Między faktem a fikcją, czyli burza wokół nowej ustawy antyaborcyjnej.


Rozżarzonego tematu projektu nowelizacji ustawy antyaborcyjnej w ogóle nie zamierzałam komentować. Nikt mnie zresztą o zdanie nie pytał a ja sama nie czuję się do końca odpowiednią osobą, aby ten temat poruszać publicznie. Po zdrowych, zaplanowanych ciążach, urodziłam dwoje zdrowych dzieci. W dramaty innych kobiet potrafię wczuć się jedynie pośrednio. Mogę próbować sobie wyobrazić ból i rozpacz w związku z ciężką chorobą dziecka, które noszą pod sercem. Mogę zastanawiać się, jak smakuje rozdarcie i walka z własnym sumieniem, kiedy trzeba podjąć ostateczną decyzję. Boję się myśleć, co czuje kobieta skrzywdzona a horror, jaki przeszła dodatkowo dał nowe życie. Jestem jednak kobietą. Mam córkę, która kiedyś dorośnie a los stawi ją w różnych sytuacjach i przed różnymi wyborami. Dlatego temat jest dla mnie ważny i ciężki. Zwłaszcza, żeby podejmować go pochopnie i w emocjach.

Nie będzie to tekst o gościach w sutannach i o PiSie. Nie będzie o tym, że moja macica należy tylko do mnie. Nawet wieszaka tu nie zobaczycie. Sporo już słów wylano w tym temacie, mocnych i obrazowych. Po części uzasadnionych a po części … no właśnie.

Z jednej strony tytuły newsów na portalach, z drugiej transparenty pod sejmem, z trzeciej blogi. I wszystkie te emocje rozumiem – gniew na rząd, gniew na Kościół (że ingeruje we wszystkich obywateli – wierzących i niewierzących), poczucie łamania podstawowych praw obywatelskich, sprzeciw wobec prób dyktowania kobietom, jak mają żyć i kiedy oraz w imię czego cierpieć. Rozumiem ten zryw do walki, nawet media rozumiem, że z premedytacją podgrzewają atmosferę. Nie dziwię się, że blogi kobiece i parentingowe kipią dziś jednym tematem. Tyle tylko, że akurat tymi ostatnimi jestem jednak strasznie zażenowana.

Ile takich osobistych tekstów przeczytałam w ciągu ostatnich dni? Sporo. Komentarzy czytelników jeszcze więcej. Odszukałam projekt nowej ustawy a mając w głowie te wszystkie teksty, nie bardzo wierzyłam w to, co czytam. A potem trafiłam na dwa ciekawe i jakże inne wpisy. Pierwszym jest tekst Joanny z bloga www.matkatylkojedna.pl a drugim ciekawe spojrzenie Tomka Tomczyka. Oboje bardzo trafili w moje myśli w temacie. Sięgneli głębiej, pod warstwę populistycznych haseł i nie dali się omamić mediom. Przeczytajcie koniecznie.

Mam wrażenie, że cała reszta (jeśli jakiś tekst mi umknął – dajcie znać) siadła do komputera na gorąco, napompowana strzębkami informacji, z mniej lub bardziej rzetelnych miejsc. Dała się ponieść hasłom i zamiast zajrzeć do treści projektu nowelizacji ustawy, zaczęła powielać przejaskrawienia i kłamstwa.

Według wielu autorów, skutkiem wejścia w życie nowej ustawy będzie na przykład brak dostępu do badań prenatalnych, bo wiele z nich jest bardzo inwazyjnych i przez to obarczonych sporym ryzykiem dla zdrowia i życia dziecka a lekarze będą bali się je przeprowadzać. Każde poronienie będzie wskazywało na winę kobiety, która np. była zbyt aktywna w ciąży. Każdym poronieniem zajmie się prokuratura a kobieta pójdzie do więzienia. Zdrowie matki nie ma żadnego znaczenia, bo liczy się tylko nienarodzony człowiek i jego zdrowie oraz życie. Lekarze nie będą podejmowali żadnych prób leczenia kobiety w ciąży ze strachu przed konsekwencjami dla dziecka. Z tego samego powodu nie będą podejmowali prób leczenia samego dziecka. Jeśli umrze, oni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. W imię ochrony życia, matki będą umierały i osierocą swoje starsze dzieci. Jedna z komentujących osób właśnie dziś się dowiedziała, że ustawa już została przegłosowana. Chyba tyle wystarczy.

A teraz treść projektu nowelizacji ustawy:

 

Dla jasności: projekty ustawy o obecnej treści jest zły. Jestem podobnie jak Wy przeciwna zaostrzeniu przepisów i nie ma mojej zgody na zakaz przerywania ciąży pochodzącej z gwałtu oraz dokonywania aborcji w przypadku ciężkich wad genetycznych dziecka, które nie dają żadnych szans na życie poza łonem matki. Nie ma dla mnie uzasadnienia dla skazywania – czy to matkę, czy dziecko – na cierpienie.

A teraz przeczytajcie dokładnie podkreślone fragmenty i poprawcie mnie, jeśli się mylę. Są bardzo ogólne i dają spore pole do interpretacji, ale nigdzie życie dziecka nie jest postawione wyżej, niż życie matki. Żaden z artykułów nie zabrania podejmowania prób leczenia zarówno dziecka, jak i matki. Nawet jeśli badania te niosą ze sobą ryzyko powikłań, być może nawet śmierci dziecka. Nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka (a więc np. naturalne poronienie, będące następstwem wad genetycznych płodu) nie skutkuje odpowiedzialnością karną matki.

