Okiem doktora i żegnaj II trymestrze!


Czas od ostatniego badania minął błyskawicznie. Czuję, jakbym co drugi dzień odkreślała kolejny zakończony tydzień ciąży. Przez ostatnie 4 tygodnie brzuch mi trochę urósł, przybyło parę kilo i pojawiło się kilka równie niemile widzianych dolegliwości. Panu doktorowi w gabinecie zamurowali okno, akurat to doświetlające fotel 😉 Na szczęście zostawili drugie. A wizyta była szybka i konkretna. Zapraszam!


Wyniki badań – wszystko super. Waga + 3kg. Nie będę zwalać na dziecko, to akurat zasługa lodów i truskawek ze śmietaną 😉 Szyjka o prawidłowych wymiarach, co mnie bardzo cieszy. W ostatniej ciąży właśnie o tym czasie zaczęła się skracać i musiałam przyjmować Luteinę. Nina ma już kilogram i nadal ułożona jest miednicowo. Wszystkie wymiary i tętno w normie, wg. obliczeń w chwili narodzin powinna ważyć jakieś 3,200 g. Jestem ciekawa 🙂

Pan doktor zalecił od teraz codziennie liczyć ruchy fasolki. I tu ciekawa sprawa. Sama pisałam o tym niedawno (klik) i sądziłam, że wystarczy rozeznać się w porach aktywności malucha i wtedy liczyć kopniaki oraz inne wygibasy. Według mojego lekarza trzeba liczyć ruchy od rana do godz. 14:00 i to właśnie w tym przedziale ma ich być 10. Wyraźnie zaznaczył, że jeśli w tych godzinach naliczę powiedzmy 2, mam się kontaktować. Dopytałam o to jeszcze, wspominając, że Nina jest aktywna wieczorem. Odparł, że to dobrze, jednak mam liczyć ruchy w ciągu dnia. Jestem ciekawa (i też trochę zaniepokojona), jak to będzie. Od jutra zaczynam liczyć. 

W sprawie testu na obciążenie glukozą pan doktor jest niestety nieugięty. Podejrzewam, że jakbym zaczęła marudzić, to pewnie by odpuścił, bo jest też bardzo delikatny i wyrozumiały. Prawda jest jednak taka, że wynik badania jest ważny. I dlatego spróbuję raz jeszcze, tym razem 50g i tylko godzina czekania. Na przygotowania mam trochę czasu, bo następna wizyta za miesiąc. A to kolejna różnica, porównując do poprzedniej ciązy. Wtedy o tym czasie wizyty miałam już co 3 tygodnie a i badań krwi i moczu było znacznie więcej. Każdy lekarz ma jak widać swoją praktykę. 

W tygodniu pożegnałam również II trymestr. Przyjmując oczywiście, że III zaczyna się w 28. tc. Podsumowując krótko: drugi trymestr był znacznie – i tu bez niespodzianki – przyjemniejszy od pierwszego pod względem energii i odpuszczających mdłości. Nadal jest mi chwilami niedobrze, ale guma miętowa pomaga. Z dolegliwości nasiliły lub pojawiły się:

  • ból kręgosłupa po dłuższej aktywności (zwłaszcza dzisiaj, ale mam już obiecany masaż ;))
  • mrowienie w dłoniach i w nogach
  • lekkie obrzęki kostek i stóp, szczególnie w upały
  • większy ucisk na pęcherz (czasami w nocy ledwo dojdę z wc do łożka, znów muszę wracać!)
  • zachcianki: truskawki, pomidory, zielenina, łosoś, lody
  • świeżutka sprawa – wieczorna zgaga. Czuję, że jeszcze chwilka i znów zacznę spać na siedząco.

Z drugiej strony, powyższe dolegliwości można jakoś przeżyć i nie ma co narzekać. Śpię świetnie, choć zmiana pozycji już staje się bolesna. Apetyt mam, ale żadnych napadów wieczorem i w nocy. Codziennie muszę za to wypić kawę. W poprzedniej ciąży w ogóle z niej zrezygnowałam, ale teraz po przerwie w I trymestrze, ślinka mi cienkie na sam zapach! Ograniczam się do jednej filiżanki bezkofeinowej dziennie. 

Powitanie III i zarazem ostatniego trymestru uświadomił mi, że czas leci błyskawicznie i zostały mi ostatnie tygodnie, by cieszyć się tym wyjątkowym stanem. To może być moja ostatnia ciąża a dobrze pamiętam, jak tęskniłam za brzuszkiem po urodzeniu Antka. Kończę zatem dzisiejszy wpis i lecę po ten obiecany masaż. Bo to właśnie jedna z wielu zalet bycia w ciąży 🙂
Previous Kiedy ktoś w końcu o nas pomyśli?
Next Buszująca w Pepco!

Suggested Posts

Hello Monday!

Na śniadanie.

Hello Monday!

Moje dziecko utknęło na zjeżdżalni McDonald’s! Twoje też może.

Kochanie, to pan Strach. Od dziś zamieszka z nami.

Wielkanoc.