Wakacje na Mazurach, czyli: Jak? Gdzie? Za ile?


W pierwszym mazurskim wpisie podzieliłam się z Wami naszymi wrażeniami z wakacji na łodzi. Wiecie, że przywieźliśmy ze sobą ogrom pozytywnych doświadczeń i wspaniałe wrażenia, choć urlop w tak szczególnych warunkach do łatwych i wygodnych na pewno nie należy. Dzisiaj będzie bardzo konkretnie – więcej liczb i czysto praktyczne podejście do takiej opcji letniego wypoczynku. Miejcie na uwadzę, że to był nasz pierwszy taki rodzinny pobyt na Mazurach, kręciliśmy się w zasadzie w jednej okolicy i nie orientuję się, jak jest chociażby w Mrągowie, Węgorzewie czy Ruciane-Nida. Mam za to porównanie z wakacjami nad morzem, bo byliśmy już kilka razy i to zarówno w hotelu z atrakcjami i wyżywieniem, jak i w pensjonacie. Jeśli macie podobne plany do naszych, na pewno dowiecie się ciekawych rzeczy. Zapraszam 🙂

Koszty.

Na Mazurach finansowo jest jak w całej polsce, od morza do gór. Można na wakacjach wydać fortunę – mieszkać w wypasionym hotelu i stołować się w najlepszych restauracjach albo można odpocząć z małym budżetem – na polu namiotowym, dbając samemu o wikt i opierunek. Wynajęcie łodzi jest ciekawym rozwiązaniem, bo nie przykuwa Was do jednego miejsca. Każdą noc możecie spędzić gdzie indziej – cumować w marinie albo nawet “na dziko” 😉 Podstawowym kosztem jest sama łódź. U nas doba kosztowała ok. 500 zł, ale rozpiętość cenowa jest całkiem spora i zależy od modelu, rocznika i samej firmy czarterowej. Jak widać, tydzień wakacji to u nas 3000 zł, do tego koszt “noclegu” – ok. 60zł/doba. Czyli jakieś 360 zł. Firma, u której wynajmowaliśmy łódź zapewniała darmowy “parking” w marinie, ale noce spędzaliśmy w pobliskim Rydzewie, w urokliwym porcie Marina Lester Club. W cenie noclegu było korzystanie z toalet, prąd. Woda do uzupełnienia  i prysznice były dodatkowo płatne (te drugie 10zł/osoba). Kolejny, raczej pewny koszt to paliwo – na dojazd to raz, ale również do łodzi. Wydaliśmy na to drugie jakieś 200 zł. I jedzenie z dobrze zaopatrzonego sklepu w Rydzewie. Pomidorki, ogóki małosolne, czereśnie … trochę strach liczyć 😉 Ale w Giżycku jest stara, dobra Biedronka i Lidl, więc i tutaj można znaleźć oszczędności.

Taka cena za tygodniowy pobyt może zwalić z nóg, ale pamiętajcie, że na naszej łodzi mieszkały dwie rodziny: 7 dorosłych. Inne możliwe konfiguracje to np: 4 dorosłych i 5 dzieci albo nawet 6 dorosłych i 4 dzieci. Tak więc całą sumę można podzielić i wakacje zaraz robią się całkiem opłacalne 🙂 Wnętrze łodzi jest co prawda niewielkie, kajuty ciasne, ale tak naprawdę na wszystko jest tam miejsce i można się wyspać w komfortowych warunkach. Kuchenka też jest w pełni wyposażona (gazówka, lodówka, zlew, garnki, sztućce, sitka itp.) a więc nie trzeba stołować się nigdzie indziej. Jak widzicie, koszt takich wakacji jest raczej standardowy. My za nasz 4 osobowy pokój z łazienką (i wspólną kuchnią) zapłaciliśmy 1400 zł. Zatem wychodzi całkiem podobnie. I tu ważna rada: jeśli szukacie noclegu na miejscu, konieczcie zajrzyjcie też na stronę obiektu. Może się okazać, że ceny podane w Internecie różnią się od tego, co “woła” od Was właściciel.

Posiłki w lokalach oczywiście “zjadają” budżet. Obiad dwudaniowy to jakieś 25-30 zł/osoba, podobnie pizze i rybki z frytkami. Wszystko zależy od miejscowości i poziomu lokalu. No i jeszcze lody, gofry, wata cukrowa … miejscowi wiedzą, czym kusić 😀

Warunki.

Jak pisałam, mieszkanie na łodzi wymaga dobrej organizacji a zaczyna się ona już podczas pakowania. Choć kajuty są całkiem pakowne i jest sporo półeczek, szafeczek, musicie zapomnieć o rozłożeniu się z torbami. U nas sprawdziły się gotowe zestawy na każdy dzień a duża część bagażu (cieplejsze ubrania, kalosze itp.) zostały po prostu w aucie. I nie miejcie złudzeń –  będzie towarzyszył Wam bałagan 😉

Ta jedna, jedyna noc, którą spędziliśmy na łodzi, była bardzo udana. Pomimo głośnego koncertu nieopodal, dzieciaki zasnęły i obudziły się dopiero nad ranem. Trzeba pamiętać, że tam nie da się odtworzyć warunków domowych, bo gdzie ludzie tam i rozmowy, śpiewy. Słychać sporo. W ciągu dnia dzieciaki też dużo czasu spędzały pod pokładem i póki miały zajęcie i towarzystwo, my mieliśmy chwilę dla siebie. Prędzej czy później jednak każdy maluch traci zainteresowanie miejscem, więc wycieczki trzeba tak zaplanować, aby żeglowanie przelatało się z innymi atrakcjami.