Czytam opinie, że nikt nie będzie ratował życia matki w imię prawa do życia jej dziecka. Po piersze to absurd, bo śmierć matki jest równa śmierci jej dziecka. Jestem ciekawa, o jakich zagrożeniach dla zdrowia i życia matki piszą autorzy tekstów? Nie jestem lekarzem i spontanicznie mogę wymienić ciążę pozamaciczną, czy np. krwotok (będący nota bene również efektem poważnych wad). Tu mocno nie zgodzę się z Joanną. Czy naprawdę ktoś wierzy, że takie przypadki nie będą kwalifikowały się do bezwględnego ratowania życia i zdrowia kobiety? Wyobrażacie sobie, aby lekarz odmówił leczenia i koniecznych zabiegów ze strachu przed odpowiedzialnością? Przecież oni to mają na co dzień. Co z prawem do ochrony zdrowia, które wszystkim obywatelom gwarantuje Konstytucja? Napiszecie zaraz, że Trybunału Konstytucyjnego nie ma a Rzecznik Praw Obywatelskich niewiele wskóra. A ja się nie zgodzę. I niech to będzie wyraz mojej wiary w to państwo lub naiwność. Jak kto woli.

Wszystkie czarne scenariusze powstają na podstawie projektu ustawy, który jeszcze z 15 razy może się zmienić. Nie wiadomo, w jakiej formie trafi do sejmu i czy w ogóle. I mówiąc szczerze, jestem przerażona. Już nie samymi planami zaostrzenia ustawy, ale tej całej paranoi. Bo tym właśnie jest to, co dzieje się obecnie w Internecie. Z jednej skrajne hasła przedstawicieli pro-life, z drugiej ruchy ultra-feministyczne, skandujące: „Aborcja dla każdego!”. A pomiędzy dwoma biegunami rzesza autorów, którzy piszą jak w jakimś amoku.

Bardzo się cieszę, że żyję w czasach wolności słowa, z powszechnym prawem do manifestowania swoich przekonań. Nie neguję pikiet i manifestacji, tylko jak widać i tu mamy drugą stronę medalu. Najpierw prowokacja w Kościele Św. Anny, o której ciekawie napisała Magda z bloga www.dziewczynazobrazka.pl, teraz huczna akcja #trudnyokres, czyli masowe wysyłanie przez kobiety maili do Premier Szydło, jej Kancelarii czy prezesa Kaczyńskiego – sprawozdań z przebiegu cyklu – menstruacji i owulacji między innymi. Po co? Żeby wiedziała, co w każdej z tych obywatelek piszczy, skoro rząd tak bardzo chce się dobrać do naszych macic. No ok, jest zryw, są heheszki. I co dalej? Autor(ka) wydarzenia na Facebooku nie podpisuje się swoim nazwiskiem, tylko wysyła przed szereg swojego psa. Obawiam się, że cała akcja zwróci się przeciwko jej uczestniczkom, bo kto będzie słuchał „oszołomów”?

A można było od razu uderzyć do Papieża Franciszka.

Bardzo żałuję, że debata (jeśli można to jeszcze tak nazywać) przybrała taką formę. Nie ma sposobu, aby o tak trudnym temacie rozmawiać merytorycznie. Nie ma szans na kompromis. Szkoda, że Kościół raz mówi jedno, później gdy pytany o konkretne zapisy, zasłania się ustawodawcą (jak dziś ks. Kloch u Moniki Olejnik). Wielu autorów narobiło dużo niepotrzebnego szumu, o co zresztą faktycznie chodziło. Wystarczyło wypuścić newsa, reszta się sama potoczyła. (Jak myślicie, co jutro będzie gorącym tematem w mediach? Panama Papers?) A wystarczy przeczytać jeden dobry wywiad z lekarzem, np. ten z prof. Dębskim, przeanalizować wszystko na spokojnie. A czasami wystarczy po prostu nie zabierać publicznie głosu w ogóle.

(zdjęcie: hec.edu)

Previous "Bliźniaki?! Nie ma szaaaans ..." - Czy aby na pewno?
Next Kamienie milowe matki.

Suggested Posts

Oto co robię, gdy wszyscy w domu już smacznie śpią.

O dwóch takich, co … dobrały się idealnie!

Bolesne ząbkowanie? Wybierz bursztyn!

Król rytuałów.

Na śniadanie.

Hello Monday!

26 komentarzy

  1. Królowa Julianna
    5 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Oprócz projektu jest jeszcze jego uzasadnienie:
    http://info.wiara.pl/files/16/03/21/556105_l1pH_cjatywy20obywatelskiej202016.pdf

    A w nim:
    „Tymczasem w świetle współczesnych standardów medycznych aborcja nie może zostać w żadnych okolicznościach uznana za niezbędną dla ratowania życia matki”.
    „nauka prawa konstytucyjnego nie pozostawia wątpliwości, iż słuszny jest wniosek o zdecydowanym pierwszeństwie ochrony życia przed ochroną zdrowia”
    „Co więcej, wedle współczesnej wiedzy medycznej, przy zastosowaniu zdobyczy współczesnej medycyny, jeżeli zagrożenie dotyczy zdrowia matki, dla jego uchylenia nie jest konieczne zabicie dziecka.”

