Moje dziecko utknęło na zjeżdżalni McDonald’s! Twoje też może.


Uwielbiamy komfort i poczucie bezpieczeństwa. Znajdując się w miejscach publicznych, zwłaszcza tych przeznaczonych dla dzieci, jesteśmy spokojni i wierzymy, że ktoś zadbał o nasze zdrowie i życie. Budynek został dopuszczony do użytku, drabinki placów zabaw mają atest a higienę produktów zapewniają ścisłe procedury. Tymczasem często to bezpieczeństwo jest pozorne a regulaminy piękne jedynie w teorii. My byliśmy o krok od tragedii i to w miejscu, które powinno zapewniać maksimum bezpieczeństwa.

Zjeżdżalnie przy restauracjach McDonalds. Ani nie są specjalnie duże, ani ciekawe a jednak przyciągają dzieciaki – od maluchów po wyrośniętych uczniaków. Jeśli nic innego nie ma na parkingu postojowym, to nawet dobrze że są. Dzieci mogą się wybiegać, wybawić i odpocząć przed dalszą podróżą. Antek zawsze ma z nich dużo frajdy, Nina więcej chce niż może (tj. potrafi), choć próbuje naśladować brata. Ostatnio tak próbowała, że niestety najadła się solidnego strachu. A ja wpadłam w panikę.

Konstrukcja w jednej z wrocławskich restauracji była dość nietypowa. Na drugie piętro prowadzi rura i trzeba się wspiąć wyżej. Tam jest kolejna rura – zjeżdżalnia na sam dół. Zatem poza dwiema tubami, nie ma innej opcji wejścia i wyjścia z konstrukcji. Zwykle w takich miejscach mamy jedną drogę dotarcia na piętro – półki i jedną drogę, prowadzącą w dół – zjeżdżalnię. W restauracji przy ulicy Paprotnej jest inaczej. Zwróćcie uwagę, jak niewiele miejsca jest na szczycie i jak bardzo jest to wszystko zabudowane. Daszek nie zapewnia ochrony przed nasłonecznieniem i temperaturą.

Chwile grozy.

Tego feralnego dnia wracaliśmy z Czech i zrobiliśmy ostatni postój przed dotarciem do domu. Antek śmigał pewnie, ale Niny miała pewne opory. Nie było dobrze znanych jej półek, którymi wspina się i schodzi, bo boi się zjeżdżać w zamknięciu. Miałam nawet zamiar powstrzymać ją od zabawy, ale machnęłam ręką, będąc pewna, że rurą i tak nie wejdzie wyżej. A nawet jeśli miałaby spróbować, dlaczego miałabym ją powstrzymywać? Może to właśnie miał być TEN dzień, w którym pokona swoje obawy i zobaczy, że zjeżdżalnia to mega frajda?

Ku mojemu zaskoczeniu Nina wspięła się tubą na piętro. Niestety tu zaczął się dramat. Pomimo obecności brata i innych dzieci, za żadne skarby nie chciała zjechać w dół. Siedziała wystraszona na samej górze, nie reagując na nasze prośby i wskazówki Antka. W końcu się rozpłakała a ja zaczęłam się solidnie stresować. Konstrukcja jest zamknięta, dopływ świeżego powietrza minimalny a na zewnątrz było 27 stopni. Nie chcę nawet myśleć, jak nagrzany był plastik i powietrze na górze …

Maciej próbował uspokoić Ninę, przekonać ją, żeby zjechała z Antkiem. Ja już tylko gorączkowo myślałam o tym, że w takich warunkach – przy braku powietrza, w wysokiej temperaturze i w stresie, dziecko może spanikować, nawet stracić przytomność. Co mogłam jeszcze zrobić? Wskoczyłam do tej cholernej rury, gdzie uderzył mnie zaduch i niemiłe uczucie ciasnoty. Wdrapałam się do połowy i wołałam Ninę. A ona protestowała. Nie wiem, ile to trwało i co dokładnie do mnie mówiono. Ponoć w desperacji puściłam siarczyste “kurwa mać!”, które słyszały wszystkie stoliki na zewnątrz …

Na szczęście w tym samym czasie nieco starsza dziewczynka wzięła Ninę za rękę i sprowadziła ją rurą na niższe piętro. A tam do wyjścia prowadził już tylko jeden stopień. Wszyscy byliśmy potwornie wystraszeni, ale i szczęśliwi, że wszystko dobrze się skończyło.

Jednoznaczny wniosek.

Po takim doświadczeniu wiem jedno: ta konkretna konstrukcja stanowi zagrożenie i nie powinna zostać dopuszczona do użytku. Tak, każda taka zjeżdżalnia ma swój regulamin. Poniżej możecie przeczytać jego punkty. Za dziecko odpowiada opiekun, tu nie ma nad czym dyskutować. Jest wyraźnie wskazany maksymalny wzrost dziecka, są elementarne zasady używania zjeżdżalni. Jak to się jednak ma do samej konstrukcji, która ma tylko jedną opcję zejścia w dół? Zwykle są przecież dwie drogi i dzieci, które nie odważą się zjechać rurą, zawsze mogą zejść tą samą drogą, którą się wspięły. Tutaj nie było takiej możliwości.

 

 

Jak osoba dorosła może dostać się na górę i pomóc dziecku? Co może zrobić pracownik w takiej sytuacji? Zastanawialiście się kiedykolwiek, czy tam są jakieś magiczne drzwi? Dodatkowo, czy ktoś pomyślał o dopływie świeżego powietrza, zwłaszcza w czasie letnich upałów? Co w sytuacji, kiedy dziecko zaprze się i odmówi współpracy? A co, jak dziecko straci przytomność? Przecież takie sytuacje mogą się zdarzyć dzieciom, które na codzień są samodzielne i odważne. Mało tego, jeśli starsze dziecko będzie młodszemu blokowało wyjście, opiekun nie ma jak interweniować. Tak naprawdę możliwych scenariuszy jest całkiem sporo.

