Wiecie kto wpędza nasze dzieci w kompleksy? Powiem Wam.


Która z nas choć raz nie zareagowała na swój widok w lustrze siarczystym: “Ale mam grubą dupę!”? Która nie narzekała, że przytyła albo że wygląda fatalnie? A że pryszcze, a że niesforne włosy, a że cera jakaś bez koloru … Nie znam kobiety, która nie miałaby kompleksów i w sumie jest to całkiem zrozumiałe. Wszystkie jesteśmy ofiarami kreowanego ideału kobiecego piękna. Czasami zajmuje nam całe lata, by pokochać nasze niedoskonałe, naturalne ciała. Czasami jest to miłość absolutna, czasami mankamenty skutecznie torują nam do niej drogę.

Gdyby chodziło tylko o nas, problem byłby stosunkowo mały. Owszem, często brak akceptacji własnej osoby uniemożliwia nawiązywanie relacji, odbiera nam pewność i wiarę w siebie, zamyka wiele dróg rozwoju i generalnie wpycha nas w osamotnienie. To nadal jest poważna sprawa, ale musimy przepracować ją z samą sobą. Jednym udaje się to fantastycznie, innym mniej a niektórym w ogóle. Jak trudna by to praca nie była, to nadal dotyczy przede wszystkim nas. Problem robi się poważniejszy, gdy krytyczną postawę wobec siebie przejmują nasze dzieci. Jak? A bardzo prosto. Przebywając z nami i regularnie słuchając, co mówimy na swój temat.

Czy nie przeraża Was, gdy kilkuletnie dziewczynki pytają, czy na pewno są ładne? Jak reagujecie, gdy przedszkolaki mówią, że mają gruby brzuch? To naprawdę smutne, że wszechobecny ideał piękna, tak nierealny i zakłamany, dotyka również dzieci. Jest wszędzie – w bajkach i zabawkach. I w domu.

Jak myślicie, jaki wpływ ma na dziecko obraz mamy, która narzeka na swoją figurę? Gdy nazywa się grubą, grubaską, pulpetem? Czego uczą ich nasze żarty i wieczne diety? Jak mała dziewczynka ma nauczyć się samoakceptacji, jeśli nie taki wzorzec otrzymuje w domu? Co z tego wyniesie chłopiec? Wiele mówi się o kształtowaniu zdrowych nawyków żywieniowych. O miłości (i szacunku) do samego siebie w zasadzie nie mówi się wcale.

Wiecie, kogo mam przed oczami, piszcząc to wszystko? Wcale nie osobę otyłą, która jeśli siebie nie akceptuje, właśnie powinna dać dobry przykład i coś z tym zrobić. Pobłażanie swoim kulinarnym zachciankom, bezrefleksyjna konsumpcja śmieciowego jedzenia to skrajność i może wyrządzić dzieciom tyle samo szkody, co nadmiernie krytyczna postawa.

Ja mam przed oczami wszystkie te dziewczyny, które zdają się szukać dziury w całym. Wyglądają zdrowo, zgrabnie, ot zwyczajnie i pięknie a jednak żartują z oponki na brzuchu i drugiej brody. Narzekają na grube uda i tyłek, przypominający im trzydrzwiową szafę. Patrzę na zdjęcia kobiet w ciąży, które porównują się do wieloryba. Obracają swoje opinie w dowcip i człowiek aż chce się zaśmiać … ale jakoś nie wychodzi.

Chciałabym jedną z takich osób zapytać wprost: “O co Ci chodzi? Naprawdę tak o sobie myślisz, czy kokietujesz w nadziei, że otoczenie zacznie wyprowadzać cię z błędu? A jeśli tak właśnie myślisz, to dlaczego uważasz naturalną fałdkę skóry za drugą brodę?” Cały czas się zastanawiam, jak takie osoby będą przekonywały swoje dzieci, że są naturalnie piękne? Że ich odstające uszy to cecha, jak piegi na nosie czy długie palce. Jak zareagują, gdy ich nastoletnia córka rozpłacze się w przebieralni, bo przestanie się mieścić w rozmiar 34? Czy w ogóle zauważą, że ich dorastający syn rozgląda się za kimś, kto na siłę dąży do ideału i zaczyna przypominać produkt Photoshopa?

Wiecie, ja też jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Gdy 18 kg temu zaczęłam dietę, zastanawiałam się, jak wyjaśniać dzieciom, dlaczego nagle nie jem słodyczy i nie zasiadam z nimi do kolacji. Jak ognia unikałam określeń, że jestem gruba i przez to niezadowolona z siebie. Podkreślałam, że chcę być zdrowsza, część o podobaniu się sobie zachowywałam dla siebie. Nie chcę, by myślały, że dodatkowe kilogramy to coś złego i jednoznacznie świadczą o osobie.

Nadal pilnuję tego, co przy nich mówię. Nie żartuję, nie komentuję. Ja mam już sporo oleju w głowie, ale one niekoniecznie. A dzieciaki naśmiewające się z wagi rówieśników, oceniające i segregujące kolegów wywołują u mnie alergię. Nie twierdzę, że nigdy niczego nie zdarzyło mi się chlapnąć bezmyślnie. Dodatkowo, niemal codziennie nakładam makijaż, dbam o siebie i nie raz przyszła mi do głowy myśl, że to taki sam przykład, jak wypowiadane słowa. Za nic w świecie nie chciałabym jednak, aby wygląd przesłonił moim dzieciakom wszystko inne.

Dlatego drogie mamy, ciocie i babcie: zachowajcie wasze kompleksy dla siebie. Nawet jeśli widzicie swoją niedoskonałość i nie potraficie jej zaakceptować, nie wskazujcie na nią palcem. Uczmy je, że tzw. “wady” są normalne. Dzieci są dostatecznie bombardowane obrazami pięknych, nieskazitelnych ludzi. Mają swoich idoli, chcą być tacy sami. Krytykujemy anorektyczne modelki na wybiegach, wygłaskane twarze na okładkach czasopism, ale kompletnie nie patrzymy na siebie. Śmiejemy się z siebie, bo mamy dystans. Dzieci go nie mają. Albo inaczej: wejdą w wiek, kiedy każdą uwagę będą brały do siebie. Ja wiem, że te wszystkie anegdotki, w których syn wytyka mamie dużą pupę są śmieszne. Tylko, o czym świadczą? Ich dowcipie czy właśnie o już skrzywionym obrazie rzeczywistości?

(zdj. edki.pl)

Previous Szybkie śniadania na zabiegane poranki!
Next Dlaczego kobiety mają problem z "pomaganiem" w domu?

Suggested Posts

Rok Niny – ta dziewczyna dopiero się rozkręca!

Kiedy tracimy rodzicielską moc.

Więcej niż jedno życie. O rewolucji, której miało nie być.

Na śniadanie.

Moje sposoby na oszczędność czasu i energii.

Drugi miesiąc Niny.