    Do tego należy dodać, że – przykro mi – ale czasem chyba lepiej umrzeć, niż ponieść pewne obrażenia i wegetować dalej. Stąd zapis o życiu matki wydaje się być niewystarczający. Zdrowie jest tu równie ważne, wręcz ważniejsze, bo osobie martwej, w przeciwieństwie do żywej, już wszystko jedno. Tymczasem projekt nie mówi nic o zagrożeniu zdrowia, mówi tylko o zagrożeniu życia.

    Poza tym owszem, jest zapis o nieumyślnym spowodowaniu śmierci, za które matka karana nie będzie. Zgodzę się, że straszenie Salwadorem i więzieniem, bo ciężarna jeździła na rowerze, mogą być na wyrost… ale mogą, bo ciężko to w tej chwili stwierdzić, jakby to miało wyglądać w rzeczywistości. Jakoś w końcu trzeba ustalić, czy poronienie z pewnością było niczym niezawinione – dla kobiety przeżywającej taką niezawinioną śmierć dziecka będzie to pogłębiało jej traumę, gdy będzie musiała tłumaczyć się podczas przesłuchania mającego na celu ustalić, co zaszło. Nie trzeba wpakować tej kobiety do więzienia, by pogłębić jej ból. Zresztą wierzę, że kary więzienia będą marginalne; nie mamy tylu miejsc 🙂

    Przewidywać, co działoby się po wejściu projektu w życie, też nie jest tak łatwo biorąc pod uwagę stan obecny. Mamy teoretycznie możliwość dokonania aborcji w trzech przypadkach i co? I nic, klauzula sumienia, słynne „dziecko doktora Chazana” itd. Skoro teraz jest problem z egzekwowaniem tych zapisów w praktyce; nie ma się co łudzić że będzie jakoś łatwiej z jedynym dopuszczalnym przypadkiem po zmianach.

    • 5 kwietnia 2016
      Odpowiedz

      Ja bym chciała podkreślić jedną część Twojej wypowiedzi: „dziecko doktora Chazana”. To przestało być dziecko pani Agnieszki, w momencie „uratowania” mu życia stało się dzieckiem Chazana, który totalnie przestał się nim interesować, nawet go nie odwiedził – tego dziecka, rodziców. Nic. Profesor Dębski o tym mówił. Mówił też, w innym wywiadzie, jak proliferzy chodzą po jego szpitalu i namawiają kobiety z ciążami pozamacicznymi na odmowę usunięcia tej ciąży, bo dziecko jeszcze żyje, namawiali je na czekanie aż umrze. A śmierć dziecka poza macicą kończyła się krwotokiem i zagrożeniem życia i zdrowia i ryzykiem braku możliwości zajścia w kolejną ciążę. To się dzieje dziś, przy obecnej ustawie. Tak samo z cesarkami, z których wykonaniem często [za często] zwleka się do ostatniej chwili. Co będzie, jeśli ustawa da zielone światło takim działaniom i sam lekarz będzie czekał na krwotok w imię prawa, bo nie będzie wiedział, czy to już zagrożenie zdrowia, czy jeszcze nie? [konsultowałam się z ginekologiem, on po przeczytaniu projektu sam stwierdził, że nie wiedziałby, czy skierowanie mnie na badania prenatalne nie będzie „działaniem na szkodę”, nie wiedziałby też, w którym momencie moje życie [nie zdrowie] byłoby zagrożone w takim stopniu, że jego interwencja byłaby konieczna.

      I to, co pisałaś o zdrowiu. No tak, życie najważniejsze, nawet kosztem zszarganego zdrowia [fizycznego i psychicznego] matki.

      • 5 kwietnia 2016
        Odpowiedz

        Tak jak autorzy projektu wrzucają wszystkie kobiety do jednego worka i chcą im narzucić, aby wyżej ceniły dopiero co kiełkujące życie od swojego zdrowia, tak krytycy projektu z góry zakładają, że najważniejsze jest zdrowie matki. I kropka. A gdzieś pomiędzy tymi biegunami są kobiety, które są zdolne do wielkich poświęceń (fizycznych i psychicznych), aby w ciążę zajść lub zagrożoną ciążę donosić. Są kobiety, które w ciąży dowiedziały się, że chorują na raka. Część zrezygnowała z dziecka, aby przepuścić solidny atak na nowotwór, ale część zdecydowała się na leczenie w trakcie ciąży (a kiedyś w ogóle z niego rezygnowała, właśnie dla dziecka). Ile by słów nie wylano, wszystko sprowadza się do wyborów, które mogą być naprawdę różne. Dlatego nie podoba mi się ani stanowisko autorów projektu, ani uogólnianie sprawy przez jego przeciwników.

        • Królowa Julianna
          5 kwietnia 2016
          Odpowiedz

          Dlatego też obecny kompromis jest OK. Nikt nikomu nie broni poświęceń, ani rodzenia tylu dzieci z gwałtów, ile tylko zechce, co kto lubi. Za to projekt ten wybór zdecydowanie odbiera. W tym jest problem. Katolicy zachowują się tak, jak gdyby ktoś ich do tych aborcji zmuszał.

