Ku lepszemu.


Siedzę przykryta kocem, popijam ciepłą herbatę i walczę z okropnym bólem gardła i chrypą. A mimo to wygrzebuję się z fatalnego humoru, bo jeśli dzieciaki i M. są zdrowi, to ja mogę wiele przecierpieć. Ostatnie tygodnie upłynęły nam na zmaganiach z wirusami, głównie u dzieciaków. Były noce, kiedy spałam czujnie albo w ogóle i sprawdzałam gorączkę Antka albo pilnowałam, czy Nina znów nie zwymiotuje. Wolne dni spędzaliśmy w domu, unikając zarazków a plany przesuwaliśmy regularnie na lepsze dni.

Dziś, kiedy lampki i choinka dodały świątecznego klimatu a prezenty leżą ukryte w szafach, widzę światełko w tunelu i czuję, że idziemy ku lepszemu. Chcę wyjść do ludzi, popatrzeć na przystrojone witryny, spędzić beztrosko czas. Czekam wyjątkowo mocno na Święta, na rodzinne chwile i jeszcze bardziej jestem przekonana, że do szczęścia i spokoju potrzebujemy tylko zdrowia i siebie nawzajem.

Previous Nie róbmy tego sobie.
Next Hello Monday!

Suggested Posts

Moje trzy spektakularne wpadki kulinarne!

Na śniadanie.

Powiadam Wam, karma wraca!

6 uniwersalnych prawd o 6-latkach!

Najlepszy przepis na mleko migdałowe.

DIY: Wielkanocne jajka ze sznurka.