I ciemność nam niestraszna.


Mają coś w sobie – ciekawe kolory, które można dopasować do każdego wnętrza, niemal nieograniczone pomysły na kompozycję, zastosowanie i oczywiście niesamowity klimat, jaki wprowadzają w pomieszczeniu. Kule na łańcuchu z lampkami, koniecznie od Cottonove Love 🙂

Najpierw była Nina i jej kącik, później my i salon a teraz uszczęśliwiony (i to bardzo dosłownie) został Antek. Wszyscy mamy swoje świecące kule i skłamałabym mówiąc, że te wyjątkowe lampki tylko wiszą, cieszą oko i “robią” nastrój.

Nie sądziłam, że Nina będzie nimi oczarowana a właśnie ostatnio, kiedy mam coś do zrobienia na piętrze, odkładam ją do łóżeczka a ona jak zahipnotyzowana ogląda sobie pastelowe światełka. Jej kule możecie zobaczyć tutaj.

Te najnowsze – Antkowe, uratowały z kolei nasz budżet domowy i mój sen. Od jakiegoś czasu Antek boi się ciemności, więc włączanie wieczorem światła w sąsiednim pokoju stało się już tradycją. Na początku je gasiliśmy, kiedy sami kładliśmy się spać, ale wtedy zazwyczaj mieliśmy głośną pobudkę w nocy. W końcu przestaliśmy je wyłączać, jednak ja źle spałam w nocy, bo światło mimo wszystko mnie drażniło. Już mieliśmy kupić lampkę do gniazdka, kiedy nadarzyła się okazja przetestowania nowych kul od Cottonove Love …

Nowy w nich jest łańcuch z żarówkami LED, na baterie. Zmiana dość znacząca, ba rewolucyjna! Bo teraz mamy swobodę w wyborze miejsca dla naszych kul. Sam kabel jest krótszy od swojego starszego brata, co można uznać za plus, bo nie ma go za dużo i nie przeszkadza a przerwy między kulami nie są tak duże albo za minus, bo jeden łańcuch – na 10 kul – może okazać się za krótki (np. na wezgłowie podwójnego łóżka). Trzeba o tym pamiętać, dokonując wyboru.

Łańcuch na baterie jest doskonałym rozwiązaniem do pokoju dziecięcego, gdzie gniazdka są albo zaślepione, albo gdy po prostu nie chcemy, aby cokolwiek w okolicy gniazdka przykuwało uwagę dziecka. Tak jak w naszym przypadku, jest to idealny “lek” na strach przed ciemnością: światło nie jest zbyt jasne a umiejscowienie kul dziecko może wybrać samo. U nas takie rozwiązanie przyjęło się od razu, same kule okazały się sporą atrakcją dla Antka.

Baterie działają zaskakująco długo, po kilkanaście godzin dziennie i nie mam wrażenia, aby światło było ciemniejsze niż w standardowych łańcuchach. Na jasność i tak decydujący wpływ ma kolor kul, a te nasze jak widać są ciemniejsze. Dużym plusem jest też to, że cześć z bateriami jest naprawdę niewielka i niezbyt ciężka, więc ukryć ją (np. wśród kul) to nic trudnego.

Sami zobaczcie, jak kule prezentują się u Antka w pokoju. Ja jestem zachwycona całością – począwszy od opakowania, przez efekt zapalonych lampek w nocy, po spokojny sen całej rodziny 🙂

IMG_6141

IMG_6149

IMG_6151

IMG_6154

IMG_6155

IMG_6156 PicMonkey Collage1 PicMonkey Collage2

Previous Mamą być ... w Indiach.
Next Na śniadanie.

Suggested Posts

Mamy swoje sposoby na nudę.

“Tak bym chciała …” czyli rozterki matki kwoki ;)

Hello Monday!

Na śniadanie.

O tym, co i kto uratował imprezę urodzinową Niny.

Christmas Tag – moje Święta w pigułce!