          Tymczasem portale pokroju frondy z ludzi będących przeciwnikami projektu robi automatycznie morderców, oszołomów i zwolenników aborcji na życzenie (za którą np. ja nie jestem przy obecnych możliwościach stosowania antykoncepcji – co najwyżej rozszerzyłabym przypadki o czwarty, gdy prawidłowo stosowana antykoncepcja zawiedzie).

          Tak naprawdę równie dobrze świadkowie jehowy mogliby dziś złożyć projekt zabraniający transfuzji krwi, bo ich zdaniem jest to złe.

        • Ale to te kobiety powinny mieć prawo wyboru. Nie powinno im sie niczego narzucać, bo to one będą potem żyły z tą decyzją.

      • Królowa Julianna
        5 kwietnia 2016
        Odpowiedz

        Co mogę napisać, klauzula sumienia zostawia już teraz zbyt duże pole do popisu. Pro-life jest pro tylko pod względem niedokonania aborcji, później już radź sobie sam.

    • 5 kwietnia 2016
      Odpowiedz

      Uzasadnienie projektu traktuję w zupełnie innych kategoriach, bo wiążące są mimo wszystko zapisy w ustawie i to one będą interpretowane np. przez wymiar sprawiedliwości. Ale rozumiem, że to właśnie ten komentarz do projektu wzbudza takie przerażenie. Odbieram go jako próbę zamknięcia furtki do nadużyć w usuwaniu ciąży, jakimi dla autorów projektu są dziś nieuzasadnione przesłanki, np. w postaci zespołu Downa. I zamiast ufać w kompetencję i sumienie lekarzy oraz rodziców dziecka, postanowili dać szlaban na wszystko. Nie dziwi mnie kompletnie, że są ludzie, którzy korzystają z danego im prawa i przygotowują takie projekty. Nie dziwi mnie stanowisko Kościoła. Nie dziwi mnie nawet oburzenie obywateli, bo rząd od przejęcia władzy odstawia różne cyrki i teorie spiskowe mają dobry grunt. Dziwi mnie natomiast skala paniki, jaką wywołał pomysł. Bo póki co jest to jedynie pomysł obywatelski w fazie zbierania podpisów. Jego przeciwnicy też mogą działać i złożyć swój. To by było przynajmniej bardziej konstruktywne działanie, niż informowanie Jarosława Kaczyńskiego o przebiegu miesiączki.

      • Królowa Julianna
        5 kwietnia 2016
        Odpowiedz

        Nie lubię przykładu zespołu Downa. Rozważmy przykład płodu z nierozwiniętą czaszką, którego mózg i oczy pływają w wodach płodowych. U pro-life takich przykładów nie widzę, wszędzie tylko ten zespół Downa. Gdyby chodziło o nadużycia, powstałyby jasne wytyczne z zakresem wad, przy jakich ciąża może zostać przerwana lub nie. Tymczasem w projekcie jest 100% zakaz.

        Mnie również nie dziwi stanowisko kościoła katolickiego, takie ma przekonania i takie głosi. Dziwi mnie stanowisku rządu, który bierze je pod uwagę. Bo tak naprawdę gdyby rząd twardo stał za obecnym prawem, ksiądz mógłby co najwyżej powiedzieć „dobra, teoretycznie możesz zrobić aborcję, bo prawo pozwala, ale w myśl rozumienia katolickich zasad będzie to grzech”. I to jest poważny problem, poważniejszy niż że ksiądz przeczytał list. Ksiądz to obywatel jak każdy inny, ma prawo się wypowiedzieć – ale nie ma prawa narzucać swoich poglądów niekatolickiej części społeczeństwa.

        A co do informowania Jarka o przebiegu miesiączki – ma to tyle samo sensu, co zdjęcia profilowe w kolorach tęczy lub flagi Francji. Jest podjęciem jakiegoś działania przed działaniami bardziej formalnymi. Równie dobrze można by rzec, że manifestacje są bez sensu – po prostu, internet daje szersze możliwości, niż brak internetu. Nie wiadomo, jak wyglądałyby sprawy sprzed kilkudziesięciu lat, gdyby był internet 😉

        • Zgadzam się z tym, że kościół nie powinien mieć najmniejszego wpływu na rząd i rządzących. Podobnie jak ich (rządzących) wyznanie czy wiara. Powinni opierać się wyłącznie na lekarskich przesłankach i tym, co jest dobre dla nas, kobiet.

  2. Aga z www.makeonewish.pl
    5 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Nie chce zeby ten komentarz był brany przez kogos jak podlizywanie, ale wiedzialam, po prostu wiedzialam ze jesli pojawi sie wsrod blogerow parentingowych osoba ktora napisze w tym temacie cos, co mi sie spodoba i z czym sie absolutnie zgadzam bedziesz to TY. Ja sama nie mam zamiaru i nie bede robic wpisu na ten temat u siebie. Nie tknę aborcji i tak samo nie tykam eutanazji, szczepien itd. To wbijanie kija w mrowisko. Ale bardzo oburzaja mnie niektóre teksty na blogach gdzie mam wrazenie czasami co drugie zdanie jest mocno wyolbrzymione i przesadzone.

    Oczywiscie jestem przeciw temu co sie dzieje, ale nie jestem równiez za interpretowaniem projektu ustawy jak sie komu podoba

    • 5 kwietnia 2016
      Odpowiedz

      Temat trudny i na pewno nie zerojedynkowy. Jestem ciekawa, w jakim miejscu będziemy za pól roku.

