Co ta dziewczyna ostatnio wyprawia, to się w głowie nie mieści!


Co by nie mówić, drugie dziecko (a pewnie każde kolejne też) to jest powtórka z rozrywki. Niby przeżyło się już kiedyś te wszystkie etapy dorastania, niby wiadomo, czego się spodziewać a jednak czasami człowiek zatrzymuje się na moment i odkrywa, że pewnych rzeczy po prostu nie ogarnia! Nie w sensie, że sobie nie radzi, ale po prostu bywa zaskakiwany i zadziwiany przez własne dziecko. Takie myśli nachodzą mnie od jakiegoś czas każdego dnia. W pozytywnym i tym mniej pozytywnym znaczeniu. Okazuje się bowiem, że nasza Nina to typowa 2-latka ze szczyptą solidnej dawki niespodzianki.

Ostatnie wieczory wyglądają tak samo: padam wyczerpana nie tyle fizycznie, co emocjonalnie. Wystarczy, że powiem jedno : bunt dwulatka. Wiem, że wielu to określenie potwornie irytuje, że ta faza to nic celowego i nic na złość rodzicom, ale no kurcze! Nie wiem, jak inaczej i trafniej nazwać ten trudny etap, kiedy rodzic musi zmienić swoje nastawienie i podejście do dziecka. Kiedy nawet samo dziecko nie wie i nie rozumie, co się z nim dzieje, czego chce, co czuje. Ja od jakiegoś czasu wznoszę się na wyżyny dyplomacji i balansuje pomiędzy tym, co mogę odpuścić a co jest już zbyt dużym (i ostatecznie szkodliwym, bo niczego nie uczącym) ustępstwem z mojej strony.

Dzień zazwyczaj zaczyna się sprzeciwem i fochem: na ubieranie, na śniadanie, na każdą moją propozycję. I nie ma na to lepszego sposobu niż odczekanie. Po kwadransie (albo i po 2h) okazuje się, że jajecznica to w sumie świetny pomysł a wybrany przeze mnie kubek jest jednak ok. W ciągu dnia to jest czysta loteria. Dzisiaj na ten przykład, Nina nie mogła pogodzić się z tym, że nie może umyć się w ogrodzie, gdzie porządkowałyśmy meble i donice. Poszła co drewnianego domku,  wyrzuciła wszystkie piłki na trawę a mnie do domu. Siedziała tam 15 minut (muszę uczciwie przyznać, że miałam czas na herbatę) a potem za każdym razem gdy szła do mnie i widziała, że ją obserwuję, fukała i wracała do domku. To delikatny przykład.

Zazwyczaj jest ryk, szarpanie i bicie. Stan, kiedy nie ma z dzieckiem kontaktu i wszelkie próby rozmowy są bezcelowe, doświadczyłam już z Antkiem. Tylko, że on uspokajał się raczej dość szybko i w końcu znaleźliśmy też metodę na wyciszenie – przytulenie. Nina to inny kaliber. Skubana jest tak zdeterminowana i tak bojowo nastawiona, że cokolwiek robimy czy mówimy, to nakręca ją jeszcze bardziej.

Wcześniej, jeszcze przed 2. urodzinami, była bardzo ugodowa, nad wyraz rozsądna. Myślałam, że z nią nie będzie potrzebna żadna dyscyplina, żadne kary, ale okazuje się, że chwila w odosobnieniu (przejście ze mną do innego pokoju), to najlepszy reset i szansa na rozmowę. W pewnych sytuacjach informacja o konsekwencji działa najlepiej. Mam też ten komfort, że wiele sytuacji mogę odczekać. Na przykład, gdy rano nie chce się ubrać, mówię jej, że ja idę robić śniadanie i czekam, aż będzie gotowa i mnie zawoła. I to działa. Tylko, że ja nie muszę stawić się nigdzie punkt 7:00. Jeszcze …

