Klatka.


Jestem pewna, że każdy z nas kupił choć raz w swoim życiu coś wyjątkowego. Wiecie, nie tyle kolejną parę butów z najnowszej kolekcji (no chyba, że to Manolo Blahnik) czy mega słodką sukienkę dla córki. Ciuchy, torebki potrafią nam zawrócić w głowie, ale to jednak takie codzienne zakupy, o których po kilku latach już raczej nie pamiętamy. Bo moda i nasz gust się zmieniają a dzieciaki wyrastają ze swoich kreacji bardzo szybko. Myślę bardziej o perełkach, znalezionych w “second handach” albo na pchlich targach. Albo podczas dalekich podróży. Wisiorek, kubek czy jakiś wysłużony stołek – nieważne co, ale za to ważne, że z jakiejś przyczyny to “coś” skradło nasze serce i postanowiliśmy się z tym już nigdy nie rozstawać.

Jestem sentymentalna i do pewnych rzeczy przywiązuję się bardziej niż do innych. Na przykład wciąż mam małą, czarną torebkę zakupioną w wieku 16. lat na Węgrzech. Jakieś dwa lata temu kupiłam starą, bieloną szafę – dużo można by jeszcze przy niej poprawić, ale spełnia swoje zadanie a co ważniejsze: ma swoją historię.

Przy okazji spacerów po leszczyńskiej starówce, lubię zajrzeć do sklepu, którego właściel wyszukuje właśnie takie perełki a następnie je odnawia i puszcza dalej w świat. Czasami doprowadza je jedynie do surowego stanu a czasami wyczarowuje z nich zupełnie inny mebel – z nowym kolorem i obiciem.

I tym sposobem kilka dni temu trafiłam właśnie na nią – starą, wysłużoną klatkę dla ptaków. Drewnianą, z metalowymi drucikami, wysuwanym dnem i drzwiczkami na sprężyny. Choć kompletnie nie brałam i nie biorę pod uwagę uszczęśliwienia dzieciaków zwierzakiem (przynajmniej jeszcze nie teraz), w klatce zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Dosłownie wskoczyłam do sklepu i ją porwałam, nie pytając o jej historię. Muszę to nadrobić, bo jedyne, co znam, to imię jej mieszkańca 🙂 Szybko znalazłam dla niej zastosowanie. Kilka dni spędziła w salonie, ale ostatecznie zamieszkała w naszej sypialni.

SONY DSC

 

Poniżej przedstawiam Wam trzy pomysły na niezwykłą dekorację. I powiem Wam, że trochę się z tym natrudziłam, bo niestety pod wysuwanym dnem są pręciki a więc wszystkie elementy można wkładać do klatki tylko przez drzwiczki. A te spore nie są. W każdym razie myślę, że każda wersja wyszła ciekawie 🙂 Zobaczcie sami.

Świeczki w krzaczorach.

Zapalić nie zapalę, ale można nacieszyć oko. Gałązki są sztuczne, choć żywe (nawet jeśli mniej trwałe) też by się ładnie prezentowały.

 

Nieco inna lampka.

Nie pytajcie, ile czasu zajęło mi włożenie kulek do klatki :)) W kilku miejscach są podwiązane, aby je jeszcze lepiej wyeksponować. Kulki oczywiście od Cottonove Love.

 

Świeże kwiaty.

I tu właśnie bardzo ograniczał mnie mały otwór, ale jak widać kluczowe są odpowiednie rozmiary. Wazonik po jogurcie z Biedronki i urodziwe eustomy. Trzy osobne bukieciki też wyglądałyby pięknie. I właśnie sobie przypomniałam, że mam też takie malutkie buteleczki do zawieszania!

Która wersja podoba Wam się najbardziej? Macie jeszcze inne pomysły na wykorzystanie klatki? Czekam na podpowiedzi! 🙂

Previous Ach to nasze babskie "ALE" ...
Next Plecakowy zawrót głowy!

Suggested Posts

Zakupy dla Niny i Antka, czyli nareszcie mamy wszystko!

10 najlepszych sposobów na budowanie relacji taty z dzieckiem.

Na śniadanie.

Powiadam Wam, karma wraca!

X-lander xA wózek głęboko-spacerowy

Okiem doktora i gdzie tu rodzić Panie?