  3. 5 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Wiesz, temat gorący i powielany i analizowany po wielokroć, bo dotyczy sfery wyjątkowo delikatnej i drażliwej. Nie dziwię się, że budzi takie emocje, wznieca strach i przerażenie i tak samo nie dziwię się, że pod wpływem emocji powstają blogowe wpisy jeden za drugim.

    Ja staram się patrzeć na to z innego punktu, z miejsca emigrantki – teoretycznie mnie to nie dotyczy, bo ciążę przeszłam tutaj. Ale cieszy mnie ogromnie, że kobiety pokazują, że potrafią zawalczyć. Owszem, może to wszystko jest na wyrost, może za bardzo ale z drugiej strony, widząc co robi obecny rząd (który w głębokim poważaniu ma opinię publiczną i debaty z opozycją i osobami o odmiennym stanowisku) jak inaczej dać do zrozumienia, że ta ustawa to będzie o ten jeden krok za daleko?

    Osobiście nie widzę tu pola do debaty. Z prostego względu. Rząd, który (nawet jeśli jest to dopiero w fazie projektu obywatelskiego) opiera się na barkach kościoła, a kościół dyktuje mu co ma robić, nie jest rządem, z którym można wchodzić w jakąkolwiek polemikę. Obawiam się, że wszelkie kroki podjęte bardzo dyplomatycznie i tak spaliłyby na panewce. Chcę wierzyć natomiast, że ugrupowania takie jak Razem coś zrobią, wyjdą przed szereg z czymś konstruktywnym, oprócz demonstracji.

    Diana

  4. 5 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Marta, fajnie że powstał chociaż jeden racjonalny, bardzo dobry i wyważony wpis blogowy w tym temacie! Zasadniczo zgadzam się z wszystkim…aczkolwiek nie do końca. Jestem za a nawet przeciw – jak mówi klasyk 😉 Rozumiem ten strach. Rozumiem. Widzę, że środki wyrazu mocno są zaostrzone, widzę że histeryczne okrzyki nie zawsze służą sprawie. Ale rozumiem ten strach. Podobne pomysły i ustawy obywatelskie nie raz zostawały już podnoszone. Dlaczego nie było wtedy paniki? Dlaczego takie akcje przechodziły bez krzyku? Bo grunt polityczny był inny. Był jaki był, nie warto się rozwodzić, na pewno był jednak bardziej racjonalny, raczej centro niż ultrakonserwatywny, raczej bardziej obywatelski, niż obywatelski tylko dla ludzi o określonym światopoglądzie. Względny constans. Mamy jednak za sobą kilka miesięcy rządów PiS, w których zdarzyło się kilka radykalnych i kontrowersyjnych posunięć – szybkich i pod osłoną nocy ustanawianych, o których mowy nie było w programie wyborczym. Czy uspakaja mnie to, że jest to projekt obywatelski? W żadnym stopniu. Skoro ma tak wielką rzeszę zwolenników w rządzie i jaskrawy pressing ze strony Kościoła, nie trudno mi sobie wyobrazić, że stać się on może oficjalnym stanowiskiem rządu. Może nie za miesiąc, dwa, a za trzy lata. Kto wie. Głos wkurzonych kobiet – momentami histeryczny, jasne – dobrze, że się wydarzył. Może kogoś obudzi, a nikt za nas krzyczeć nie będzie. W najgorszym wypadku (i w najlepszym jeśli nic się nie wydarzy) zedrzemy sobie gardło, ot tyle 😉

    • 6 kwietnia 2016
      Odpowiedz

      Nie sposób się nie zgodzić. Pisałam o tych wg. mnie chybionych akcjach. Samo solidaryzowanie się kobiet i manifestowanie swojego sprzeciwu oceniam jak najbardziej na plus, zwłaszcza że z tej wolności korzystamy stosunkowo od niedawna 🙂 Odniosłam się krytycznie do wielu publicznych wypowiedzi, które nie do końca zostały przemyślane. A przecież prowadzenie subiektywnego, osobistego bloga, nie zwalnia nas z odpowiedzialności za jego treści.

  5. constructive mind
    6 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Droga piwnooka, faktycznie projekt ustawy tak wygląda i faktycznie, ludzie powielają również przesadne nadinterpretacje . Niestety nie o wymiar kary tutaj chodzi, nikt nie skupia się na słowie „dziecko poczęte” czyli 1 absurdzie, oraz nikt nie skupia się na fakcie, że samo poronienie w wyniku np – silnego stresu, będzie badane przez sąd, czyli kobiety znajdą się pod lupą wymiaru sprawiedliwości – działa umyślnie, czy też nieumyślnie. Lekarze, pracodawcy – wszyscy będą się bali, bo przecież gdy kobieta poroni (bo dźwigała w pracy coś ciężkiego, bo badania prenatalne wykazały poważne wady w rozwoju, więc kobieta usunęła za granicą a lekarz nieumyślnie się do tego przyczynił.) sąd ich skarze. Więc te przesadne nadinterpretacje są niczym innym, jak przeniesieniem warunków ustawy do realnego życia.Nie przesadzają nawet ci, którzy przewidują prowadzenie rejestracji ciąż – to również może być skutek tej ustawy.