Kuchenka, choć naprawdę malutka, daje sporo możliwości. Domowe schabowe, kurczaczek, jajecznica z boczkiem, ciepłe parówki i kiełbaski – tak byliśmy rozpieszczani 🙂 Mieliśmy nawet własną (chemiczną) toaletę. Symboliczną, ale zawsze!

O stanie publicznych toalet i pryszniców można wiele pisać, bo faktycznie różnie z tym bywa. W tym temacie też najlepiej rozeznać się zawczasu – poczytać, popytać doświadczonych znajonych. I wbrew pozorom, na takich wakacjach wiele nie trzeba: ot czystość i ciepła woda do zmywania naczyń. W tym roku, kiedy Ninę nadal kąpiemy w wanience, lepiej czuliśmy się w pokoju z łazienką, ale jak dzieciaki podrosną, nie będzie z tym żadnego problemu.

Bezpieczeństwo.

To kolejna rzecz, którą trzeba rozważyć przed organizacją wakacji na łodzi. Ekipa to jedno. Mieć patent a posiadać faktyczne umiejętności i żeglować rozsądnie, to dwie różne sprawy. Ja byłam kompletnie zielona, ale na szczęście mieliśmy zgrany i dobry zespół. Warunki pogodowe nie zmieniały się gwałtownie a nawet jeśli, nikt by nie ryzykował z dwójką dzieci na pokładzie. Wszystkie zwroty były wykonywane pod kontrolą a więc nami na dole nie rzucało po ścianach.

I pewnie przez te łagodne warunki oraz spokojne żeglowanie, my-dorośli nie zakładaliśmy kapoków. Dzieci nosiły je tylko przy silniejszym wietrze, bo choć dopasowane do ich wagi, i tak były dość niewygodne. W dziecięce kapoki warto się samemu zaopatrzyć, bo szczerze wątpię, żeby firma czarterowa zapewnia tak małe rozmiary. Nasze kupiliśmy w Decathlonie po ok. 100zł/sztuka i jestem bardziej niż pewna, że jeszcze nie raz się przydadzą w tym sezonie.

Miejsce.

Naszą bazą były Rydzewo i Giżycko, co okazało się dobrym rozwiązaniem. Kręciliśmy się po jez. Niegocin a z niego ruszaliśmy na pólnoc (jez. Kisajno) albo na południe (jez. Boczne, jez. Jagodne). Z dziećmi ciężko było wypuszczać się dalej na całe dni, więc niestety tym razem nie udało się zaliczyć jez. Mamry. Natomiast raz ekipa bez nas popłynęła na jez. Śniardwy. Tego dnia też my bez dzieciaków odwiedziliśmy na chwilę Mikołajki i tam niemal spotkaliśmy się wszyscy na kawę. Jak widać, zaczęliśmy skromnie, ale wydaje mi się, że z każdym kolejnym wyjazdem będziemy odkrywać coraz to nowe miejsca. Jest więc po co wracać na Mazury 🙂

Warto?

Tak, tak i jeszcze raz tak! Jeśli uwielbiacie odpoczynek nad wodą a macie dość tłumów na nadmorskich plażach, to jedźcie na Mazury. Co prawda nie ma opcji, że turystów nie będzie. W Mikołajkach do wycieczkowca ustawiały się dzikie tłumy. To jest jednak spory teren i każdy może znaleźć miejsce dla siebie – od dziczy po centra letnich rozrywek. Jak nie łódź, to pensjonat albo pole namiotowe. A rejs zawsze można zaliczyć w jeden, wybrany dzień (godzina ze sternikiem to jakieś 150 zł, cały dzień już 950 zł). Są rowerki, kajaki, nawet motorówki bez uprawnień. Te ostatnie nadal mnie zastanawiają, ale jeśli ktoś ma trochę oleju w głowie, to spędzi cudowne i bezpieczne chwile na wodzie.

Jak tak porównuje Mazury i Bałtyk w środku sezonu, to nasuwa mi się jeszcze jeden wniosek. Będąc we Władysławowie, byliśmy w zasadzie przykuci do miejsca. I nie ma w tym nic złego, o ile pogoda dopisuje i można nacieszyć się plażą na cały rok. My podczas niepogody chcieliśmy podjechać do galerii handlowej w Rumii i korek był taki, że nawróciliśmy, zanim wyjechaliśmy na dobre z miasta. To jest niestety minus nadmorskich miejscowości latem. Jest ścisk i jedna, długa prosta, łącząca wschodnie wybrzeże z zachodnim. Na Mazurach tego nie było. Jeżdząc przez Giżycko, w ogóle nie czuliśmy, że turystów jest dużo. A trasa do Rydzewa zajmowała nam góra 15 minut.

Mazury są piękne, atrakcyjne i wygodne. Drogo tam, jak wszędzie, ale są warte każdej złotówki 🙂

Na koniec mam dla Was jeszcze FILM z naszych fantastycznych wakacji! Enjoy 🙂

Previous Rodzice, ja Was proszę: Ogarnijcie się!
Next Dlaczego czasami mam w życiu pod górke?

Suggested Posts

W Halloween każdy widzi swoje potwory.

Na śniadanie.

Piwnooka & Co. na co dzień :)

Domek w ogrodzie i jego wielka metamorfoza!

Jest ich wielu i są blisko. Wystarczy tylko otworzyć oczy.

Czasami jestem ważniejsza. Ty też!