Kiedy ktoś w końcu o nas pomyśli?


Polski pacjent zniesie wszystko: ból, kolejki, arogancję, nieprzyjemne badania … lista nie ma końca. Wiele zniosą też pacjentki – przyszłe mamy, bo już nie (tylko) w swojej sprawie wielokrotnie zaciskają zęby. Zdrowie i bezpieczeństwo dziecka zawsze przesłonią niedogodności, postępowanie wbrew sobie a często również brak zrozumienia i poniżenie. Czy doczekamy czasów, gdy ktoś w końcu wpadnie na pomysł, by ułatwić nam to, co ułatwić można? 


Od ponad 3 lat śledzę losy amerykańskich mam – vlogerek, które bardzo szczerze pokazują swoje codzienne życie, w tym ciąże, narodziny dzieci i problemy: począwszy od karmienia piersią, po typ pieluszek i kosmetyków. Chcąc nie chcąc porównuję ich życie do życia typowej kobiety i mamy w Polsce. Niezwykle ciekawe jest poznawać ich styl i standard życia, opiekę zdrowotną, system ubezpieczeniowy, wartości, priorytety, czy metody wychowawcze. Wniosek nasuwa się jeden: wiele podobieństw, ale też wiele różnic, zwłaszcza w podejściu do pacjenta, czy to ze strony położnej, lekarza, czy firmy farmaceutycznej.

Dzisiaj nadszedł ten dzień, kiedy każda przyszła mama musi poddać się testowi na obciążenie glukozą, w celu wykrycia bądź wykluczenia cukrzycy ciążowej. W pierwszej ciąży było ciężko, ale dałam radę przełknąć to cholerstwo i zatrzymać 2 godziny. Choć miło nie było, bo odczuwałam mdłości i słabość. Tym razem już miałam nadzieję, że się wywinę, bo lekarz wspomniał kiedyś o alternatywnym badaniu krwi. Niestety ostatecznie zlecił standardowy test, który jest podobno bardziej wiarygodny. Zaznaczył jednak, że jeśli nie uda się wykonać badania, mam nie podchodzić drugi raz. Wykonamy wtedy badanie krwi. Niemniej, zakupiłam glukozę, zaopatrzyłam się w schłodzoną wodę i cytrynę – chciałam zrobić to badanie. Być może to ten upał, moje nerwy, zaciśnięte gardło, letni i gęsty płyn, nieznośnie słodki i zalatujący proszkiem … Kilka łyków i już wiedziałam, że nie dam rady połknąć więcej. Ratowałam się popijając wodę mineralną, ale zabroniono nadmiernie rozcieńczać. W efekcie badania nie zrobiono, a mi pozostają wyniki cukru na czczo i rozmowa z panem doktorem. 

Przy okazji tego niemiłego doświadczenia, przypomniały mi się amerykańskie mamuśki, których również nie oszczędzają i wysyłają na podobne badanie. Z tą różnicą, że one mogą zakupić w aptece specjalnie przygotowany płyn, w wybranym przez siebie smaku, schłodzić w domu i zabrać na badanie. Jest słodki, jak nasz ale ani razu nie słyszałam, aby któraś miała problemy z wypiciem go. I tak zrodziło się moje pytanie: dlaczego u nas jeszcze żadna firma farmaceutyczna nie wprowadziła na rynek czegoś podobnego? Każda kobieta w ciąży byłaby wniebowzięta. No może za wyjątkiem tych, które cierpią, nie pomyślą, że można sobie ulżyć a jeszcze skrytykują inne kobiety, że z taką pierdołą sobie rady nie dają i wydziwiają. Bo przecież lek musi być niedobry, zastrzyk musi boleć a przy porodzie po co jakaś wanna, po co mąż czy doula? Już wieki temu dzieci się rodziły bez tych fanaberii. 


Będąc w pierwszej ciąży zakupiłam witaminy, polecone mi przez lekarkę. W domu chciałam przyjąć pierwszą i nie dałam rady. Tabletka była wielkości czopka, a mnie zemdliło już na sam widok. Czy ktoś w tej firmie farmaceutycznej pomyślał, że kobieta w ciąży, odczuwająca mdłości już na sam zapach jedzenia, może mieć problemy z połknięciem tej wielkiej tablety? Nie potrafię tego zrozumieć. Następnego dnia znalazłam Femibion, którego dzienna dawka to dwie tabletki, tyle że mniejsze. Można? Można!

O procedurze podczas porodu mogłabym stworzyć osobny wpis. Pisząc w skrócie: wszystko sprowadza się do zbytniej ingerencji w poszczególne fazy porodu, które w przypadku zdrowej ciąży powinny przebiegać naturalnie i w swoim tempie. Bardzo dobrze obrazuje to film dokumentalny “Business of being born”. Jego autorka pokazuje pracę położnej w Nowym Yorku oraz jej pacjentki, które wbrew popularnemu trendowi na umawiane “cesarki”, chcą rodzić naturalnie, w domu. Można też posłuchać lekarzy, którzy przyznają, że szpitale mają swoje procedury (często wymuszone przez firmy ubezpieczeniowe) i nierzadko wyrządzają nimi więcej krzywdy niż pożytku. Można filmowi zarzucać tendencyjność, nawet skrajność. Niemniej pokazuje on, że zdrowej kobiecie w zdrowej ciąży można zaufać i oddać prawo wyboru w kwestii jej własnego porodu. A jeśli jest ona niedoświadczona i się boi, wskazać opcje i pomóc w wyborze, a nie traktować jak na taśmie produkcyjnej. Podobną ingerencję i odgórne procedury można też zauważyć choćby w moim szpitalu: standardowo nacięcie, stosowanie środków bez informowania pacjentki, czas trwania drugiej fazy porodu do 2 godzin, później cesarskie cięcie, natychmiastowe przecięcie pępowiny i zabranie noworodka do badania, umycia i ubrania. Podejrzewam, że na widok planu porodu personel zaśmiałby mi się w twarz 😉 A na koniec muszę jeszcze wspomnieć o szpitalnym jedzeniu. Ja rozumiem, że to nie hotel ani spa. Nawet nie próbuję dawać za przykład jadłospisów w amerykańskich szpitalach, gdzie wybór jest tak szeroki, że pacjenci dostają do pokoju kartę dań. No ale zastanawiam się bardzo, jak się ma propagowane (często wręcz wymuszane) karmienie piersią, do diety, którą serwuje się tym matkom karmiącym? Chleb, masło, dżem. O zieleninie można pomarzyć. A gdzie choćby cień chęci, by młoda mama jadła smacznie i zdrowo? No chyba, że to ja tak niefortunnie trafiłam, bo rodziłam w kwietniu. 

O gadżetach rozwodzić się nie będę, bo i do nas one powoli docierają. Wybór akcesoriów, które ułatwiają mamom życie jest coraz szerszy. Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie myślał o jednorazowych wkładkach laktacyjnych, osłonkach na piersi i nianiach elektronicznych. Przykłady takie pokazują, że idziemy w dobrym kierunku i pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś jakaś przyszła mama będzie piła specjalny płyn do testu na obciążenie glukozą i będzie się zastanawiać, jak kiedys kobiety dawały radę 🙂

(zdjęcie: jennabree.weebly.com)

Previous Owocowe rewolucje!
Next Okiem doktora i żegnaj II trymestrze!

Suggested Posts

Hmm, czy to są dwie kreski?

Proszę Pana, kapie mi do kawy, czyli niedziela w Zielonej.

Jeszcze przyjdzie Twój czas.

Gdy ktoś mówi Ci, jakie imię wybrał dla swojego dziecka, pochwal albo siedź cicho!

Ja Ciebie też, synku!

Lóżko dla starszaka, czyli KURA po naszemu.