  6. Krzysztof Szczech
    6 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Zgodnie z sugestią – poprawiam w miejscu, gdzie uważam, że nie dostrzegła Pani zagrożenia.

    Piszę to oczywiście z całym szacunkiem i mam nadzieję, że okażę się pomocny.

    Może i ja się mylę 🙂

    Nie jestem lekarzem ani prawnikiem. Jestem informatykiem – czyli zajmuje się informacją, ale nie jak dziennikarz czy polityk, tylko jak inżynier – bardzo precyzyjnie ją klasyfikuję. Być może to mój zawód mnie tak wyczulił, że czytając jakiś tekst od razu dostrzegam niedomówienia – po prostu informacja jest dla mnie niekompletna i szukam dalszych odpowiedzi – dopiero wówczas dociera się do sedna sprawy.

    Pani artykuł mnie zaciekwaił, ale też kilka rzeczy było dla mnie niejasnych, więc sięgnąłem dalej – nie tylko do proponowanych zmian, ale także do starej ustawy, by zobaczyć jakie punkty usunięto.

    Zacznę może od podkreślonych na żółto fragmentów:

    2) § 4 – tu tak naprawdę chodzi o to, że jeśli kobieta w ciąży zachoruje lub ma wypadek, to można ją leczyć bez obawy, że odwiedzi Cię prokurator. Bez tego zapisu lekarz nie mógłby dotknąć ciężarnej kobiety, która złamała rękę. Gdyby coś się wówczas stało z płodem, miałby kłopoty, że lecząc doprowadził do poronienia.

    Czyli mowa tu wyłącznie o przyzwoleniu na leczenie kobiety w ciąży, a nie aborcję.

    W drugim fragmencie 5) § 3 – to samo.

    Czyli wcale nie ma tu przyzwolenia na aborcję w sytuacji zagrożenia życia matki. Czyli np. w przypadku ciąży pozamacicznej nie można dokonać aborcji, a jedynie próbować ratować kobietę. To jest niemożliwe, bo jedynymi działaniami przy ciąży pozamacicznej jest właśnie jej usunięcie (poprzez farmakologię we wczesnym stadium lub zabieg jeśli jest w późniejszym etapie). Innymi słowy – taką ciąże zawsze należy usunąć. Ona nie ma szans się rozwinąć, a zagraża życiu, zdrowiu lub przyszłemu macierzyństwu kobiety.

    Tak to interpretuję – może źle, ale dlatego warto spojrzeć, co z ustawy usunięto. Okazuje się, że między innymi te zapisy, które pozwalają przerwać ciążę, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki.

    Zobaczmy:

    uchyla się art 4a
    uchyla się art 4b
    uchyla się art 4c

    Zaglądamy zatem do tej starej i oto, co widzimy w 4a:

    Art. 4a. 1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:
    1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
    2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
    3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego,

    Czyli potwierdza to moją wcześniejszą obawę – aborcja lub wywołanie poronienia zostaje wykluczona jako dopuszczalne działanie przy zagrożeniu dla życia matki.

    Dalsza treść punktu 4a opisywała obowiązki, zaświadczenia itp. Teraz ich nie ma, bo aborcji ma nie być.
    4b mówił tym, że przerwanie ciąży jest bezpłatne (gdy jest konieczne i zgodne z ustawą)
    4c mówił o konieczności dochowania tajemnicy lekarskiej w przeprowadzonych aborcjach

    Zatem 4b i 4c dodatkowo potwierdzają, że aborcji się już nie przewiduje i nie trzeba regulować kwestii finansowych lub kwestii tajemnicy lekarskiej.

    Niestety wychodzi na to, że aborcja w przypadku zagrożenia życia matki (np. w przypadku ciąży pozamacicznej) ma być niedopuszczalna. Kobieta ma tę ciążę nosić i „niech się dzieje wola nieba”. Przy czym medycyna nie pozostawia złudzeń – kobieta z ciążą pozamaciczną nie ma szans. Może jedynie zakupić różaniec i liczyć na cud.

    Sytuacja jest bardzo poważna. Nie można się za taką ustawę zabierać bez szerokich konsultacji, bo to grozi dramatami ludzkimi.
    Wymiana prezesa stadniy w Janowie też odbyła się bez żadnego rozeznania i miało to swoje konsekwencje.
    Podejmowanie decyzji to przede wszystkim zadawanie pytań. Dopiero gdy wiesz, deydujesz. Pracowałem już dla dyrektora, który podejmował decyzje bez konsultacji – rozwalił dobrze rokujący projekt i zaszkodził całej firmie, bo „wiedział lepiej”. Do pewnych tematów trzeba mieć ogromny szacunek i brać poprawkę na własną niewiedzę.

    Trochę się rozpisałem i dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca 🙂 Zadawajmy pytania, szukajmy odpowiedzi – dociekliwie 🙂
    Dlatego koniec końców pochwalam Pani postawę i chęć szukania informacji. Zachęcam jednak aby robić to jeszcze wnikliwiej.

    Pozdrawiam.

