Zrobiłam to. I to podwójnie!


W końcu! Dojście do tego momentu i realizacja marzenia zajęła nam (a głównie mi)) 5 lat. Pierwszy raz od narodzin Antka wyjechaliśmy sami dalej niż do Poznania i na dłużej niż 1 dzień. Długo nie byłam na to gotowa a sądząc po reakcji Antka na wszelkie propozycje spędzenia nocy u Dziadków – on też nie był. Temat zresztą szerzej opisałam niemal dwa lata temu TUTAJ. Mogłabym Wam napisać, że dojrzałam do decyzji, że Antek jest już starszy i bardziej świadomy. Prawda jest jednak taka, że ze względu na młodszą Ninę mogłabym jeszcze długo przekonywać samą siebie, że czas na wyjazdy nie jest odpowiedni. I choć obawy miałam spore – bo ząbkowanie, wirusy dookoła, czasami ciężkie nocki – czułam, że MUSIMY to zrobić. Musimy odetchnąć, odpocząć od dzieci i spędzić czas tylko we dwoje.

Tak naprawdę najtrudniejsza była sama decyzja, potem lekki niepokój, czy nagła choroba nie pokrzyżuje nam planów, ale na kilka dni przed wyjazdem, to właśnie wizja odpoczynku dodawała mi energii. Pakowałam nas i dzieciaki niemal skacząc ze szczęścia a odjeżdzając byłam spokojna i pewna, że dzieciaki są w dobrych rękach. Spory wpływ na to miały też dwie strony instrukcji, którą napisałam dla Dziadków a którą oni wydrukowali w dwóch egzemplarzach. Nie wiedziałam, czy Nina nie będzie tęskniła, czy nie będzie płaczu w nocy, ale na tym etapie musiałam po prostu zaufać Dziadkom, że dadzą radę. I dali 🙂 Cała czwórka spisała się na medal! Nie witały nas łzy szczęścia dzieciaków – Nina po prostu więcej się przytulała a Antek kręcił nosem, że już koniec weekendu 😀

Dla tych z Was, którzy praktykują samotne wypady, teraz będzie oczywista oczywistość, ale muszę to napisać. Z chwilą wejścia do samochodu, znaleźliśmy się autentycznie w innym świecie (nie tylko dlatego, że przez śnieżycę i fatalne warunki na trasie, swoją paniką zgotowałam M. istny koszmar … Dziwię się, że nie wsadził mnie do bagażnika. Zmieściłabym się.)  Dla mnie to była podróż w czasie, bo czułam się znów jak na studiach! Tylko rodzic zrozumie radość z ciszy w samochodzie. Bez zabawiania, włączania bajek, podawania napojów i przekąsek. Niemal 3 dni troszczenia się wyłącznie o siebie, bez tej całej stresującej procedury wyjścia na zewnątrz, bez dopytywania o głód czy toaletę 15 razy w ciągu dnia, bez zapasu pieluch, smoczków i zabawek. I w końcu: 2 samotne wieczory i poranki, bez nocnych pobudek i mówienia do siebie szeptem. Obiad nie tam, gdzie przewijak i kącik zabaw ale przede wszystkim dobre jedzenie. Spacer nie w czasie drzemki a o 22:00, długa kąpiel, wolne śniadanie i ciepła kawa.

Dla takich atrakcji nie musielibyśmy nawet oddalać się zbytnio od domu, ale to musiała być Warszawa. Bez niej nie byłoby porannego podziwiania widoku z 37. piętra hotelu. Nie byłoby spotkania z Kamilą Olomanolo.pl i Agnieszką Radoshe.pl, ani spotkania z wyjątkowym znajomym po 10 latach.

A przede wszystkim, nie byłoby głównego punktu programu, na który też się naczekałam kilka lat. W sobotnie południe stawiłam się w Caffeine Tattoo a w zasadzie w kameralnym studio Yadou po swój pierwszy tatuaż. Więcej o sesji i samym tatuażu napiszę niebawem. Dziś krótko: to było wspaniałe doświadczenie i wyjątkowe spotkanie.

