Na tę bajkę czekaliśmy odkąd w oczy rzucil nam się wielki plakat, przedstawiający zielonego dinozaura z chłopcem na nosie. Czekaliśmy tak bardzo, że przegapiliśmy dzień premiery, ale już trzy dni później zasiedliśmy w kinie. Tradycyjnie już to był nasz czas – mój i Antka, bo seans to zawsze idealna okazja na spędzenie ze sobą dłuższej chwili sam na sam. Czasami poprzedzamy kino zakupami, czasami lodami, ale zawsze zwieńczony jest on dobrą rozrywką i dużą porcją popcornu. Tym razem było jednak inaczej niż zwykle, bo kino strasznie przygnębiło i zestresowało Antka a podróż do domu była niekończącą się listą trudnych pytań …

Film „Dobry dinozaur” wydawał mi się idealnym wyborem dla miłośnika pradawnych zwierzaków a ponieważ wyszedł ze stajni Pixar, uznałam za pewnik, że zapewni nam sporo pozytywnych emocji i dobrą zabawę. Rzeczywiście była to uczta dla oka, bo świat i postaci są wprost przepiękne. Nie brakuje również efektownych scen i bardzo realistycznych krajobrazów. Również przesłanie filmu jest niewątpliwie jego mocną stroną. Tylko niestety cieniem na wszystko kładzie się sama fabuła.

Punktem wyjścia całej historii jest hipotetyczne założenie, że miliony lat temu meteoryt ominął Ziemię a więc dinozaury nigdy nie wyginęły. Żyją one po dziś dzień na ziemi razem z prymitywnymi ludźmi. Rewolucyjny jest pomysł, że to dinozaury potrafią mówić, uprawiają pole, zbierają zapasy na zimę, zaganiają krowy a ludzie to typowe jaskiniowe dzikusy, przypominające bardziej zwierzaki niż homo sapiens. W takiej zwyczajnej rodzinie rodzi się i dorasta Arlo – najbardziej strachliwy i nieporadny dinozaur z całej trójki rodzeństwa. W swoim krótkim życiu poznaje, czym jest ciężka praca, zabieganie o uznanie rodziny i strata taty. W toku nieszczęśliwych wydarzeń musi odnaleźć drogę do domu a podróż ta usłana jest niebezpiecznymi sytuacjami i wystawianiem jego charakteru oraz serca na wielkie próby. Choć bajka kończy się szczęśliwie, nie nazwałabym tego radosnym zakończeniem, które pozostawi małego widza z uśmiechem na ustach.

Za duży plus uznaję wspomiane już przesłanie. Historia mówi o tym, że każdy może pokonać swój strach i warto pozostać sobą, pomimo wyjątkowo niesprzyjających warunków i wbrew oczekiwaniom innych. Niestety, moim zdaniem bajka jest wręcz przeładowana emocjonalnymi scenami, jak śmierć taty, zagubienie daleko od domu, walka o przetrwanie a nawet trudne początki przyjaźni i nieznośne podkreślanie inności Arlo w oczach rodziców i rodzeństwa. Tak naprawdę od pierwszej sceny główny bohater przeżywa trudne chwile i ciężko mi sobie przypomnieć choć jedną scenę beztroski i radości (ok, przypomniałam sobie motyw z tymi futrzakami w dziurach). Jak nie przerażająca burza, to ponure, latające dinozauro-ptaki, czyhające na ofiary. I również tym razem twórcy zagrali na emocjach, poprzez wzruszające sceny pożegnania – ja ryczałam conajmniej dwa razy.

A żeby tego było mało, seans poprzedzony jest reklamami i trailerami, ot np. „Alicji po drugiej stronie lustra”. No powiedzcie mi, jak dziecko może zareagować na charakteryzacje filmów Tima Burtona, które celują w zdecydowanie starszą widownie? Dodatkowo, bez jakiegokolwiek wstępu, przed właściwą bajką puszczany jest animowany film krókometrażowy – historia małego Hindusa, który bardziej zainteresowany jest bajką o ulubionym superbohaterze, niż modlitwą z tatą. I znów, przesłanie jest świetne a historia oparta na rzeczywistym doświadczeniu reżysera, ale ten kilkuminutowy film to głównie scena walki dobra ze złem, gdzie jedno i drugie przybiera dość straszne formy. Jestem więcej niż pewna, że dzieciaki nie wyniosą z tego obrazu nic poza poddenerwowaniem, może nawet strachem. Swoją drogą to ponoć z powodu tej bajki zmieniono zaraz po premierze ograniczenie wiekowe do 6 lat.

Wracając do „Dobrego dinozaura” … Przymykam oko na niektóre sceny – odrywanie głowy wielkiemu robalowi, wąż z kłami, raczej niezrozumiałe dla dzieci halucynacje bohaterów po zjedzeniu złych owoców, czy nawet polecenie taty dinozaura, aby wkurzającego rabusia kukurydzy złapać w sieć a potem wykończyć drewnianą pałką. Bajka jest w swoim wydźwięku po prostu smutna, często stresująca i pokuszę się o stwierdzenie, że tego dobrego dinozaura to jest w niej akurat najmniej. Mam wielką nadzieję, że zrobią kiedyś o wiele weselszy sequel, bo tym razem Antek co chwile mówił, że się boi, wtulał się we mnie a z kina wyszedł przygnębiony. W samochodzie cały czas pytał o śmierć taty oraz jego późniejsze pojawienie się w bajce. Kiedy próbowałam przywołać jakieś miłe wspomnienia, odparł, że nic mu się w historii nie podobało.

Ja z tego doświadczenia wyciągnęłam kilka wniosków: 1. Piękny plakat i dokonania wytwóni nie zwalniają nas z obowiązku zapoznania się z trailerem i opisem filmu (a i one mogą być zręczną manipulacją). 2. Ograniczenia wielkowe zostały po coś wymyślone i powinny być ważną wskazówką dla rodzica. 3. To my znamy nasze dzieci najlepiej i wiemy, których bajek nie powinny oglądać. Nie tylko ze względu na ewentualną przemoc czy „straszność” postaci, ale również przez ładunek emocjonalny, którego nie każdy przedszkolak jest w stanie udźwignąć. 4. Następnym razem na seans dotrzemy na ostatnią sekudnę – nie godzę się na takie perfidne wykorzystywanie małego widza.

(zdjęcie: huffingtonpost.co.uk)