    • 6 kwietnia 2016
      Odpowiedz

      Dziękuję Panu za obszerny i ciekawy komentarz. Wniosek podstawowy (i tu chyba jesteśmy zgodni): kluczowa jest interpretacja przepisów. I niestety robimy to na podstawie uzasadnienia, które samo w sobie nie jest wiążące, momentami tendencyjne i zawiera też sprzeczności. Jeśli ciąża pozamaciczna stanowi zagrożenie dla życia kobiety (a wiemy, że ta skutkuje krwotokiem i z dużym prawdopodobieństwem śmiercią), brak jakiegokolwiek działania doprowadzi do śmierci i matki i dziecka. Jako pewnego rodzaju potwierdzenie, fragment uzasadnienia :

      „Oczywiście o ile bezsprzeczny jest fakt, że konstytucyjna gwarancja ochrony życia należy do
      najważniejszych wartości, to nie ma ona charakteru absolutnego11. Innymi słowy, w drodze
      wyjątku prawo może dopuszczać sytuacje, kiedy rezygnuje z ochrony życia jednostki na rzecz
      innej lub nawet tożsamej wartości, którą gwarantują postanowienia ustawy zasadniczej.
      Przykładem takiej konstrukcji może być kolizja prawa do życia dwóch osób w sytuacji
      krytycznej. Wówczas nie ma wątpliwości, co do zgodności z konstytucją norm, które
      wyłączają bezprawność czynów (art. 25 k.k. – kontratyp obrony koniecznej) lub też winę
      jednostki, co skutkuje brakiem popełnieniu przez nią przestępstwa (art. 26 ust. 2 k.k. – stan
      wyższej konieczności), polegających na odebraniu życia innemu człowiekowi.”

      Nie wierzę, że lekarze mogliby działać niezgodnie ze sztuką zawodu, wbrew składanym przyrzeczeniom i wbrew prawu. Nie wierzę, że każdy przypadek poronienia będzie badany przez urzędników. Nie wierzę, że zostanie naruszona zasada o domniemaniu niewinności. I w końcu, nie wierzę, że ten projekt ma szansę trafić do sejmu a jeśli już, że nie będzie konsultowany i zmieniany.
      Dziwię się, że nie został on oprotestowany przez samych lekarzy, bo autorzy wyraźnie podważają ich kompetencje. Z drugiej strony, może to kolejny dowód na to, że to temat „wydmuszka”, który zaraz ucichnie?
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Krzysztof Szczech
        7 kwietnia 2016
        Odpowiedz

        Miejmy nadzieję, że ucichnie 🙂

        Ja kiedyś też w pewne rzeczy nie wierzyłem, ale teraz już trochę lepiej rozumiem jak działa świat.Również nie wierzę w to, że ktoś będzie rozpoczynał postępowania przy każdym przypadku poronienia.
        Tyle, że z drugiej strony nikt nie będzie chciał być tym jendym przypadkiem, którym ktoś się zainteresuje. To wpłynie na myślenie lekarzy, bo w końcu dlaczego mieliby stąpać po cienkim lodzie i ryzykować, że ktoś się zainteresuje i zacznie węszyć?

        Jeśli trafi się kontowersyjny przypadek, to może być omijany szerokim łukiem.
        Trochę jak nieszczęsna klacz Amra z Janowa – ani stadnina, ani kliniki nie chciały tej klaczy u siebie podczas porodu. Po prostu „gorący towar”.
        Nikt nie chce problemów „na swoim podwórku” – i to jest jedna z tych prostych prawd o świecie.

        I jeszcze jedna kwestia – obecny rząd jak już wykona krok w jedną stronę, to będzie potem szedł w zaparte, by nie przyznawać się do błędu. Dlatego lepiej dmuchać na zimne i protestować zanim wykonają ten pierwszy krok – tylko wówczas rzeczywiście możemy coś zmienić. Jeśli naród pokaże swą wolę zanim rząd wyrobi sobie zdanie, to jest szansa.
        Później będą uchwały podejmowane w pośpiechu i bez konsultacji społecznych, czyli brak szansy na dialog i szansy na reakcję. Jeśli rząd postępuje w ten sposób, to sam wymusza na obywatelach protesty przed rozpoczęciem prac.

        Dzięki i pozdrawiam 🙂

        • Mira Jurecka
          23 września 2016
          Odpowiedz

          O i takie dyskusje mogę czytać! Dziękuję!

      • Królowa Julianna
        8 kwietnia 2016
        Odpowiedz

        Piwnooka, interpretacja przepisów w Polsce nie jest raczej niczym nowym 😉

        Poza tym zwróć uwagę na zapis: BEZPOŚREDNIE zagrożenie życia. Ciąża pozamaciczna nie przez każdego zostanie zaklasyfikowana jako zagrożenie bezpośrednie; część osób powie, że zagrożeniem bezpośrednim jest np. rozerwanie jajowodu i krwotok wywołane przez tę ciążę.

        „Nie wierzę, że lekarze mogliby działać niezgodnie ze sztuką zawodu, wbrew składanym przyrzeczeniom i wbrew prawu.” – klauzula sumienia i mogą wszystko 😉

        Poza tym niektórzy lekarze sami podważają swoje kompetencje, np. poprzez podpisywanie deklaracji wiary.

  7. 6 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Dopóki ustawa nie wejdzie w życie wraz z przepisami wykonawczymi można oceniać tylko projekt, ew. uzasadnienie, ale gdy już tak się stanie to może być za późno. Nie wygląda to dobrze, jednak racją jest, że na początku powiedziano wiele głupot, jak np. o karach więzienia dla matek, czy kontynuacji ciąż pozamacicznych. Jeśli chodzi o badania prenatalne, to dostęp do amniopunkcji może być faktycznie utrudniony. Tak jak pisałam u siebie, jeśli zamiast tego refundują NIFTY , to ok – taaa, już to widzę 😉 Moim zdaniem potrzebny jest głośny i zdecydowany sprzeciw społeczeństwa wobec takich projektów, zwłaszcza gdy pozytywnie wypowiadają się o nim przedstawiciele rządu.

  8. 13 kwietnia 2016
    Odpowiedz

    Wpis już wcześniej komentowała od nas Diana. Często czytam teksty, gdzie się udziela z ciekawości. A ten temat, jest dla mnie wyjątkowo ciekawy. Nie wiem czy trafiłaś do nas, ja próbowałam podejść do tematu w trochę inny sposób. Próbując określić rzeczywistą liczbę przypadków, kobiet, których to dotyczy. Bo przecież tak łatwo się wypowiadać, zawsze hipotetycznie. I taką hipotezę zakładając, nigdy nie wiadomo która z nas znajdzie się w jakiej sytuacji, ale % o którym mowa, ten taki realny, który wykonuje legalną aborcję jest, przynajmniej dla mnie bardzo intrygujący. W tym co Ty napisałaś, fajnie, że przytaczasz te fragmenty ustawy, choć myślę, że teraz strach powoduje to, że nie wiadomo jakie zapisy się znajdą, a zapisy ogólne, będą podlegać najliczniejszym interpretacjom, co w efekcie da potem pole do popisu prawnikom. Monika

  9. Mira Jurecka
    23 września 2016
    Odpowiedz

    Ten link do dr Dębskiego nie działa 😉

  10. Ewelina
    3 października 2016
    Odpowiedz

    Na samym początku chciałabym podkreślić, że jestem przeciwniczkom aborcji na życzenie, ale również zupełnie nie popieram przedstawianego projektu ustawy. Mówimy o interpretacji prawa, niestety uważam, że nie możemy zupełnie wykluczyć prowadzenia działań prawnych w stosunku do kobiet, które poronią. Owszem, prawdopodobnie większość z nich zostanie umorzona, wręcz natychmiast po rozpoczęciu postępowania, ale jeśli ktoś ma uznać, że sprawca (matka) czynu określonego w § 1 działała nieumyślnie musi na jakieś podstawie to stwierdzić. Tym samym postępowanie musi się rozpocząć. Możemy domniemać, że w sytuacjach kiedy do poronienia nastąpi zanim historia ciąży będzie dość klarowna lekarz odmówi jednoznacznego uzasadnienia czy matka działała nie umyślnie czy umyślnie – nie będzie mieć takiej wiedzy. Co w takim przypadku? Przesłuchanie matki? Traumatyczne przeżycie. Do czego może to doprowadzić? Kobiety będą się bały zgłaszać do lekarzy w początkowej fazie ciąży (do poronień dochodzi wtedy najczęściej), aby nigdzie nie został odnotowany fakt iż w ciąży były. Szczególnie mowa tu o kobietach, które poronienia mają już za sobą. Zamiast iść do lekarza i we wczesnym stadium mieć szansę na wykrycie różnych dolegliwości będą milczeć, a ewentualne poronienia przeżywać same w swoich domach, również nie zgłaszając się na pogotowie. Może przejaskrawione domniemanie, ale chyba nikt rozsądnie myślący nie zdeklaruje, że niemożliwe?

    Drugi element gwałty – czy ustawa ta nie wpłynie na strach kobiet zgwałconych przed ujawnieniem tego? Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Zgwałcona zostaje młoda mężatka. Czy przyzna się mężowi, policji? Nie. Właśnie z obawy o los dziecka, które mogło się począć. Większość kobiet zatai fakt gwałtu w trosce o to aby to dziecko nie zostało wykluczone, porzucone przez męża kobiety i wychowujące się do końca życia z piętnem dzicka z gwałtu. Pojawiają się liczne glosy, że aborcja z uwagi na gwałt jest znikoma. Oczywiście, ale dlaczego?! Kobiety nie są głupie. Po takiej traumatycznej sytuacji większość z nich sięga po tabletki „po”. Ale z uwagi na zapisy tej ustawy one zostaną zakazane: „„Art. 1. Każdy człowiek ma przyrodzone prawo do życia od chwili poczęcia, to jest połączenia się
    żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej. Życie i zdrowie dziecka od jego poczęcia pozostają pod
    ochroną prawa.” Tabletka po, przypomnę, ma działanie utrudniające implantację zarodka. Ale do połączenia komórek może dojść.

    Trzecia sprawa nawiązująca do powyższej. Nie jestem pewna tego zagrożenia, niestety nie mam wiedzy medycznej i może ktoś tutaj wypowie się w tym temacie. Co ze zwykłą antykoncepcją hormonalną. Oczywiście priorytetowym działaniem antykoncepcji hormonalnej jest niedopuszczenie do owulacji ewentualnie dalej przeszkodzeniu w połączeniu się komórek, ale również jeśli do tego dojdzie mają wpływ na błonę śluzową macicy aby zarodek się nie zagnieździł. Czy tym samym w świetle tych zapisów ona także moźe być zabronniona?

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *