O tym, jak rodzinę spakowałam i nie zwariowałam.


Obiecałam sobie, że dodam ten wpis, jeśli zrealizuję swój plan, a więc wszystkie poniższe rady TYM RAZEM na pewno wcielę w życie. Prawda jest taka, że zawsze zaklinam się, że rano, w dniu wyjazdu zjemy kulturalnie i bez pośpiechu śniadanie a potem tylko wsiądziemy do samochodu i ruszymy przed siebie. I zwykle zaczyna się obiecująco: najpierw robię listę, później realizuję każdy jej punkt, dopisując najdrobniejsze szczegóły, żeby absolutnie niczego nie zapomnieć. W dzień wyjazdu okazuje się, że dzieciaki nie w humorach a mycie i ubieranie zajmuje więcej czasu niż zwykle. Ja nerwowo spoglądam na zegarek i stwierdzam, że już powinniśmy być w trasie a do tego nie utrafimy z drzemką Niny! Potem M. zaczyna pakować torby do samochodu a ja nie miałam chwili, żeby się zatrzymać i w spokoju pomyśleć, czy nie chciałam jeszcze czegoś do nich włożyć. Na tym etapie już jestem rozmontowana, zapominam o ostatnich pudełkach z przekąskami w lodówce, w pośpiechu biegam po domu, jednocześnie zbierając ostatnie rzeczy i sprawdzając żelazko, światła i klamki od okien …

Dwa lata temu, kiedy jechaliśmy na tydzień nad morze, cofnęliśmy się po poduszkę dla Antka. Na miejscu okazało się, że torba z jego rzeczami cały czas stała w sypialni … Tak więc tym razem na być inaczej. Spokojnie i bez nerwów. A my zadowoleni i w komplecie. Jeśli czytasz ten wpis, to znaczy, że się udało. Jak? Plan był konkretny:

  • dzieciaki “sprzedałam” Dziadkom, dzięki czemu mogłam się w 100% oddać pakowaniu. (Wiem, nie każdy ma ten komfort. W innej sytuacji bąble można wysłać z tatą na zakupy/do kina albo do sąsiadów.),
  • obiad też u Dziadków, stąd te powyższe 100%. (Drugą opcją jest dostawa do domu.),
  • ubrania na wyjazd wybrałam wstępnie dwa dni temu, więc i suszenie oraz pranie było już wcześniej,
  • siadłam z M. i podzieliliśmy się zadaniami. On zajął się samochodem, sprzętem elektronicznym, ładowarkami, nawigacją, zakupami “na drogę”,
  • w przeddzień wyjazdu spakowałam ubrania, plecak Antka z wybranymi książeczkami, zabawkami, drugi plecak z zabawkami dla Niny na drogę, podręczna paczka do przewijania (z pieluchami i chusteczkami), torba z miseczką, ślinikiem, łyżeczkami, ręczniczkiem i chusteczkami,
  • ładowarki zebrałam do jednej torby i razem z lodówką turystyczną oraz kosmetyczką wystawiłam w widocznym miejscu,
  • wieczór przeznaczyłam na przygotowanie przekąsek i czas dla siebie,
  • tuż przed snem przygotowałam przekąski i włożyłam do lodówki,
  • na poranek ustawiłam w telefonie przypomnienie o najważniejszych punktach (dokumenty, telefony, ładowarki, kosmetyczka, lodówka),
  • sprawdzając żelazko, zrobiłam mu zdjęcie. To na wypadek, gdyby zaczęło dręczyć mnie pewne pytanie …
  • dałam sobie 5 minut na spokojne obejście domu.

Jeśli czytasz ten wpis, to jestem z siebie strasznie zadowolona i dumna, że się udało. Zminimalizowałam stres, jak tylko się dało a nasza wesoła wycieczka zmierza właśnie w kierunku pięknego Podlasia. Jeśli chcesz wiedzieć i widzieć więcej, zajrzyj na mój INSTAGRAM (po zdjęcia) i VINE (po filmy!).

Previous Urodzinowe inspiracje!
Next Są takie dni ...

Suggested Posts

So this is Christmas…

Odkrycia, których tylko mama może dokonać.

Na śniadanie.

Odliczam dni do końca …

Zostać rodzicem i tyle wygrać.

Powiadam Wam, karma wraca!