Antkowe myśli zebrane. Część 7.


Rozmawiamy o przedszkolu i takich rzeczy się dowiadujemy:

Antek: Różne zabawy mamy w przedszkolu – malowanie, glutowanie … To po angielsku zabawa, wiesz?

***

Kichnęłam któregoś dnia:

Antek: Na zdrowie, mamusiu.

Ja: Bóg zapłać.

Antek: Nie ma za co.

***

Antek: Nauczyłem się nowy wierszyk w przedszkolu: Jak Ci zabraknie siana, zadzwoń do bociana.

My: Kto cię nauczył?

Antek: Piotrek.

(Dodaję, że to reklama firmy, ale nie wiem czy ogólnopolska.)

***

Podczas powrotu do domu, w samochodzie panowała kompletna cisza:

Antek: Lubię, jak tak cicho jesteście.

My: Dlaczego?

Antek: Bo jak gadacie, to aż mnie uszy bolą!

***

Kiedyś na spacerze Antek wskazał palcem pewną panią i powiedział, że jest gruba. No więc mieliśmy rozmowę, żeby tak nie mówić, bo można komuś zrobić przykrość. I że lepiej ludzi okrąglejszych nazywać puszystymi, bo tak ładniej. Wieczorem siedzimy wszyscy i mówię:

Ja: Antek, powiedz tacie, jakie słowo poznałeś dzisiaj na spacerze.

Antek: Puchata.

***

Nadal bardzo częste, spontaniczne wyznanie, np. podczas spacerów albo podróży samochodem:

Antek: Kocham Was!

***

Ostatnie całusy na dobranoc:

Ja: Dobranoc synek.

Antek: Dobranoc księżniczko.

***

Ja: Ty to Antek ale jesteś …

Antek: Zabula.

Ja: Cebula?!

Antek: Nieee, za-bu-la.

Ja: Aaaa, żabula!

(Czasami nazywam go żabulą …)

***

Antek opowiada Cioci o przedszkolu. Oczywiście pada pytanie o kolegów i koleżanki:

Antek: Mam kolegę Bartka.

Ja: I jeszcze Zosia, prawda?

Antek: Zosia to jest ukochana Bartka.

Ja: A Ty masz jakąś ukochaną?

Antek: Bartek jest moim ukochanym.

***

M: Moje dwa aniołki …

Ja: A ja?

M: Ty jesteś naszym archaniołem. (Mąż mnie za dobrze zna, żeby go to nie śmieszyło …) 😉

Antek: Nieee, księżniczką.

***

Wieczorem, przed wyjściem z pokoju Antka, zwykle pytam:

Ja: Drzwi zamknąć, czy zostawić otwarte?

Antek: Otwarte. Lubię słyszeć, jak gadacie. Jak kichniesz, to Ci powiem “Na zdrowie!”

***

On już zna te triki …

Antek: Mamooo, mam kaszel i wiesz co? Będę jadł lody bardzo powoli.

***

Wracamy z przedszkola, droga osiedlowa, niezbyt ruchliwa, więc idziemy środkiem. W pewnym momencie słyszę za sobą samochód, przygarniam Antka ręką do siebie i odchodzimy na bok. Nagle Antek patrzy na mnie z uśmiechem …

Antek: Uratowałaś mi życie.

***

Rozmowa z dziadkiem:

Dziadek: Jak się nazywa ten, co kopie piłkę?

Antek: Piłkarz.

Dziadek: A ten, który stoi na bramce?

Antek: Golarz.

(No proste! :D)

***

Po kąpieli idąc do swojego pokoju, Antek podał mi rękę i powiedział:

Antek: Chodź kochana kobietko.

***

Previous Jak zabić się skutecznie i bezboleśnie?
Next Moje biuro domowe.

Suggested Posts

Rodzinnie w Kołobrzegu.

Ciąża – II trymestr.

Nasze ferie w Czechach, czyli kronika wypadków rodzinnych!

Moje biuro domowe (vol. 2).

10 razy na tak!

Zostać rodzicem i tyle wygrać.