Co na to McDonald’s?

Po ochłonięciu zwróciłam uwagę na punkt 8. Zadzwoniłam do restauracji, aby opisać sprawę i zapytać o procedury na wypadek sytuacji, jak nasza. Niestety Manager był nieosiągalny a od pracownika dowiedziałam się, że restauracja nie ma takich procedur.

Zwróciłam się do przedstawiciela firmy McDonalds z pytaniami o to, kto odbiera place zabaw restauracji i zajmuje się serwisem oraz jakie są procedury w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia dziecka. Otrzymałam następującą wiadomość:

Po konsultacjach z Działem Budowlanym naszej firmy oraz dostawcą zjeżdżalni chciałabym dokładniej odnieść się do podniesionej przez Panią kwestii. Przede wszystkim zjeżdżalnia jako część infrastruktury restauracji podlega obowiązkowej kontroli Państwowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego. Kontrola taka odbywa się przed wydaniem pozwolenia na użytkowanie. Potem zostaje ona ponowiona w ciągu 5 lat. Zjeżdżalnia przy naszym lokalu na ul. Paprotnej we Wrocławiu została wyprodukowana przez belgijską firmę Kompan. Jej konstrukcja jest zgodna z normą europejską, określającą parametry bezpieczeństwa placów zabaw EN1176. Potwierdzają to załączone certyfikaty wydane przez Tüv.

Dodatkowo menadżer odpowiedzialny za restaurację jest zobowiązany do regularnej inspekcji zjeżdżalni według szczegółowej procedury obejmującej 18 elementów i sporządzenia z tego raportu. Wszelkie problemy techniczne są niezwłocznie zgłaszane do producenta celem umówienia naprawy.

Ten model zjeżdżalni można spotkać w wielu naszych lokalach. Nie odnotowaliśmy jednak żadnych niepokojących zgłoszeń rodziców ani obserwacji personelu dotyczących jego konstrukcji. Trudno jest nam zgodzić się ze stwierdzeniem, że konstrukcja ta stwarza zagrożenie i nie powinna być użytkowana. Zjeżdżalnia jest dopuszczona do użytku przez dzieci w wieku 3 – 10 lat. Jednak decyzja, czy dziecko jest dostatecznie fizycznie i psychicznie dojrzałe, by z niej korzystać należy zawsze do dorosłego opiekuna, który najlepiej je zna i widząc konkretną zabawkę może ocenić, czy jest ona dla niego odpowiednia.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie. Jest kontrola, są normy bezpieczeństwa i raporty. Nie ma elementów, które mogą zranić dziecko a tuby/tunele są na tyle szerokie, że nie da się w nich utknąć. Tyle teorii. Wiemy, że prawdopodobnie brakuje procedur w nagłych wypadkach. Wiemy, że osoba dorosła nie może dotrzeć do dziecka na piętro i nie ma możliwości szybkiego demontażu konstrukcji. W myśl poradnika, wydanego w 2008 roku przez UOKIK jest to pogwałcenie norm bezpieczeństwa. Jak czytamy:

Można uznać, że konstrukcja nie spełnia w pełni norm bezpieczeństwa. Dodatkowo, nie może być mowy o dostosowaniu konstrukcji do wieku, jeśli ta przeznaczona jest dla dzieci 3- i 10-letnich. W dokumencie nie doszukałam się informacji o dostępie świeżego powietrza i alternatywnych drogach wyjścia z konstrukcji, co wydaje się być oczywistością.

Pozorne bezpieczeństwo.

Zatem na chwilę obecną bezpieczeństwo naszych dzieci na tej konkretnej konstrukcji jest połowiczne. Możemy być raczej pewni, że nasze dziecko nie zrani się o wystający gwóźdź, jego stopa nie zakleszczy się w szczelinie a gdy spadnie, to odpowiednia nawierzchnia zamortyzuje upadek. Natomiast w sytuacji, gdy dziecko z jakiejś przyczyny nie będzie w stanie zejść z konstrukcji, jesteśmy pozostawieni sami sobie. Pozostaje nam wezwanie służb i wyścig z czasem.

Zbliża się okres wakacyjnych podróży i postojów na trasie. Zwracajcie uwagę na stan placów zabaw, bo jak widać, nawet te perfekcyjne mogą okazać się groźną pułapką. Pozostaje mi mieć nadzieję, że restauracja przy ul. Paprotnej i jej podobne, pójdą po rozum do głowy i dla spokoju oraz bezpieczeństwa wszystkich, wymienią konstrukcję na inny model.

Zdjęcia: grafika pochodzi ze strony prawoturystyczne.com, google.maps.

Zródło: http://www.placezabaw.uokik.gov.pl/download/bezpieczny_plac_zabaw_poradnik.pdf

Previous Proszę, wyjaśnijcie mi tę jedną, prostą rzecz ...
Next Rodzinne wakacje na Majorce - miejscowość, plaża i hotel na medal!

Suggested Posts

Na śniadanie.

10 faktów o mnie, których nie znacie.

Kiedy ktoś w końcu o nas pomyśli?

Rzecz, której nigdy tej pielęgniarce nie zapomnę.

Torba wózkowa czyli nasze spacerowe must have.

Z tego powodu nie smucę się, że dzieci dorastają.