Tak, jak każdy dzień jest bardzo wymagający i męczący, obfituje też w wiele absolutnie wyjątkowych momentów. Bo Nina prócz tego, że ma teraz bardzo wybuchowy charakter, to jest też niesamowicie urocza! Chłonie wszystko jak gąbka, wzbogaca swój słownik i ma swoje ulubione zajęcia. Kiedy podczas posiłków kieruje widelec w moją stronę i z pełną powagą pyta: “Chcesz spróbować?”, to nie wiem, czy się wzruszać czy śmiać. Rozczula mnie jej “Na zdrowie!” za każdym razem gdy kichnę, albo pytanie “Wszystko w porządku?” gdy zdarza mi się głośno westchnąć. Jest czuła, opiekuńcza i bardzo uczuciowa. Dzisiaj na przykład całowała porcję makaronu na łyżce …

To już ten czas, gdy dzieciaki razem wojują. Antkowi wiele nie trzeba, wystarczy rozbrajająca propozycja Niny: “Pogonimy się?”. Z drugiej strony coraz więcej zabaw kończy się okrzykami: “Oddaj, to moje!” albo “No Ninaaaa, nie zabieraj mi tego!”. Ja jestem oczywiście pierwszą instancją, do której biegną i coraz częściej mam ochotę powiedzieć, żeby sprawę sami rozwiązali między sobą. Tylko trochę obawiam się o Antka 😉

Staram się tez nie porównywać ich ze sobą a jeśli już to robię, to tylko dlatego, że daje mi to bardzo ciekawe spostrzeżenia. I myślę, że nie jestem w tym odosobniona. To fascynujące, jak dzieci mogą być różne i jak różnie mogą się rozwijać. Zauważyłam na przykład, że Antek w jej wieku to był dla mnie duży chłopiec, który w moich oczach dorósł do pewnych rzeczy. A z Niną te same sytuacje budzą we mnie więcej obaw i wątpliwości. Że może na coś za mała, może na coś jeszcze nie czas. Czy tak będzie już zawsze? Taka niezamierzona maniera rodziców, którzy to młodsze postrzegają inaczej niż starsze?

Przeprowadzka do własnego pokoju była jedną z tych rzeczy. W przypadku Antka zbiegło się to z nowym domem i nowym pokojem. Co do Niny, miałam obawy, że przyzwyczaiła się do naszego łóżka i stanowczo zaprotestuje na nowe miejsce. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie! Od 2 tygodni śpi u siebie i powiedziałabym nawet, że uwielbia to miejsce! Rytuał wieczorny jest ten sam – czytanie, zasypianie w moim towarzystwie, delikatne światło na całą noc. Noce rewelacyjne, bo w większości przesypiane w całości. Nawet poranki mnie pozytywnie zaskoczyły, bo ani razu nie było płaczu z powodu naszej nieobecności. Nina się budzi i woła któregoś z nas. Tak po prostu.

Chciałabym ten tekst jakoś podsumować, ale wierzcie mi, nie mam siły 😀 M. właśnie kąpie Ninę, Antek czeka w kolejce. A mi powieki opadają i tylko wizja cichego wieczoru trzyma mnie przy życiu. Natomiast w ciągu dnia, gdy jest źle i mam ochotę wyć razem z Niną, to przypominam sobie, że kiedyś za tym czasem zatęsknię. I od razu mi lepiej 🙂

Previous Trzy rewelacyjne sałatki z kurczakiem - kolorowe, smaczne i zdrowe!
Next Odliczam dni do końca ...

Suggested Posts

Wszystko, co musisz wiedzieć o manicure hybrydowym.

Oczyszczanie powietrza – te 14 roślin ci w tym pomoże!

Hello Monday!

Pomysł na obiad: Makaron z tuńczykiem i warzywami.

Dlaczego miejsca parkingowe dla kobiet nie powinny oburzać?

Drugi miesiąc Niny.