Moje sposoby na oszczędność czasu i energii.


Podobno im więcej zajęć, tym człowiek lepiej zorganizowany. U mnie faktycznie to się sprawdza. Zakładając, że wszystko idzie zgodnie z planem, nikt mi nie przeszkadza a kolejna rzecz do zrobienia nie spada na mnie znienacka. Mówię jednak o życiu a nie o Nibylandii 😉 Jeśli więc bardzo chcemy załatwić możliwie dużo spraw za tzw. „jednym zamachem” i bez wyrzutów paść na kanapę, beztrosko pobawić się z dzieckiem, albo w końcu napisać zaległy wpis na bloga, musimy szukać trików, które pozwolą nam zrealizować punkty z listy DO ZROBIENIA możliwie szybko a najlepiej kilka z nich na raz. Oto moje niezawodne sposoby i rzeczy, które to umożliwiają:

SUSZARKA do prania

Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Wraz z nią skończyło się mozolne wieszanie skarpetek, wściekanie się na spadające klamerki i prasowanie gór ubrań. Oczywiście, nadal wieszam pranie, bo wszystkiego bezmyślnie nie wrzucam do suszarki – albo dlatego, że dana rzecz może się zniszczyć, albo dlatego, że długo schnące ubrania znacznie wydłużają cykl suszenia. Należą do nich delikatne bluzki, wełniane swetry, spodnie, grube koce, ręczniki, kurtki. Wiszące rzeczy zdecydowanie są u nas rzadkością, zwłaszcza w zimie. Latem owszem, grzejące słońce i lekki wiaterek mają swoją przewagę.

Korzystanie z suszarki oznacza również mniej prasowania. Jeśli suche ubrania wyjmie się z bębna w niedługim czasie od zakończenia cyklu i złoży lub zawiesi na wieszaku, w ogóle nie będą wygniecione. A jak zrobi się to dzień później, też nie będzie tragedii 😉 Rzeczy są przyjemnie miękkie, choć na moje oko trochę skurczone. Obecnie prasuję jedynie koszule i spodnie męża i czasami swoje bluzki. Fantastyczna sprawa 🙂

Na koniec jeszcze jedna cudowna sprawa związana z suszarką. Nie muszę już planować prania z wyprzedzeniem, co kiedyś było koniecznością przez ograniczoną ilość miejsca do wywieszania prania. Teraz praktycznie w jeden dzień urządzam większe pranie a jedyne co muszę przemyśleć, to kolejność. Wolę, kiedy suszarka i pralka nie pracują jednocześnie (jedna stoi na drugiej).

BLENDER

Tego pomocnika w kuchni ma chyba każdy.  Wachlarz jego możliwości jest naprawdę szeroki: od zup po desery. Ja dosłownie kilka dni temu odkryłam jeszcze jedno zastosowanie pojemnika do rozdrabniania. Przygotowywanie sosu tatarskiego od zawsze oznaczało godzinę a nawet dwie pracy, spędzone przy krojeniu ogórków i pieczarek na drobną kosteczkę. Tak nauczyła mnie mama i tak robiłam przez ostatnie kilka lat. Ani razu nie pomyślałam, że można sobie ułatwić życie! Ta genialna myśl wpadła mi do głowy w Sylwestra, bo miałam straszną ochotę na sos a mało czasu i jeszcze mniej chęci na krojenie. Nowa metoda sprawdziła się doskonale. Całość nie trwała nawet 10 sekund a wszystkie składniki były pięknie rozdrobione i gotowe, by połączyć się z majonezem. Wniosek z tego doświadczenia jest jeden: czasami długoletnie tradycje i przepisy, przekazywane z pokolenia na pokolenie nie zawsze idą z duchem czasu. Warto je unowocześniać.

TELEFON – moje podręczne biuro

Kalendarz, notatnik z długaśną listą tematów blogowych i sprawami do załatwienia oraz przydatne aplikacje. A do tego Instagram, Pinterest, Facebook i oczywiście aparat, którym łapię ulotne momenty. I to wszystko w kieszonce torebki! Jeśli jestem akurat na spacerze a przyjdzie mi do głowy ciekawe spostrzeżenie, mogę je zapisać od razu albo nawet lepiej – nagrać. Jak Louis Litt 😀

I jeszcze jedna rzecz. Jestem pewna, że każdy, kto lubi nawijać przez telefon, korzysta z tej funkcji. Ja nie mam aż tak wielkiej potrzeby, aby wisieć na telefonie. Mam jednak masę codziennych, domowych obowiązków a przebywając większość czasu z niezbyt komunikatywnym niemowlakiem w domu, muszę czasami z kimś pogadać 😉 Wtedy dzwonię, ustawiam głośnik i zabieram się na przykład za składanie prania.

PAZNOKCIE

Odkąd pamiętam mam fioła na punkcie „wczorajszych” paznokci, z których odpryskuje lakier. Oczywiście, zdarzało się już nie raz, że i ja zupełnie o nich zapomniałam i z takimi wyszłam z domu. Jednak zwykle wolałam lakier zmyć, niż wstydzić się swoich niezadbanych pazurków. Do niedawna musiałam je malować codziennie, ponieważ nie ma takiego lakieru, który oparłby się typowym czynnościom mamy i gospodyni. No coś musi w tym być, jeśli malowałam paznokcie późnym wieczorem a nazajutrz, po porannej toalecie już miałam odpryski. Przy całej mojej miłości do lakierów, musiałam w końcu sobie pomóc. I jak to zwykle u mnie, chyba jedna z ostatnich zdecydowałam się na lakier hybrydowy. I od razu zrozumiałam w czym rzecz! Bite dwa tygodnie spokoju, bez martwienia się o odpryski i smugi, za to z trwałym kolorem i połyskiem. Nawet białe przeszły test pomyślnie, a ponoć najszybciej łapią zabrudzenia. Zmycie lakieru i nałożenie nowego trwa 45 minut do godziny, co raz na dwa tygodnie jest świetnym relaksem i przymusowym odpoczynkiem od domu.

