I znów świętujemy urodziny … Po raz trzeci!


W zasadzie te urodziny przypadły w poprzedni weekend, ale ten należał do Antka, więc wszystko inne musiało poczekać. Teraz, na przełomie kwietnia i maja znów świętujemy! Tym razem 3 lata stuknęły … piwnookiej! Tak, mój ukochany blog, moje własne miejsce w sieci właśnie skończyło 3 lata <3 Jak na taki wiek przystało, jubilat stoi pewnie na nogach, rozwija się nieustannie i co chwila zadziwia mnie samą, otwierając kolejne ścieżki rozwoju.

Kiedy trzy lata temu opublikowałam pierwsze wpisy – a było to dość spontaniczną decyzją – nie sądziłam, że pewnego dnia stanie się to moją pasją i najważniejszym zajęciem poza byciem żoną i mamą. Wierzcie lub nie, ale zaczynając nie wiedziałam, czym jest regularne pisanie i z czym wiąże się stała obecność w sieci. Nie wiedziałam, że wchodząc w ten świat, w zasadzie żyje się blogiem. Nie sądziłam, że będąc offline, nadal myśli się o kolejnych działaniach: o nowych tematach, ciekawych zdjęciach, nietuzinkowych projektach. I chyba najważniejsze: nie przypuszczałam, że blog można połączyć z działaniami komercyjnymi a więc uczynić z pasji również swoją pracę.

Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie.

Jeśli miałabym wymienić jedną najważniejszą rzecz, którą dały mi 3 lata blogowania, to właśnie ludzie. Bardzo różni, czasami dziwaczni, ale wszyscy szalenie ciekawi, inspirujący i wzbogacający. Nie dam rady wymienić, jak wiele nauczyłam się od innych. Obserwowane sukcesy dawały mi kopa, błędy pozwalały wyciągnąć wnioski. Nie udało mi się oczywiście uniknąć własnych, ale czerpanie z doświadczeń innych to coś absolutnie bezcennego. Wiele osób jest dla mnie drogowskazem i wzorem, wielu mi imponuje i pomaga wciąż twardo trzymać się ziemi.

Minione trzy lata bardzo mnie zmieniły na wielu płaszczyznach a chyba najbardziej wpłynęły na postrzeganie samej siebie i przekraczaniu własnych granic. Każdy osobisty tekst, każde zdjęcie, film to było jak pokonywanie wewnętrznych barier. A musicie wiedzieć, że niewielu osobom daje się poznać, mam wąskie grono znajomych i jeszcze mniejsze przyjaciół. Kiedy tak teraz patrzę wstecz, to szczerze podziwiam samą siebie, że odważyłam się na tak wiele rzeczy. Z osoby wycofanej, stałam się otwarta na innych, nieustępliwa w staraniach o rzeczy, na których mi zależy, dumna z własnego dorobku.

Pasja = praca?

Czy to możliwe, aby pasja pozostała pasją, gdy zaczynamy poświęcać jej kilka godzin dziennie? W świątek, piątek, w chorobie i za cenę poświęceń? Kiedy siadamy do komputera nie zawsze z takim samym zapałem, niekiedy z poczuciem musu, wiedząc, że jeden dzień laby da początek lawinie obsunięć? Jak najbardziej! O ile każdy tekst, każde działanie i każda poświęcona minuta daje nam wiele satysfakcji.

Dzisiaj wiem, że nie sposób pisać regularnie przez kilka lat, nie traktując tego zajęcia poważnie. Nie ma opcji, aby praca wciąż pozostawała pasją, nie dając nic prócz uczucia spełnionego obowiązku.

Pamiętam rozmowę z moją mamą sprzed pół roku, kiedy rozważałam porzucenie etatu w szkole i poświęceniu się w 100% blogowaniu. Ona jako osoba dość zachowawcza, próbowała mnie odwieźć od pomysłu, podając przykład finansowej stabilizacji i 2-miesięcznych wakacji latem. Wtedy to do mnie dotarło! Robiąc to, co sprawia mi radość, na co mam ogromny wpływ i co przynosi rezultaty (również komercyjne), nie czekam z niecierpliwością na wolne. Nie odliczam dni do urlopu, bo nie czuję potrzeby odpoczynku od zajęcia, które kocham.