Nasz weekend trwał zdecydowanie za krótko, ale powrót do rzeczywistości osłodził widok jakby większych dzieciaków. Była oczywiście radość, że bawiły się tak samo dobrze bez nas, jak my bez nich (i nie wykończyły przy tym Dziadków). Najbardziej jednak cieszył fakt, że na te kilka dni wyszliśmy ze swoich ról jako rodzice i znów byliśmy tylko (i aż) parą kochających się osób, cieszących się wzajemnym towarzystwem, gadających o wszystkim innym niż dzieci i śmiejących się z tych samych rzeczy. I tak nam się to spodobało, że na pewno nie będziemy czekali kolejnych 5 lat na powtórkę 🙂

Previous Męczyła mnie latami, ale już jej nie ma. O tym, jak pozbyłam się fobii.
Next Powiadam Wam, karma wraca!

Suggested Posts

“Tak bym chciała …” czyli rozterki matki kwoki ;)

Piwnooka i jej 20 rzeczy wartych wspomnienia.

Siódmy miesiąc Niny i wkraczamy w nową erę.

Między faktem a fikcją, czyli burza wokół nowej ustawy antyaborcyjnej.

Dialogi małżeńskie.

Na śniadanie.

  • Aga z www.makeonewish.pl

    Zazdroszczę potrójnie: wyjazdu, spotkania z dziewczynami i tatuażu.

    Ja o wyjeździe bez dzieci marzę, (choć dwie córki mam dopiero od 2 tygodni) ale jeszcze nie jestem gotowa. Tatuaż już mam obmyślony i jak tylko dojdę do siebie po porodzie, śmigam do salonu umówić termin.

    • Ano właśnie, na siłę się nie da wyjechać i odpocząć. Ale w końcu “dojrzejesz” na pewno, jak ja (ciężki przypadek) 😉 A co do tatuażu, ciakawa jestem czy zrobią Tobię, jeśli karmisz piersią. Ja musiałam czekać, bo to był mój pierwszy i było ryzyko reakcji alergicznej na tusz.

  • Marta, wpadajcie częściej, zapraszam także z dziećmi. Było mi bardzo miło spotkać się z wami. Widzimy sie w czerwcu, czyli niedługo. Buźka!

    • No właśnie, teraz Wy wpadacie z rewizytą 😀

  • Ciekawa jestem efektów więc pokazuj prędko:)

  • ooo no to jestem ciekawa tego tatuażu 😉

  • Ach, rozmarzyłam się przy ostatnim fragmencie i tak bardzo rozumiem! Chociaż do wiosny daleko już żyję wyobrażeniami wspólnego i bezdzietnego wyjazdu 🙂 Super było się z Wami spotkać. Do zobaczenia!

    • Było super, szkoda że forma nie pozwoliła posiedzieć dłużej! Do szybkiego :*

  • wyjazd tylko z mężem 🙂 marzenie. Na razie niemożliwe do spełnienia. Wciąż czekam, aż dziadkowie nabiorą odwagi na hardcorowy weekend z wnuczętami 😉

  • O wowowow niestety czekam z utęsknieniem do końca kp 😛 więc jeszcze trochę i też będziemy tatuować, mąż zaczyna niedługo. Jestem bardzo ciekawa co tam wymodziłaś!

    • A mąż już ma tatuaż czy pierwszy? Trochę boli Ci powiem 😀

      • Pierwszy ale będzie rękaw u niego, ja skromniej :D.

  • Świetnie, fantastycznie 🙂 Może i Nam się uda w tym roku

  • Agata

    Och. .. zazdroszczę 🙂 tak bardzo chciałabym wyjechać choć na jedną noc bez dzieci i tobołów im towarzyszących. Wyjść wieczorem i spędzić czas wśród znajomych jak za dawnych czasów! !! Niestety dziadkowie nie są jeszcze na to gotowi:-( pozdrawiam serdecznie

    • Moi Teściowie bardziej odważni niż rodzice, ale podczas kąpieli Niny dwie babcie się uwijały. Byle tylko nie płakała :))

  • Ciekawe kiedy nam będzie dane zostawić Nelcię u dziadków i pojechać gdzieś na weekend? Nieprędko raczej 😉 Jestem ciekawa tego tatuażu! 🙂

    • Trzymam kciuki, żeby się w końcu udało. Głowy się może całkiem nie wyłączy, ale odpoczynek jest i to całkiem fajny :))

  • ale zazdroszczę takiego weekendu 🙂 i jestem ciekawa tatuażu 🙂