JA

Czasami sami sobie jesteśmy przeszkodą w osiąganiu szczęścia, spokoju i satysfakcji. Sami sobie uniemożliwiamy realne planowanie zadań i ich realizację na miarę naszych sił. Ja na przykład nieustannie walczę więc ze sobą i męczącym perfekcjonizmem, który domaga się, aby wszystko było zrobione dokładnie i na czas. Świat nie zawali się, jeśli wszystkie punkty z listy nie zostaną odkreślone zgodnie z założeniem. Jeśli machnę na coś ręką a dzięki temu zyskam chwilę na coś, co od początku powinno być dla mnie priorytetem. Cały czas uczę się, jak nie dopuszczać do siebie frustracji z powodu niezrealizowania planu.

Z tym związana jest również umiejętność proszenia o pomoc innych. Coraz częściej zduszam w sobie tę dręczącą myśl, że coś zrobię szybciej a może i lepiej. Nadal trochę wbrew sobie, w imię lepszej organizacji pracy, proszę o pomoc męża, czasami również Antka. Efekt zawsze mnie zadowala, bo mogę odhaczyć na liście coś, czego absolutnie nie musiałam się tykać.

Też macie swoje patenty w oszczędzaniu czasu i swojej energii? Podzielcie się nimi 🙂

(zdjęcie: flickr.com)

Previous Te plakaty szukają domu!
Next Jak wychować materialistów.

Suggested Posts

Na śniadanie.

Matka Natura śpi blisko dziecka.

10. miesiąc Niny i podróże bliższe i dalsze.

A Ty złożyłaś dziś życzenia swojej teściowej?

SmartMamą być, czyli aplikacje przydatne w ciąży.

Wakacje na Mazurach, czyli: Jak? Gdzie? Za ile?

9 komentarzy

  1. 6 stycznia 2015
    Odpowiedz

    Kompletnie szalony dzień. Moje lenistwo mnie ogranicza i robię wszystko na ostatnią chwilę. „Ucz mnie” 😀 blender mam… W szafie nieużywany 😉

    • 6 stycznia 2015
      Odpowiedz

      Ja właśnie trochę się dziwię, bo nigdy nie byłam przesadnie perfekcyjna a leń często wygrywał. Przez ostatnie lata to się zmieniło i czasami przeginam w drugą stronę. Ostatnio mam fobię na punkcie „paluchów” na frontach kuchennych czy na laptopie. I latam z ręcznikiem papierowym i płynem po kilka razy dziennie 😀 Obłęd!

      • 6 stycznia 2015
        Odpowiedz

        Aaa to na to mam sposób. W marketach za kilka zł są tuby ze sciereczkami nawilżanymi z różnymi detergentami 🙂 Sama mam te do monitorów, starczaja na długo i ten zapach.. jedna ściera a tylee zastosowań. Zero biegania po wodę 😉

  2. 6 stycznia 2015
    Odpowiedz

    Mi pomaga planowanie – lista rzeczy do zrobienia danego dnia. Łatwiej mi wtedy sprężyć się i zrobić szybciej wszystko co trzeba a pózniej bez wyrzutów wypoczywać. Tylko lista musi być tworzona realistycznie i tak by wykonanie jej nie zajmowało nam całego czy nawet połowy dnia 🙂
    A od kiedy w moim życiu pojawiła się córeczka to nieocenioną pomocą jest tablet, na którym spokojnie mogę pozałatwiać internetowe sprawy, gdy już leżę z nią śpiącą w łóżku jak np teraz.

    • 6 stycznia 2015
      Odpowiedz

      Dokładnie, realne planowanie. Często już na tym etapie zaliczamy porażkę :)) Zaplanowałam sobie zawiezienie pierwszych ciuszków po Ninie do szpitala przed końcem roku i się nie udało. Strasznie mnie to stresuje. No ale co zrobić, przynajmniej już są w samochodzie 😀

  3. 7 stycznia 2015
    Odpowiedz

    kurczę nic nie planuję bo zawsze mi coś plany zepsuje, a wtedy się wściekam. Działam bardziej instynktownie, we wszystkich dziedzinach życia. Smartfona miałam dwa miesiące i się zepsuł. Blendera też nie mam, mam robota wielofunkcyjnego, ale rozkładanie go zajmuje mi zbyt wiele czasu , więc raczej stoi nieużywany. Ale pe.es staram się nie narzekać, biorę co mi życie daję, mam aparat, karmię się tym. pozdrawiam

  4. 8 stycznia 2015
    Odpowiedz

    Zjedz szybko żabę, czyli to, co najgorsze, na co nie masz ochoty, zrób najpierw. Kolejne rzeczy z listy będą już przyjemniejsze, bo najgorsze za Tobą.

  5. natalia kaczmarek
    8 stycznia 2015
    Odpowiedz

    Perfekcjonizm zabija! Za tym idzie frustracja, za tym idzie nerwowa atmosfera w domu, a za tym… kłotnia! 😛 Poprosze o sposoby walki z perfekcjonizmem 😀

    • 8 stycznia 2015
      Odpowiedz

      Jak znajdę skuteczne metody, to na pewno dam znać. Póki co powtarzam sobie „olać to!” i przynajmniej na chwilę działa 😀

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *