Hmm, czy to są dwie kreski?


Jakieś dwa, trzy miesiące po wizycie u ginekologa, zachęcona przez męża i mamę (każdy z nich kupił mi tabletki), zaczęłam przyjmować kwas foliowy. Natomiast ostateczną decyzję o rozpoczęciu starań podjęliśmy znów nieco później, na przełomie czerwca i lipca. Z jednej strony pamiętam jak stwierdziliśmy, że w końcu kiedyś trzeba się zdecydować, bo posiadanie w przyszłości dziecka  było dla nas czymś oczywistym. Z drugiej wydaje mi się, ze musiałam jakoś naturalnie do tego dojrzeć, bo nagle zaczeło mi strasznie zależeć na poczęciu 🙂

W pewnym momencie pary zaczynają odczuwać również presję otoczenia: przyjaciół posiadających już dzieci, a przede wszystkim rodziców. U nas na szczęście nie było najgorzej. Rodzice męża raz delikatnie zapytali, czy w ogóle zamierzamy kiedyś mieć dzieci. Natomiast moi rodzice byli bardziej zdesperowani 😀 Tata żalił się w rodzinie, ze jeszcze nie jest dziadkiem. Mama cyklicznie mi przypominała, że już nie będę młodsza, że z czasem mogą się pojawić problemy, że dzieci to sens życia i w ogóle nie ma ważnego powodu, żeby sprawę ciągle przeciągać. O ile przyznawałam jej racje, o tyle powtarzałam, ze ponaglania nie mają większego sensu i po pewnym czasie już tylko irytują. Najwyraźniej było to silniejsze od nich. Po pewnym czasie już mnie ich uwagi zupełnie nie ruszały i jak widać, zaszliśmy w ciązę w odpowiednim dla nas czasie. 
Pierwsze podejście/a mieliśmy w lipcu, ale niestety okres pojawił się punktualnie. Generalnie zawsze staram się myśleć pozytywnie i rozsądnie, ale nachodzą mnie w wielu przypadkach czarne myśli i obawy. (Jedyną osobą, która dobrze sobie z nimi radzi jest mąż Maciej :D) Jeden nieudany miesiąc a ja już zaczęłam się zastanawiać, ile to u nas potrwa, czy na pewno ze mną wszystko w porządku, a co jeśli nie będzie udawać się miesiącami …. Podobno statystycznie poczęcie następuje po pól roku starań, a ja już po miesiącu byłam pełna obaw. Tak czy owak, nie było innego sposobu, jak ustalić dokładny grafik na następny cykl. 
W sierpniu, około tygodnia po owulacji, czułam się dość nietypowo: delikatny ból w podbrzuszu, ból piersiowego odcinka kręgosłupa i uczucie pełności (pomimo diety jaką wtedy przechodziłam). Przy odrobinie dobrej woli, posiłkując się Internetem, wszystkie te symptomy można przypisać ciąży i choć tym razem miałam jeszcze większe oczekiwania, starałam się nie nastawiać zbyt pozytywnie. Po okolo 10 dniach zrobilam test ciazowy. Wynik był negatywny (jakże by inaczej w takim terminie?) i koleżanka, która również starała się wówczas o dziecko powiedziała, że jeśli test nic nie wykazał teraz, to pewnie później też nie wykaże. Pomimo nadziei, której do końca nie straciłam, powtarzałam sobie, że może powtórzyć się sytuacja z lipca. I z takim nastrojem czekałam na dzień pojawienia się okresu, a wspomniane dolegliwości nadal odczuwałam, zwłaszcza ból pleców. 
18. sierpnia 2011r., w przeddzień naszej 4. rocznicy ślubu a w dzień oczekiwanej miesiączki, pojechaliśmy na większe zakupy i pamiętam bardzo dokładnie pewien moment w IKEA, kiedy wstałam od stołu i poczułam typowy skurcz menstruacyjny. Pomyślałam wtedy, ze dzisiaj na pewno dostanę okres i najwyraźniej kolejny miesiąc minie bez sukcesu. 
Następnego dnia, w naszą rocznicę ślubu, okres o dziwo nadal się nie pojawiał i choć cykle miałam dotychczas bardzo regularne, jeden dzień spóźnienia tak naprawdę nic nie znaczył. Już wcześniej postanowiłam, że drugi test zrobię jeden dzień po oczekiwanym okresie, chociażby żeby ostatecznie wykluczyć ciążę. Po wyznaczonych 5 minutach, przy szczątkowej nadziei poszłam sprawdzić wynik i …. huh, dwie kreski? Jedna gruba i wyraźna, druga jaśniejsza, różowiutka. Byłam naprawdę zdziwiona, bardziej niedowierzająca i sceptyczna niż wniebowzięta i przeszczęśliwa. A to dlatego, że mimo wszystko nie ufałam wynikowi i obawiałam się, że się niepotrzebnie ucieszę. Zadzwoniłam do Macieja i musiałam zabrzmieć tak, jak się czułam (hehe), natomiast on zareagował bardzo pozytywnie, co i mnie się udzieliło. Rozmawiał później z bliskim znajomym, który uspokoił nas, że pozytywny wynik (w przeciwieństwie do negatywnego) raczej rzadko jest błędny. Dodatkowo znalazłam informację, że pozytywne wyniki testu mogą występować w przypadku torbieli na jajnikach lub podczas przyjmowania leków z hormonem hcG. Niestety, na wizytę u ginekologa mogłam umówić się dopiero na 2. września, co wiązało się z 2 tygodniami niepewności :/ I kolejnymi obawami: czy to na pewno ciąża, czy aby zdrowa itp.
Z dnia na dzień cieszyłam się coraz bardziej, spokojnie trawiłam tę informację a po paru dniach powiedzieliśmy rodzicom. Pomimo, że wizyta u lekarza mogła wykluczyć ciążę, uznaliśmy, że choćby zalążek tak milej wiadomości ich ucieszy a nam da dodatkowy powód do radości – możliwość podzielenia się z tak dobrą nowiną z bliskimi. 
Previous Intro
Next Ciąża - I trymestr.

Suggested Posts

Rodzina otwartych serc.

Znani w swojej najważniejszej roli – roli taty.

Chyba byłam grzeczna, czyli moje prezenty gwiazdkowe.

Okiem doktora i badanie połówkowe.

Świąteczne ciasta na naszym stole.

Cześć 2016!