Dawno nic nie wywołało we mnie takich emocji, jak ten film!


Tak to już jest, że nie wszystkie rodzicielskie wybory rozumiem, wiele z nich nie podzielam a czasami czuję wobec nich jakiś wewnętrzny sprzeciw. Jednak zwykle moją opinię zachowuję dla siebie. Jeśli komentuję, to bez krytyki a już absolutnie staram się nie oceniać, wyciągać dalszych wniosków, snuć domysłów. Tym razem nie będzie inaczej, choć to, co zobaczyłam sprawiło, że się we mnie zagotowało. Może dlatego, że o podobnej sytuacji sama kiedyś marzyłam.

Film, o którym mowa możecie zobaczyć pod tekstem, ale w skrócie Wam go opiszę. Jest to druga część porodu domowego, przedstawiająca pierwsze chwile razem z maleństwem. Czas wyjątkowy nie tylko dla samych rodziców, ale też dla starszego rodzeństwa – ok. 7- letniego chłopca i 3-letniej dziewczynki. Ja bardzo lubię tego typu relacje, ponieważ zazwyczaj są kręcone i montowane z wyczuciem. Uwielbiam oglądać porody domowe, bo nigdy ich nie doświadczyłam a liczne, znane mi przykłady przekonują, że to wyjątkowe przeżycie. Większy spokój, luz, ograniczenie ingerencji położnych do niezbędnego minimum. Nie jest to dla każdego, nawet ja bym się nie odważyła na taką decyzje. Co nie znaczy, że nie może mnie to niezmiennie zachwycać.

Marzyłam o takich warunkach, zwłaszcza przy porodzie z Niną, kiedy tęskniłam za Antkiem. Rozumiałam, że nie może pojawić się w szpitalu, ale brakowało mi jego obecności. Przypominałam sobie te wszystkie historie, kiedy mama rodziła w domu, podczas gdy starszak był w przedszkolu albo spał w nocy. To, że rodzeństwo poznawało się niemal natychmiast po porodzie było piękne a przypuszczam, że jeszcze bardziej wyjątkowe, bo właśnie dla mnie niedostępne.

Choć tak na marginesie, w temacie obecności starszych dzieci przy samym porodzie zdanie zawsze miałam jedno (a było to jedno wielkie NIE – bo moje reakcje na ból, ewentualne komplikacje …), podziwiałam rodziców, którzy nie mieli z tym większych problemów i pozostawiali tę decyzję dziecku. Większość zazwyczaj i tak albo się nudziła i uciekała do dziadków albo szła po prostu spać.

Ale do rzeczy 🙂 No więc zabrałam się za oglądanie wspomnianego filmu i zrobiło mi się gorąco. Bardzo szybko dotarło do mnie, że nie takie przeżycia chciałabym zafundować starszakowi. I sobie. Po pierwsze, ten czas zaraz po porodzie jest bardzo chaotyczny. Mama jest zmęczona i oszołomiona, tata wzruszony. Maluch jest badany, mierzony i ważony. Zazwyczaj płacze i nie jest to słodkie kwilenie a darcie się na całe gardło 😉 W pomieszczeniu jest położna, czasami dwie. Jest fotograf i nierzadko babcia maleństwa albo nawet połowa żeńskiej części rodziny.

Film dość jasno pokazuje, że dla starszych dzieci jest to emocjonalny moment. Jedno chce dotykać, głaskać a drugie jest wręcz onieśmielone i boi się podejść. W końcu oswajają się z sytuacją i zaczynają brykać, jak to dzieci. No więc rodzice pilnują i anielskim tonem przypominają, żeby nie skakać za blisko, nie szczypać itp. Da się wyczuć, że rodzice stają na rzęsach, żeby upilnować maleństwa i nie zrazić starszaków. Na łopatki rozłożyła mnie jednak scena, w której starsza siostra w końcu odważyła się wziąć braciszka na kolana. Spogląda na niego z czułością i ciekawością i … pociąga nosem!

Nie wiem, może to ja reaguję alergicznie, gdy jedno z moich dzieci kicha albo kaszle na drugie. Jak któremuś coś gra w nosie i słychać pociąganie nosem, to zapala mi się czerwona lampka. Wiadomo, dziewczynka mogła płakać (a zostało to wycięte z materiału), przyczyna pociągania nosem mogła być naprawdę niewinna. Ale z drugiej strony, pewności nie ma nikt. Kiedy taki starszak uczęszcza do żłobka/przedszkola, ja odruchowo dmucham na zimne.

Jestem ciekawa, jak Wy odbieracie takie sytuacje. Czy wyobrażacie sobie obecność starszego dziecka przy porodzie? Macie jakieś obawy z tym związane? Ja zrozumiałam, że ten czas bezpośrednio po porodzie, jest zarazem piękny, jak i wymagający. I chyba warto przygotować siebie i warunki na pierwsze spotkanie rodzeństwa. Właśnie dlatego, aby się nim w pełni cieszyć.

A poniżej sprawca całego zamieszania 😉

 (zdjęcie główne: Bethany Petrik)

Previous Trochę mi wstyd, ale opowiem Wam tę historię!
Next "Jak rozdzielić te dwa koguty?!" czyli sposoby na sprzeczki i bójki rodzeństwa.

Suggested Posts

Walczę.

Hello monday!

Pomysł na obiad: Makaron na trzy sposoby bez gotowania!

Podczas pełni zasłaniam okna …

Matka też człowiek, pamiętasz?

Moje perełki Instagrama – #instamamy.