziej zalety, tylko niestety takie, które zamiast pomagać, wszystko niepotrzebnie gmatwają. I w życiu i w blogowaniu. I tak oto spontanicznie mogę wymienić kilka:

#1 Macierzyństwo “wyleczyło” mnie z perfekcjonizmu, ale jeśli chodzi o dziedziny wyłącznie moje, jak np. blog, chciałabym wszystko robić idealnie. Jestem bardzo krytyczna wobec siebie, co kończy się tym, że wiele tekstów leży cały czas w szkicach. Poświęcam zdecydowanie za wiele czasu na przelewanie myśli i na przygotowanie zdjęć czy filmów. Zawsze mam w głowie jakąś gotową wizję i frustruje mnie, kiedy rzeczywisty efekt się z nią rozmija. Gdyby nie moja stała walka z perfekcjonizmem, Nukka pewnie jeszcze długo nie ujrzałaby światła dziennego a blog pewnie nigdy by nie powstał.

#2 Bardzo trudno mi doceniać swoje sukcesy. Piszę już ponad 2 lata a mi nadal nie może przejść przez gardło hasło “blogerka”. “Że niby ja?”. Kilka dni temu dostałam zaproszenie na prestiżową konkferencję dla blogerów. Oczywiście, cieszyłam się bardzo, zwłaszcza że rok temu się nie udało. Ale przy całej mojej radości, nie zaczęłam piać wokoło a mówiąc o wrześniowych planach komuś spoza środowiska, pobieżnie wspominam o imprezie. A przecież to jest sukces!

#3 Skupiam się na sobie i bliskich, nie na obcych. I to jest dla mnie niewątpliwa zaleta. Bo nie obgaduje nikogo za plecami, nie puszczam plotek i nie cieszę się z cudzych porażek. Nie powiem Wam, jaki samochód mają moi sąsiedzi. Co noszą, do jakich szkół posyłają swoje dzieci i gdzie spędzili ostatnie wakacje. Z drugiej strony, jestem zwykle z newsami do tyłu. Wielu rzeczy nie jestem świadoma i zakładam, że ludzie generalnie są tak prostolinijni, jak ja. A nie są.

#4 Nie słodzę. Wyłączając najbliższychniestety nie jestem wylewna i nie rzucam serduszkami na prawo i lewo. Wszelkie wyrazy uznania, wdzięczności czy radości z cudzego szczęścia i sukcesu, są za to szczere i pozbawione podtekstu. Często wolę nie powiedzieć nic, niż zachować się pod tzw. “publiczkę”. Myślę, że często wpływa to negatywnie na ocenę mojej osoby.

#5 Staram się być w porządku. Jedni nazwą to naiwnościa albo nadgorliwością czy przesadną uczciwością a ja wiem, że chcę innych traktować, tak, jak sama chciałabym być traktowana. Opowiem Wam krótką historię. Wypłacałam kiedyś pieniądze z bankomatu i podszedł do mnie starszy pan. Poprosił o kilka groszy na chleb. Dałam mu chyba 5 zł i poszłam w swoją stronę. Po chwili podszedł do mnie mężczyzna, który był chyba znajomym pierwszego. “Niech mu Pani nic nie daje, toż on na piwo zaraz przepuści!” – zagadał mnie z uśmiechem a ja odpowiedziałam spontanicznie: “Może i tak, ale wie Pan co … ja wolę już być osłem, niż świnią.”. Oboje się zaśmialiśmy i poszliśmy w swoją stronę. No więc tak, często jestem tym osłem.

#6 Mam swoją dumę. Czasami przeszkadza to w wyciągnięciu ręki do zgody a czasami po prostu hamuje. Przykład? Nie potrafię prosić Was o cokolwiek – komentarze, łapki w górę. Prośba o udostępnienie tekstu, bo jest w moim odczuciu ważny albo ciekawy (albo jest wynikiem mojej wielogodzinnej pracy), przychodzi mi niezwykle trudno. Każdy odzew jest niesamowicie ważny, ale nie udaje mi się przeskoczyć tej blokady.

#7 Staram się być obiektywna. Zawsze oceniam dwie strony i  staram się spojrzeć na sprawę z kilku perspektyw. Nie wykrzykuję na blogu radykalnych haseł i nie wywołuję burzy. Jeśli wywoływać emocje, to tylko te pozytywne. Wiem, że konktrowersje przyciągają a ludzie angażują się w tematy, które z góry dzielą. Mimo tego, nie umiem robić czegoś wbrew sobie. Nawet nie mogę się zmusić do jakiś chwytliwych tytułów.

#8 Jestem wstydliwa i raczej skryta. Kto poznał mnie osobiście – w pracy, prywatnie czy na konferencji dla blogerów, ten pewnie bardzo się teraz dziwi. I ja dokładnie wiem, że sprawiam wręcz odwrotne wrażenie. Musicie wiedzieć, że to efekt walki z samą sobą i moją niepewnością. Jeśli mijam kogoś, kogo znam z sieci, to zaciskam zęby i idę się przywitać. Bo najgorzej to udawać, że się kogoś nie widzi. “Ale, że skryta? I prowadzi bloga o własnym życiu?” – kto tak pomyślał, ręka w górę! Pisanie to taka sama walka, ale powiem Wam, że kilkaset tysięcy czytelników (a taka liczba uzbierała się tutaj od powstania bloga), to zupełnie coś innego niż jedna osoba, z którą stoję oko w oko. Jej nie byłaby w stanie wielu rzeczy powiedzieć 🙂 Dziwne? Dla mnie też!

A teraz Twoja kolej. Co Ci przeszkadza w życiu? Co komplikuje pozornie proste zadania? Co hamuje i ogranicza? Jestem więcej niż pewna, że nie jestem w tym temacie sama 🙂

(zdjęcie: flickr.com; autor: Adam Bautz)

Previous Wakacje na Mazurach, czyli: Jak? Gdzie? Za ile?
Next Ach to nasze babskie "ALE" ...

Suggested Posts

Na kolorowo!

Tesco puściło żartobliwie oczko i jest dym!

Hello Monday!

Nagość w domu? Moja opinia w temacie jest krótka i konkretna.

Nie chciałabym mieszkać nad morzem.

Dawno nic nie wywołało we mnie takich emocji, jak ten film!