Nie oszukujmy się, blogowanie to zajęcie absorbujące, ale jeszcze nie słyszałam o przypadku, aby ktoś zapracowywał się do granic możliwości. Bywają zarwane noce, kiedy ciężko oderwać się od szkicu, bywają godziny poświęcone na sesje a potem na żmudną obróbkę zdjęć. Jest i cała otoczka w postaci papierkowej roboty, wymiany maili i rozmów telefonicznych. Ale to też praca bardzo elastyczna, wybaczająca chwilowe przerwy w regularności. Z drugiej strony, to jedno z tych zajęć, wymagających samodyscypliny i umiejętności szybkiej zmiany planów, często rezygnacji z leniwych wieczorów a nawet rodzinnych spacerów.

Reklama na blogu?!

Powiem krótko: bywa 😀 Nikt o zdrowych zmysłach nie odrzuciłby możliwości mądrego zarabiania na pasji. Brzmi brutalnie, ale szczególnie w tym aspekcie chcę być szczera. Nigdy nie ukrywałam współprac komercyjnych i uważam, że polecając dany produkt czy usługę, jestem tak fair, że już bardziej nie można. W ciągu ostatnich 2 lat odrzuciłam zdecydowaną większość propozycji, kierując się szacunkiem do Was i szacunkiem do samej siebie. Nigdy nie pokazałam na blogu czegoś, do czego sama nie byłam przekonana i w co sama nie wierzyłam.

Zasada #1: doceniaj siebie!

Jeśli jest coś, co odczułam dotychczas najmocniej, to fakt, że ludziom bardzo ciężko przychodzi chwalenie innych. Nie zliczę, ile razy chciałam to wszystko rzucić w cholerę, bo “przecież i tak nikt nie docenia”. Nie wiecie, jak ciężko wierzyć w siebie i iść dalej, bez tego przysłowiowego poklepania po ramieniu. Nie zdajecie sobie sprawy, jak ważny dla autora jest każdy komentarz, każdy głupi “like” czy serduszko. Odbiór, informacja zwrotna to kwintesencja blogowania. Bez Was to przecież w ogóle nie ma sensu.

Co dalej?

Sama nie wiem! Jednego jestem pewna: porzucenie etatu było bardzo dobrą decyzją, bo pozwoliło mi się skupić na blogu i spojrzeć na niego w szerszej perspektywie. Nie mogłam pozwolić, aby 3 lata mojego zaangażowania i dalsze plany poszły na marne. A tak by się niestety stało.

Czuję, że jestem na właściwym miejscu i po trzech latach w rozkroku, nareszcie potrafię określić samą siebie. Fakt, że tak wiele zależy ode mnie, bardzo mnie motywuje. Z kolei pomoc rodziny w opiece nad dziećmi, daje mi niesamowity komfort pracy.

Na koniec rzecz najważniejsza!

Choć mam grupę stałych, wspaniałych czytelników, wiele osób znam z imienia, zdjęcia, to sporo z Was to nadal tylko cyferki. A skoro blog bez Was nie ma większego sensu, naprawdę bardzo chcę poznać Was i Wasze zdanie. Jakie są Wasze oczekiwania, o czym najchętniej czytacie, czego Wam brakuje? Zróbcie mi prezent na te trzecie urodziny i poświęćcie kilka minut na wypełnienie ANKIETY. To niesłychanie ważne dla mnie osobiście i dla bloga!

A żeby odwdzięczyć się Wam za zaangażowanie i pomoc, z chęcią (choć wielką tremą!) zrobię coś, co nadal jest poza moją strefą komfortu. Nagram film na jeden z tematów:

  • “dzień z życia” czyli 12h z nami;
  • Q&A czyli moje odpowiedzi na Wasze pytania;
  • haul zakupowy: moda lub wnętrza.

Previous Jogurtowe babeczki z makiem i cytryną, które znikają w pięć minut!
Next A gdyby tak ... przeżyć to jeszcze raz?

Suggested Posts

Dzień z życia.

Nasze HITY maja!

Dlaczego właściwie od lat usługuję mężowi?!

Jak przetrwać jesień i zimę? Z tymi pomysłami dasz radę!

“Nie będę płakać nad pieprzonym egoistą”, czyli ilość człowieka w człowieku.

Takie akcje to ja lubię!